Parfia Rzymskokatolicka w Pustkowie Osiedlu
HISTORIA - DZIEJE PUSTKOWA  

Kronika parafii Brzeźnica, powołując się na "Słownik geograficzny Królestwa Polskiego" - Bronisława Chlebowskiego podaje, że na terenach, na których obecnie mieszkamy, na przełomie XII i XIII wieku, w okresie wzmożonego osadnictwa, powstała osada zwana Pustkowiem. Jej nazwa wywodziła się od leśnej pustelni. Wokół rozciągała się Puszcza Sandomierska. Tędy prowadził szlak handlowy wzdłuż Wisłoki, od Czech przez Przełęcz Dukielską do Sandomierza, co niewątpliwie miało również wpływ na chrystianizację tego terenu. To tędy, według wierzeń ludowych, wędrował biskup krakowski, Stanisław ze Szczepanowa po spuściznę, a nie uzyskawszy schronienia w ludzkiej siedzibie, noc spędził pod drzewem na terenie dzisiejszej Pustyni, gdzie stoi kościół.

W ciągu wieków ziemia ta przeszła wiele: najazdy Tatarów, Węgrów, Rusinów i Szwedów. Wiek XIX to okres wielkiej biedy. Gdy Polska straciła niepodległość, Pustków znalazł się w zaborze austriackim. W roku 1846 wybuchło powstanie chłopskie . Na tych właśnie terenach miało przebieg szczególnie gwałtowny. Chłopi spalili większość dworów szlacheckich, zabijając ich właścicieli.

W czasie I wojny światowej Pustków został w dużym stopniu zniszczony. Po wojnie panowało tu bezrobocie. Brakowało ziemi, która mogłaby wyżywić głodujących.

W 1922 roku rozparcelowano majątek hrabiego Romera, w obrębie którego leżał Pustków i powstałe w ten sposób działki sprzedano chłopom .
Wskutek zmian administracyjnych po II wojnie, część przysiółków, należących do Pustkowa, wcielono do Brzeźnicy. Były to: Wólka Pustkowska, Kołowrotnia, Podkanie, Wieloncza. Tuż przed wojną i w czasie okupacji proboszczem w parafii Brzeźnica był ks. Aleksander Osiecki. To on właśnie był świadkiem wkraczania nowej epoki na te tereny.

W drugiej połowie lat trzydziestych następuje ożywienie gospodarcze Polski. Na południu kraju powstaje Centralny Ośrodek Przemysłowy - COP reformatorskie osiągnięcie ministra finansów, Stanisława Kwiatkowskiego. Wiele wolnych rąk do pracy, rozległe lasy, bliskość kolei zachęciły Spółkę Akcyjną w Bieruniu Starym do poszukiwania tu terenu pod budowę fabryki i osiedla. Dyrektor spółki inż. Stanisław Kościuszkiewicz zwrócił się z pismem w tej sprawie do proboszcza w Brzeźnicy ks. Osieckiego.

Ks. proboszcz wskazał na lasy z dóbr Bobrka Ligęzy, niegdyś hrabiego w Bobrowej, będących w posiadaniu Żyda Hordta. Kontrakt kupna zawarto w Tarnowie 26 sierpnia 1937 roku. Żydowi wypłacono 400 000 złotych. Niezwłocznie przystąpiono do wycinki lasu i budowy fabryki. Powstawała Lignoza.

Wraz z nią powstawało osiedle zwane "kolonią". W rozległym kompleksie leśnym, od strony kolei Sandomierz - Dębica wybudowano obszerną, luksusową, sześciopokojową willę dla dyrektora fabryki.

W przyzwoitej odległości ustawiono parami po obu stronach uliczki, 6 willi jednorodzinnych, pięciopokojowych, dla wyższej administracji i inżynierów. Przy ulicy północ - południe, zlokalizowano 7 willi dwurodzinnych, trzypokojowych, dla biuralistów, a w ich sąsiedztwie piętrowy hotel (dziś zwany starym).

Z dala od tamtego centrum , pięknie ogrodzonych i utrzymanych domów, usytuowano w dolinie, dwie, czterorodzinne, jednopiętrowe "mistrzówki" dla mistrzów rzemiosła. Dalej zaś stanęły dwa jednopiętrowe bloki dwunastorodzinne dla wykwalifikowanych fachowców. Nie zdołano ich wykończyć. Wojna udaremniła ten plan.

