Parfia Rzymskokatolicka w Pustkowie Osiedlu
OKRES ZWYKŁY Piątek, 20 Październik 2017 - 293 dzień w roku - godz.09:13:55 Tydzień: 42
85 ROCZNICA OBJAWIEŃ:     OBJAWIENIA Z 1917 ROKU W 2002 ROKUTAJEMNICA FATIMSKADUCHOWOŚĆ FATIMSKA
ISTOTA ORĘDZIA FATIMSKIEGONAWRÓCENIE ROSJI W LISTACH SIOSTRY ŁUCJICUD FATIMY
DLACZEGO BÓG OCALIŁ PAPIEŻA?FATIMA I ORĘDZIE O BOŻYM MIŁOSIERDZIU
85 ROCZNICA OBJAWIEŃ - DLACZEGO BÓG OCALIŁ PAPIEŻA?  
Nasz Dziennik 13 maja 2002, Nr 110 (1303)  
Strona poprzednia Strona następna

To już 21 lat minęło od zamachu na życie Ojca Świętego Jana Pawła II. Starsze pokolenie pamięta, jak w pierwszych latach, wspominając dzień 13 maja 1981 r., skupiano się niemal wyłącznie na medialnych faktach: na dwóch strzałach wycelowanych w Papieża, na karetce pędzącej przez zatłoczone miasto, na sali operacyjnej gotowej na przyjęcie innego pacjenta, na długim powrocie do zdrowia Ojca Świętego, zagrożonego poważną infekcją. Wierzący mówili o cudzie dokonanym za przyczyną Matki Bożej Fatimskiej, ale od razu dodawali, że "jego znaczenie pojmiemy pełniej w dniu spotkania z naszym Stwórcą". Dziś minęło już wystarczająco dużo czasu, by móc próbować odpowiedzieć na pytanie: Do czego potrzebny był zamach?

Fot. L'OSSERVATORE ROMANO

Dlaczego Bóg chciał ocalić Ojca Świętego Jana Pawła II, wbrew zapowiedzi ukrytej w tajemnicy fatimskiej, gdzie "biskup w bieli zostaje zabity"? Dlaczego Bóg dopuścił do zamachu, choć mógł w swej wszechmocy go udaremnić? Czas podjąć próbę interpretacji tamtych zdarzeń z Bożej perspektywy, w kontekście działania "w nich" i "poprzez nie" Boga, Pana dziejów. Pojawiło się już wystarczająco dużo historycznych znaków, oczywistych drogowskazów i namacalnych dowodów, by postawić tezę: Papież ocalał, bo miał do spełnienia niezwykłe zadanie. Miał, a może nawet jeszcze ma!

U Boga nie ma przypadków

Tamtego dnia, 13 maja 1981 r., w chwili, kiedy placem św. Piotra wstrząsnęły strzały zamachowca, Jan Paweł II powinien zginąć. Mówią to wszyscy: kryminolodzy, lekarze, zamachowiec. A jednak stało się coś, co możemy nazywać cudem. Na zewnątrz jawił się on jako splot wydarzeń, teoretycznie możliwy, taki jaki zdarza się raz na miliony milionów przypadków. Łatwiej byłoby zakręcić dwanaście razy kołem fortuny i dwanaście razy zgarnąć najwyższą nagrodę, niż doprowadzić do takiej sekwencji zdarzeń, jakiej byliśmy świadkami 13 maja 1981 r. Niewierzący powie, że nie jest to niemożliwe i że papieskie ocalenie jest tylko dowodem istnienia takich szczęśliwych trafów. Ale niewierzący nie ma wglądu w to, co wewnętrzne, w to, co działo się poza sceną. Obce mu jest doświadczenie, które wycisnęło na Janie Pawle II niezatarte piętno: "Byłaś mi Matką zawsze, a w sposób szczególny 13 maja 1981 r., kiedy czułem przy sobie Twoją opiekuńczą obecność. We wszystkim, co się wydarzyło, zobaczyłem - i stale będę to powtarzał - szczególną matczyną opiekę Maryi". To zdumiewające, ale już w momencie zamachu Ojciec Święty wiedział, że nie umrze. Czego innego chciał Ali Agca i jego protektorzy, a czego innego Bóg i Jego Matka. W starciu tych dwóch sił niekwestionowanym zwycięzcą okazało się Niebo. Jan Paweł II miał zginąć, a żyje!

