Parfia Rzymskokatolicka w Pustkowie Osiedlu
OKRES ZWYKŁY Poniedziałek, 26 Czerwiec 2017 - 177 dzień w roku - godz.17:42:31 Tydzień: 26
FATIMSKI CUD W RZYMIE:     OCALONY PRZEZ MARYJĘZAMACHOJCIEC ŚWIĘTY W CENTRUM FATIMSKIEGO ORĘDZIA
KULA W KORONIE MATKI BOŻEJ FATIMSKIEJZAMACHOWIEC ALI AGCA"ŚWIADEK" ZAMACHU
FATIMSKI CUD W RZYMIE - ZAMACH  
Strona poprzednia Strona następna
Zamach na Ojca Św. Jana Pawła II
13 maja 1981 r., Ojciec Święty pada od kul zamachowca
Fot. L'OSSERVATORE ROMANOZamach na Ojca Św. Jana Pawła II
Fot. L'OSSERVATORE ROMANO

13 maja 1981 roku w Rzymie popołudniowa audiencja rozpoczyna się jak zwykle. Ojciec Święty odkrytym samochodem powoli jedzie alejkami na placu św. Piotra pośród żywo reagujących tłumów. Uśmiechnięty, pozdrawia zgromadzonych. Wyciąga ręce w stronę zgromadzonych na placu, błogosławi, ściska dłonie. Nagle dostrzega małą dziewczynkę, wyciągającą ku niemu rączki. Pochyla się, bierze ją na ręce, całuje i oddaje... W tym momencie padają strzały. Jest godzina 17.19.

Na białej sutannie pojawia się krew. Papież gestem jakby zdziwienia dotyka miejsca, gdzie ugodziły go kule. Z wyrazem bólu na twarzy osuwa się na ręce księdza Stanisława Dziwisza, osobistego sekretarza. Ochrona, by osłonić rannego, wskakuje do samochodu, ten zaś szybko zakręca w stronę Bramy Dzwonów. Ojciec Święty modli się cichymi westchnieniami. Jest przytomny. Wie dobrze, co się stało...

Nie wie tego natomiast wielu ludzi na placu. Jedynie ci, co stali najbliżej Papieża świadomi są tragedii. Oni też dostrzegają szamotaninę, w której ujęty zostaje zamachowiec. Przez mikrofon podana zostaje wiadomość o zamachu. Gdzieś rozlega się krzyk. Ktoś mdleje. Pośród płaczu rozpoczyna się modlitwa.

Tymczasem o godz. 17.39 z Bramy św. Anny na sygnale wyjeżdża karetka reanimacyjna, poświęcona przez Jana Pawła II zaledwie kilka dni wcześniej. Rusza w kierunku Polikliniki Gemelli, oddalonej o kilka kilometrów. Jedzie bez eskorty.

Jest godzina szczytu, ulice są zablokowane. Nagle przestaje działać sygnał dźwiękowy. Kierowca naciska klakson i w ten sposób przebija się przez zatłoczone miasto. Wreszcie wpada w bramy szpitala. Tu wszyscy już wiedzą o zamachu, wszystko jest przygotowane.

Operacja zaczyna się o godz. 17.55. Teraz jeszcze nikt nie zastanawia się, jak kierowca przebył tę drogę w kilkanaście minut, podczas gdy normalnie bez korków potrzeba na to kilkudziesięciu...

A na placu św. Piotra, w fotelu przygotowanym dla Ojca Świętego postawiono obraz Matki Bożej Częstochowskiej, obok kwiaty. Trwa modlitwa. Nikt stąd nie odchodzi. Ludzi gromadzi się coraz więcej. Płaczą prawie wszyscy.

Reporterzy odnajdują kogoś, kto w momencie zamachu znalazł się blisko Papieża. Ten nie może wydobyć z siebie ani słowa... Pomiędzy barierkami młody chłopak w dżinsach idzie sfotografować fotel. Podchodzi bardzo blisko, klęka, pochyla głowę... I tak już pozostaje.