Wraz z firmą, z różnych stron kraju, przybyli robotnicy i zasiedlili baraki czterorodzinne, posiadające pokój z kuchnią, bez łazienki, za to z małym ogródkiem. Obok baraków znaczny obszar zajmowały garaże fabryczne, stajnia i stodoła (obecnie Dom Kultury). Nad garażami były dwa mieszkania dla kierowców (obecnie - biblioteka).

Szczęściarzem był ten, kto otrzymał pracę w Lignozie, gdyż zarobiony grosz zapewniał lepszy byt. Powstawały sklepy, knajpa, rodziły się też problemy społeczne, dotąd tu nie spotykane. Ks. Osiecki widząc upadek moralny wiernych, zorganizował Związek Robotników Chrześcijańskich, który miał wpływać hamująco na rozwój zła. Myślał też o budowie na tym terenie kościoła. W 1937 roku Towarzystwo Kredytowo - Ziemskie we Lwowie, na jego prośbę ofiarowało 1000 m2 ziemi, z reszty rozparcelowanego majątku dworskiego.

W tymczasową dzierżawę wziął tę parcelę pan Cisło. Z braku funduszy budowa kościoła była wtedy niemożliwa.

Produkcja w "Lignozie" ruszyła pod koniec kwietnia 1939. Produkowano tworzywa sztuczne i amunicję. Trochę za późno. Rosło napięcie polityczne w Polsce po aneksji Austrii i Czech przez Hitlera. Nadszedł rok 1939 - mobilizacja wojsk, budowa schronów, choć społeczeństwo w wojnę nie wierzyło.

Tragedia przyszła 1 września. Oto jak wspomina ten dzień jeden z mieszkańców Pustkowa:

"Był to piątek, cały dzień maskowano zakład, cięto gałęzie i rozwieszano na drutach, nad drogami, torami, dachami budynków zakładowych, w Zbornym budynku na zakładzie było wojsko polskie. Na dachu kotłowni ustawiono ckm - ciężki karabin maszynowy. W sobotę wszyscy robotnicy stawili się do pracy . W ciągu dnia miały miejsce pierwsze naloty niemieckich samolotów. Zrzucone zostały bomby na teren osiedla i zakładu, ale nie trafiły w żaden budynek".

9 września Niemcy wkroczyli do Dębicy. Swastyka zastąpiła Białego Orła. Chyba każdy przeżył tę chwilę boleśnie jak utratę kogoś najbliższego. Nawet zahartowani w trudach życia płakali nad losem Ojczyzny.

Klęska wrześniowa położyła kres nadziejom na poprawę bytu tutejszych mieszkańców. Fabryka i Kolonia zostały zajęte 8 września przez faszystów. Wcześniej, 7 września, dyrekcja opuściła teren fabryki. Mieszkańcy willi zostali wysiedleni. W barakach ulokowano szczególnie Ślązaków i tych, którzy służyli Niemcom. Niemcy ukończyli budowę obu bloków dwunastorodzinnych, z przeznaczeniem dla swego wojska.

Na początku roku 1940 w okolicznych lasach zaczęto tworzyć niemiecki poligon wojskowy. Zajmował on obszar o długości ok. 25 km i szerokości ok. 20 km. Jego południowa granica przebiegała obok magistrali kolejowej Kraków - Lwów, na odcinku od Brzeźnicy do Sędziszowa, zaś północna ciągnęła się od Rzochowa do Kolbuszowej. Na zachodzie granicę stanowiła trasa kolejowa z Dębicy do Mielca, na wschodzie gościniec z Sędziszowa do Kolbuszowej.

Istniejące na terenie poligonu wsie zostały podzielone na dwie strefy. Z pierwszej ludność wyrzucono z domów i przepędzono poza jej granicę. Opuszczone domy zniszczono. Do tej strefy należały miejscowości, leżące blisko komendy poligonu - część Brzeźnicy, Wieloncza, Kołowrotnia oraz Wólka Pustkowska, będąca przysiółkiem Pustkowa, Ocieka, Sadykierz, Kamionka, Żdżary. Do drugiej strefy należały wsie, wysiedlane w późniejszym terminie tj. po roku 1941. W tych wsiach zabudowań nie niszczono.