Pozostaje pytanie, dlaczego Bóg chciał, by Maryja ocaliła Papieżowi życie. Do czego był potrzebny? "W planach Bożej Opatrzności nie ma przypadków" - powtarza często po 1981 r. Ojciec Święty. Jego ocalenie nie było cudownym uśmiechem szczęścia. W mrocznych cieniach zamachu kryły się wielkie plany Bożej Opatrzności. Dla samego Ojca Świętego trzeba było czasu całej rekonwalescencji, aby rekolekcje cierpienia zaowocowały odkryciem prawdy: "Zobaczyłem w tym wezwanie i kto wie, przypomnienie orędzia, które stąd [z Fatimy] wyszło".

Bóg wybrał i przeznaczył

Figura Matki Bożej Fatimskiej z kościoła na Krzeptówkach w ZakopanemFigura Matki Bożej Fatimskiej
z kościoła na Krzeptówkach
w Zakopanem
Fot. Ł. Korzeniowski

"W chrześcijaństwie nie ma przypadków" - powtarza Jan Paweł II. Autorem historii jest Bóg! Zaplanował, że w odpowiedzi na działania mocy ciemności, które w XX wieku miały zrodzić komunizm, rozpętać dwie wojny światowe, zagrozić światu widmem nuklearnej zagłady - że Bóg da nam skuteczne remedium na te śmiertelne choroby ludzkości. W drugiej połowie XX wieku miały zaistnieć pewne wydarzenia (zapowiedziane w Fatimie), które ocalą świat. Ale Pan wszystkich czasów i miejsc nie działa sam. "Chrześcijaństwo jest religią współdziałania Boga z człowiekiem" - uczy Jan Paweł II nie tylko w oparciu o teologię, ale i własne doświadczenie. Tak było i tym razem. Bóg od początku przygotowywał wybranych ludzi do zrealizowania swoich planów. Jednym z nich jest niewątpliwie siostra Łucja (wciąż żyjąca wizjonerka z Fatimy), z pewnością jest nim także Karol Wojtyła. Oboje (jak i wielu innych zaangażowanych przez Boga w pisanie współczesnej historii) we wszystkim pozostali wierni prowadzącemu ich Duchowi Świętemu. Nie wiedzieli, że Bóg ma wobec nich zupełnie szczególne plany. Wiedzieli tylko, że trzeba całkowicie oddać się Niebu do dyspozycji, tak jak Maryja. A Bóg dokona już reszty.

Ta droga posłuszeństwa Stwórcy doprowadziła nieomylnie obecnego Papieża tam, dokąd miał dojść w myślach i zamiarach Bożych. Kamienie milowe tego Bożego prowadzenia są już z dzisiejszej perspektywy zupełnie czytelne. To "Traktat o prawdziwym nabożeństwie do Najświętszej Maryi Panny" czytany przez studenta Wojtyłę podczas przymusowej pracy w fabryce sody w Solvayu. To porzucenie studiów i teatru i wybranie drogi kapłańskiej. To biskupstwo i bliska współpraca z Prymasem Tysiąclecia w przygotowywaniu milenijnych uroczystości i Ślubów Jasnogórskich. To obecność na Soborze i teologiczne opracowanie tytułu Maryi Matki Kościoła. Wreszcie - wybór na Stolicę św. Piotra. Myliłby się jednak ten, kto widziałby w tym wydarzeniu koniec drogi, uznając wybór ks. kard. Wojtyły na Stolicę św. Piotra za nagrodę i ukoronowanie jego służby dla Kościoła. Nie, to był dopiero początek jego właściwej roli w dziejach zbawienia! Tylko że nikt - nawet nowo wybrany Papież - nie rozumiał jeszcze prawdziwego sensu nowego pontyfikatu.