Na wieść o zamachu prawie wszystkie światowe stacje telewizyjne i radiowe przerywają audycje, by na bieżąco przekazywać informacje. Pierwszy komunikat z kliniki nadchodzi o godz. 18.47: żaden z organów wewnętrznych nie został uszkodzony. Ojciec Święty zanim stracił przytomność, utracił większą część krwi. Zdaniem lekarzy, gdyby droga z Watykanu do kliniki trwała pięć minut dłużej, byłoby za późno... Oni też pierwsi powiedzą, że był to prawdziwy cud. Kula, jakimś przedziwnym zrządzeniem losu, nie naruszyła żadnego z najistotniejszych organów wewnętrznych. Przeszła zaledwie o kilka milimetrów od głównej aorty, ominęła kręgosłup. Jedna trafiła w ramię, druga w brzuch, a wychodząc raniła palec lewej ręki. Chwilowo wszyscy oddychają z ulgą. Ale operacja trwa nadal. Teraz w modlitwie zjednoczony jest cały świat, nie tylko chrześcijański. I to kolejny cud.

Strzały padły w momencie, gdy prasa włoska, w związku z referendum o przerywaniu ciąży, rozpoczęła kampanię przeciw Papieżowi. On był znakiem sprzeciwu. Zaledwie trzy dni wcześniej, podczas modlitwy Anioł Pański, całe rozważanie poświęcił piątemu przykazaniu Dekalogu. Pytał wtedy: "Jeśli odbierze się ludziom prawo do życia, dając w zamian prawo do zabijania, co się stanie?".

Prześladowanie chrześcijaństwa nie skończyło się kilkanaście czy kilka wieków temu. Ono trwało. Z faktu tego wielu zdawało sobie sprawę. Lecz 13 maja 1981 roku rozegrały się jego najbardziej drastyczne sceny. Zamach na placu św. Piotra w Rzymie, wstrząsnął całym światem, skądinąd przecież przyzwyczajonym do obrazów zbrodni. Wszyscy zamarli z przerażenia. Ten cios był zbyt silny, bo objął cały Kościół i cały świat, któremu Papież z Polski niósł miłość, pokój i prawdę. Najstraszniejszy w tym wszystkim był fakt, iż właśnie dlatego "rzucono się" na Niego, by Go zabić. Ktoś chciał, by Jego głos zamilknął. Tak też się stało, ale tylko na chwilę. Jednak wymowa tej właśnie chwili zdawała się niemal wstrząsać całym ziemskim globem. Nigdy jeszcze nikomu nie udało się w milczeniu zawrzeć takiego krzyku protestu. Chrześcijaństwo pierwszych wieków, chrześcijaństwo męczenników, zabrzmiało nie tylko na placu św. Piotra. Okazało się, że barbarzyński świat cyrku Nerona nie odszedł wraz z jego epoką. Wciąż jest tak samo: aby prawda, choćby prosta, dla wszystkich stała się oczywista, musi zostać podpisana krwią.

Zamach mimowolnie stał się bilansem pontyfikatu. W jednej chwili okazało się, że dla ogromnej większości bieg świata niejako jest niewyobrażalny bez obecności Jana Pawła II. Zamach ten pokazał "zgliszcza" natury ludzkiej, wobec której świat, niemal jednym głosem, wyraził swój sprzeciw. Wręcz paradoksalnie, historia tej zbrodni odsłoniła jeszcze jedną optymistyczną kartę. Zamach ujawnił, jak bardzo zło, tkwiące w tym świecie pod tylu różnymi postaciami, zaczęło się tego Papieża bać. Zło niejako poczuło się zagrożone. Zło ulękło się spotkania z Nim. Dlatego próbowano Go zamordować.
Przeżył. Wkrótce z okna Polikliniki Gemelli znów w geście miłości wyciągnął do świata ręce. Teraz już do innego świata. A Jego chwilową "nieobecnością" Pan Bóg jakby dawał czas tym wszystkim, którzy ściskali w rękach narzędzia zła, aby je wypuścili i otworzyli dłonie...

Sebastian Karczewski

1982 r. - Podczas swej pierwszej pielgrzymki do Fatimy Papież mówi: "Pragnę powiedzieć wam w zaufaniu, (...) kiedy przed rokiem, na placu św. Piotra miał miejsce zamach, gdy odzyskałem świadomość, myśli moje pobiegły natychmiast do tego Sanktuarium, ażeby w Sercu Matki Niebieskiej złożyć podziękowanie... We wszystkim, co się wydarzyło, zobaczyłem - i stale będę to powtarzał - szczególną matczyną opiekę Maryi. A że w planach Bożej Opatrzności nie ma przypadków - zobaczyłem w tym wezwanie i kto wie, przypomnienie orędzia, które stąd wyszło".

Nasz Dziennik Nr 110, Sobota-Niedziela, 12-13 maja 2001
Strona poprzednia Strona następna
Powrót do strony głównej