Wkrótce po wydaniu rozkazu o utworzeniu poligonu SS, na wiosnę 1940 roku Niemcy przystąpili do budowy obiektów obozowych. Wznoszono je wzdłuż szosy prowadzącej od stacji kolejowej w Kochanówce, obok fabryki "Lignoza", do Ocieki. Niemcy włączyli do obozu zabudowania fabryki i osiedle mieszkaniowe, wybudowane przed wojną. W willi dyrektora fabryki zamieszkał komendant obozu.

W halach fabrycznych "Lignozy" zorganizowano warsztaty remontowe. Dla zakwaterowania skierowanych na teren obozu oddziałów SS zbudowano wzdłuż szosy, prowadzącej do Ocieki, cztery okręgi zwane po niemiecku "ringami", o długości 2 km każdy. Później wybudowano jeszcze piąty. Wszystkie były urządzone w ten sam sposób. Po zewnętrznej stronie wybudowano ponad 50 baraków dla żołnierzy, po wewnętrznej garaże i stajnie.

Wszystkie baraki zostały zelektryfikowane, założono urządzenia wodociągowe, centralnego ogrzewania i kanalizacyjne. Za ringami w lesie zbudowano wieżę ciśnień dla sieci wodociągowej obozu. Obok przecięcia linii kolejowej do Mielca, z drogą prowadzącą do Blizny, założono cmentarz niemiecki, na którym chowano esesmanów zmarłych na terenie obozu wojskowego.

Od stacji w Kochanówce wybudowano odnogę kolejową, prowadzącą do "Lignozy" i drogę obsługującą magazyny amunicji i sprzętu wojskowego, na zapleczu zabudowań fabrycznych.

Poligon SS w Pustkowie był terenem szkolenia oddziałów niemieckich przed wyruszeniem na front lub przeorganizowania jednostek rozbitych na froncie. Był też wykorzystany jako baza doświadczalna broni V2 (wunderwaffe). Wyrzutnię tej broni wybudowano w Bliźnie.

Do wybudowania zaplanowanych urządzeń wojskowych potrzeba było ogromnej ilości robotników. Niemcy sięgnęli po bezpłatną siłę roboczą - Żydów, najpierw przywożonych codziennie wahadłowym pociągiem między Tarnowem, a Kochanówką (tzw. judenzug), a potem przymusowo osadzanych w budowanym przez siebie obozie. Do Pustkowa zaczęto kierować transporty Żydów z dalszych terenów. Tu wyniszczeni pracą ponad siły ginęli najczęściej z głodu, maltretowani, bici i zabijani zostawali na tej ziemi na zawsze. Jesienią 1941 roku na teren Pustkowa zostali sprowadzeni jeńcy radzieccy. Ich los był podobny, o ile nie gorszy. Zginęli wszyscy z zimna i głodu. Od września 1942 roku zaczęły nadchodzić transporty więźniów polskich. Wszyscy otrzymywali głodowe wyżywienie, żyli w strasznych warunkach, prześladowały ich epidemie tyfusu. Na Królowej Górze Niemcy wybudowali krematorium do spalania zwłok, a obok betonową piwnicę do składania zwłok przed spaleniem.

Z relacji mieszkańców Ostrowa:

"w pogodne popołudnia i wieczory często słychać było jęki mordowanych ludzi z niezbyt odległego obozu zagłady w Pustkowie, a zachodni wiatr przywiewał z dymem woń palonych tam ludzkich ciał, co jeszcze potęgowało strach i grozę przed niemieckim okupantem".

Nie sposób opisać tego wszystkiego, co przeżyli tutaj ludzie. Nie jest to też celem niniejszego opracowania. Trzeba jednak podkreślić, że wieści o tym, co się tutaj działo, docierały na zewnątrz. Okoliczna ludność mimo, iż groziło to karą zesłania do obozu, a nawet śmiercią, pomagała więźniom. Przekazywano sobie tylko wiadomymi sposobami informacje do rodzin uwięzionych. Na trasach codziennych wędrówek więźniów i jeńców do pracy pozostawiano zawiniątka z żywnością. Na polach, po wykopkach, zostawiano ziemniaki, aby więźniowie mogli je pozbierać. Przyjmowano na nocleg krewnych, którzy przyjeżdżali by nawiązać kontakt z uwięzionymi. Oficjalnie pomoc dla uwięzionych udało się załatwić tylko hrabinie Helenie Jabłonowskiej z Przyborowa, przewodniczącej Rady Głównej Opiekuńczej w Dębicy i to dopiero od stycznia 1943 roku. Wcześniejsze próby kończyły się niepowodzeniem.