Wprawdzie ks. kard. Wyszyński i nowo wybrany Papież zdawali się wiedzieć co nieco o Bożych wyrokach, nie rozumieli ich jednak do końca. Wiedzieli, że "to Jej dzieło", i że Wojtyła został wybrany po to, by Maryjnemu doświadczeniu Polski nadać wymiar ogólnokościelny. I jeszcze - że "Papież z dalekiego kraju" miał przyczynić się do rozpadu komunizmu. Jednak nikt nawet nie pomyślał - był to "sekret" nieznany ani ludziom, ani aniołom, ani szatanowi! - że wszystko to scala się w jedno w orędziu fatimskim, więcej - że już od 1946 r. w kraju komunistycznego terroru istnieje "polska droga" Maryjnego zawierzenia, która ocaliła wolność Kościoła nad Wisłą. Tamtego roku polscy księża biskupi za przykładem Portugalii zawierzyli swą Ojczyznę Niepokalanemu Sercu Maryi. Ale dzień 8 września 1946 r. ukrył się pokornie w cieniu odnowienia Ślubów Kazimierzowskich, w cieniu uroczystości Milenijnych i ogłoszonego staraniem polskich księży biskupów tytułu Matki Kościoła. Wszystkim wydawało się, że "polska droga" to droga związana z tamtymi historycznymi wydarzeniami. Już niebawem Jan Paweł II zamierzał spełnić wielki sen ks. Prymasa Wyszyńskiego: zawierzyć kolegialnie świat Maryi jako Matce Kościoła. Nawet przez myśl mu nie przeszło, że ma dokonać bardzo podobnego aktu, ale istotowo zupełnie odmiennego: ma spełnić żądanie Matki Bożej i zawierzyć Rosję i świat Jej Niepokalanemu Sercu, czyli - powrócić do polskiego doświadczenia z 1946 r.

Na 7 czerwca 1981 r. Ojciec Święty zaplanował wielką uroczystość zawierzenia. Ale na drodze szatan postawił mu zamachowca.

Polska droga fatimskiego zawierzenia

Poświęcenie Niepokalanemu Sercu Maryi wyznaczają trzy daty. W niedzielę po święcie Nawiedzenia Maryi Panny, 7 lipca 1946 r., dokonały ofiarowania parafie. Ślubowanie poprzedziło triduum i Komunia Święta generalna. W uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, po odpowiednim przygotowaniu, ofiarowali swe diecezje poszczególni biskupi. Wreszcie w święto Narodzenia Matki Bożej zebrany na Jasnej Górze Episkopat dokonał w obecności pielgrzymów z całego kraju poświęcenia Narodu i Rzeczypospolitej.

Najważniejszy był trzeci etap - centralne uroczystości na Jasnej Górze, do których biskupi przygotowywali się przez dwudniowe rekolekcje. Z całej Polski ściągnęły rzesze pielgrzymów. Poświęcony temu wydarzeniu numer "Niedzieli" odnotował:

"Milion ludzi skupionych tłumnie, tłoczno i ciasno, jeden tuż przy drugim, na jednym placu... głowa przy głowie... morze głów ludzkich... Było razem ponad milion... Był to więc milion ludzi, milion Polaków i Polek, które nie ulękły się niewygód i morderczych warunków podróży koleją, wozami, zatłoczonymi ciężarowymi samochodami i... piechotą z najodleglejszych okolic całej Polski... Był to milion serc, pałających miłością do Matki Bożej, milion dusz, oddanych Panu Bogu, milion mózgów, zatroskanych myślą o losach Ojczyzny i szukających u swojej Matki i Królowej - pociechy, ratunku i mocy wiary w nadejście dnia, w którym zapanuje na świecie Sprawiedliwość, i Pokój, i Miłość, i Prawda, i Dobro, i Piękno! Taki milion ma swoją własną wymowę i swój własny ciężar gatunkowy. Wartość takiego miliona nie da się ani obliczyć, ani wymierzyć, ani nawet sobie uzmysłowić! I kto na własne oczy oglądał ów milion dusz nieśmiertelnych, ten nigdy tego zapomnieć nie może!".

Życie darowane na nowo

Wydaje się, że Zły ma niejasne rozeznanie w planach Bożych; bardzo mgliste, ale pozwalające mu przeczuwać czyhające na niego zagrożenia. Wiedział, że nowy Papież pokrzyżuje jego szatańskie zamiary. Postanowił udaremnić plany Boże - zabić Jana Pawła II. Nie wiedział, że jeszcze przez chwilę mógł czuć się bezpiecznie, bo Ojciec Święty poniekąd "zboczył z drogi". Na ironię, próba udaremnienia zamiarów Bożych ściągnęła na niego definitywną porażkę: Papież dostał do ręki busolę, która wskazała mu nieomylnie cel. Bóg w swej wszechmocy wykorzystał zło dla przeprowadzenia swoich zamiarów. Dzień 13 maja okazał się "Kaną Galilejską", w której Maryja przyspieszyła godzinę wypełnienia się planów Bożych. Nic dziwnego, że Jan Paweł II określił to wydarzenie jako największą łaskę, jakiej w swoim życiu doznał.

Zło wybiera na swe działanie "zły" czas. Nie pierwszy i nie ostatni to przypadek w dziejach Kościoła. Tu wybrał audiencję generalną 13 maja, w dzień wspomnienia Matki Bożej Fatimskiej. Więcej, na pociągnięcie za spust pistoletu wybrał tę samą godzinę (i minutę!), co pierwsze objawienie się Matki Bożej w Fatimie. Szatan sprowokował Niebo do powtórzenia tego, co stało się 13 maja 1917 r. 13 maja 1981 r. znów objawiła się Matka Najświętsza ze swym "Nie bójcie się". To były Jej pierwsze słowa wypowiedziane do małych wizjonerów z Fatimy; teraz stały się treścią przesłania zawartego w zamachu. Sugeruje to sam Jan Paweł II, który wspominając zamach, pisał w "Przekroczyć próg nadziei": "Czy poprzez całe to wydarzenie jeszcze raz Chrystus nie wypowiedział swojego: 'Nie lękajcie się!'? Czy nie wypowiedział tych paschalnych słów i do Papieża, i do Kościoła, a pośrednio do całej rodziny ludzkiej?".

Z chwilą, gdy Ali Agca podnosi broń, następuje lawina wydarzeń. "Wewnątrz" Papież czuje obecność Maryi, "która okazała się silniejsza od śmiercionośnej kuli", "na zewnątrz" Matka Najświętsza uruchamia działanie łaski potężniejszej niż piekło, niż śmierć. Najpierw zamachowiec błędnie myśli, że Ojciec Święty nosi kamizelkę kuloodporną. Celuje nie w serce, ale w brzuch. Potem Jan Paweł II w chwili pociągnięcia za spust przez zamachowca wykonuje ruch ręką; kula trafia w palec i o milimetry zmienia swój tor - właśnie o te milimetry mija tętnicę biodrową; na skutek jej przebicia Papież wykrwawiłby się w ciągu paru minut. Potem po dwóch strzałach zacina się jedna z najbardziej niezawodnych broni na świecie. Wreszcie nowa karetka pędzi rezerwową trasą, omijając zaplanowane korki uliczne. I jeszcze jeden dziwny zbieg okoliczności. I kolejny. "Cudów" naliczono siedem.

Cuda ocalenia

1. Kula zawadza o paliczek palca wskazującego lewej ręki Jana Pawła II i zmienia śmiercionośny tor lotu.

2. Po drugim strzale zacina się pistolet, belgijski browning.

3. Trasę do szpitala, którą pokonuje się w dwadzieścia pięć minut, ambulans przejechał w ciągu siedmiu minut - mimo awarii syreny.

4. Na Ojca Świętego czekał przygotowany do operacji zespół mający przyjąć innego pacjenta.

5. Profesor Crucitti, który przeprowadził operację, przybył z oddalonego o 4 km szpitala w ciągu kilku minut.

6. Śmiertelny wirus cytomegalii wycofał się w sposób niewytłumaczalny z organizmu Papieża.

Przytoczmy świadectwo profesora Crucittiego: "Zauważyłem coś niewiarygodnego. Kula zdawała się biec zygzakiem przez żołądek, omijając witalne organy. Ominęła również aortę. Jeśliby ją przebiła, Ojciec Święty wykrwawiłby się przed dotarciem do szpitala. Ominęła też kręgosłup. Wyglądało to tak, jakby kula była przez kogoś prowadzona w taki sposób, by nie spowodowała nieodwracalnych zniszczeń".

Ojciec Święty szybko wracał do zdrowia, gdy nagle jego stan zaczął się z każdym dniem pogarszać. Zaatakował go drugi morderca: wirus cytomegalii rozwijający się jak pajęczyna w organizmie po przetoczeniu krwi. Zdaniem lekarzy, tu tkwi największy cud tamtych dni, bo stopień zakażenia organizmu Jana Pawła II był wyższy niż znane im przypadki śmiertelne.