Biuro RGO organizowało zbiórkę żywności, leków w poszczególnych wsiach i rejonach, a hrabina w każdą środę tygodnia przewoziła to furmankami (4-6) osobiście do obozu.

Tą drogą przekazywane były też paczki od rodzin dla więźniów. Humanitarna pomoc hrabiny Jabłonowskiej trwała 19 miesięcy, do wyzwolenia obozu w lecie 1944 roku - i pozwoliła przeżyć wielu ludziom. Obóz SS stał się cmentarzyskiem tysięcy więzionych. Śmierć poniosło tu ok. 8 900 więźniów; 2000 Żydów, 5000 jeńców radzieckich, ok. 1900 Polaków.

Niemcom wydawało się, że zostaną tu na zawsze. Byli wyposażeni we wszystko. Mieli firmy budowlane. Firma Krause z Freystadt na Śląsku budowała betonowe drogi, wykorzystując więźniów i jeńców. Firma AKP (Aumann, Keller, Pilcher) budowała urządzenia kanalizacyjne. Instalacje wodociągowe przeprowadzała firma Marszal z Berlina. Firma Hennig z Mielca zbudowała wielką wyładownię materiałów przy stacji kolejowej Kochanówka. Firmy te angażowały też wolnych robotników z wysiedlonych wsi. Niemcy dbali o porządek i estetykę. Do dziś na terenie osiedla i wokół ringów spotyka się róże, berberysowe i machoniowe żywopłoty, różnorodne pnącza, cisy cyprysy itp.

W sierpniu 1944 roku Niemcy zostali pozbawieni złudzeń. Nadciągający front kończył hitlerowskie panowanie na tym terenie. 23 sierpnia 1944 roku, po dwóch dniach ciężkich walk o przełamanie linii umocnień betonowo-ziemnych, połączonych z manewrem obejścia Pustkowa, wojska radzieckie oczyściły teren poligonu z oddziałów niemieckich. Nie obyło się jednak bez strat. Ciężkie boje w Ociece i Ostrowie spowodowały zniszczenia również na "starej Kolonii". Domy zostały zdewastowane, okradzione przez faszystów i okoliczną ludność, a także przez wyzwolicieli. Zapobiegliwi ludzie z sąsiednich wsi przenieśli wszystko to, co dało się przenieść, co pozostawili tamci. Rozbierano drewniane baraki i składano je na swoich podwórkach w miejsce zniszczonych budynków.

Przez pięć miesięcy okoliczna ludność dźwigała ciężar utrzymania Armii Czerwonej, gdyż ta prócz bardzo małych porcji chleba i cukru nie miała nic. Żołnierz musiał kraść by żyć. Aż dziw bierze - mówili ludzie - skąd u nich tyle siły. Dopiero styczniowe uderzenie 1945 roku uwolniło tutejszych ludzi od wyzwolicieli.

Za frontem ruszyli żądni łatwej zdobyczy. Szli na Ziemie Odzyskane. Mniej odważni, albo lokalni patrioci stanęli do uporządkowania fabryki po obu wojskach. Zgodnie z głoszoną zasadą fabryka stała się "własnością robotnika". Niebawem przystąpiono do produkcji tworzyw sztucznych. Ożyła też kolonia.

Życie wróciło do normy. Przybyło ludzi. Zniknął dawny podział na kolonię pańską i robotniczą. Wille jednorodzinne przerobiono na dwurodzinne.

Nowy dyrektor Zakładu Tworzyw Sztucznych inż. M.Grochowski zajął dawną dyrektorówkę. Był to warszawiak, człowiek światłego umysłu, dobry organizator życia społecznego.



Św. Stanisław
MENU GŁÓWNE