"Zrozumiałem"

Minęła połowa lipca. Wciąż trwa rekonwalescencja papieska - i rozmyślania nad znaczeniem zamachu. Nagle Jan Paweł II dowiaduje się o zbieżności daty, godziny i minuty zamachu i pierwszego objawienia fatimskiego. Już niebawem zna wszystkie dokumenty fatimskie. Wówczas nałożyły się na siebie dwa twierdzenia, które okazały się kluczem do odczytania Bożego szyfru. Jedno: "Za przyczyną Matki Bożej życie zostało mi na nowo darowane"; drugie: "Zrozumiałem, że jedynym sposobem ocalenia świata od wojny, ocalenia od ateizmu, jest nawrócenie Rosji zgodnie z orędziem z Fatimy". Papież wiedział już, że ocaliła go Pani Fatimska. Więcej, wiedział, że żyje po to, by wypełnić Jej żądanie.

Dzieje fatimskiego zawierzenia

1931 r., 13 maja - Portugalia poświęca się Niepokalanemu Sercu Maryi.

Dzięki temu wojna domowa w Hiszpanii nie rozszerza się na Portugalię.

1940 r., 2 grudnia - siostra Łucja pisze list do Ojca Świętego, w którym zapewnia, że każdy kraj, który poświęci się Niepokalanemu Sercu Maryi, otrzyma niezwykłe łaski.

1942 r., 8 grudnia - Pius XII dokonuje poświęcenia świata Niepokalanemu Sercu Maryi.

1946 r., 8 sierpnia - Polska jako pierwszy kraj po Portugalii poświęca się Niepokalanemu Sercu Maryi, czego owocem jest zachowanie wolności Kościoła w kraju rządzonym przez komunistów.

1959 r., 29 czerwca - W swej pierwszej encyklice "Ad Petri Cathedram" Jan XXIII nawiązuje do poświęcenia świata Niepokalanemu Sercu Maryi dokonanego przez Piusa XII.

1964 r., 21 listopada - Na zakończenie III sesji Soboru Paweł VI poświęca świat Niepokalanemu Sercu Maryi i przekazuje do sanktuarium w Fatimie Złotą Różę.

1975 r., 13 maja - Biskupi portugalscy odnawiają akt poświęcenia narodu Niepokalanemu Sercu Maryi.

1982 r., 13 maja - W Fatimie Jan Paweł II dziękuje za ocalone życie i poświęca świat Niepokalanemu Sercu Maryi.

1984 r., 24 marca - Jan Paweł II sprowadza do Rzymu figurę z kaplicy Objawień w Fatimie i po całonocnym czuwaniu przy niej w prywatnej kaplicy, w łączności ze wszystkimi biskupami świata poświęca ludzkość Niepokalanemu Sercu Maryi. Siostra Łucja potwierdza ważność poświęcenia i zapewnia, że możemy czekać na cud.

2000 r., 8 października - Jan Paweł II sprowadza do Rzymu figurę z kaplicy Objawień i ze wszystkimi biskupami świata zawierza Matce Bożej Fatimskiej nowe tysiąclecie.

Ojciec Święty nie musi już pytać, po co ocalał, ani po co żyje. Wie, że trzeba ratować świat. Trzeba zawierzyć świat i Rosję Niepokalanemu Sercu Maryi - i to kolegialnie: w łączności z wszystkimi księżmi biskupami! Trzeba doprowadzić do tego, czego nie potrafił dokonać Pius XI, co nie udało się Piusowi XII w 1942 ani Pawłowi VI w 1964 r. To zdumiewające, ale siostra Łucja wiedziała już w latach 30., że "Ojciec Święty na razie nie spełni życzeń Jezusa" i że stanie się to dopiero wiele 'później'".

Papież czuje się tym orędziem przynaglony do tego stopnia, że chce dokonać poświęcenia Rosji Niepokalanemu Sercu Maryi już w pierwszą rocznicę zamachu - podczas pielgrzymki do Fatimy. Ale wówczas Zły zaczyna działać w panice: do wielu biskupów nie dochodzi poczta z zaproszeniem Jana Pawła II i kolejny papieski akt poświęcenia okazuje się nieważny. Dwa lata później, kiedy Ojciec Święty przed Bazyliką św. Piotra dokonuje ostatecznego poświęcenia, złemu udaje się już tylko na chwilę - ale za to najważniejszą (na słowa o poświęceniu Rosji) - wyłączyć na placu św. Piotra mikrofony. Ale to, co nie dociera do ludzi, dociera do Boga - akt jest ważny; dokonał się - jak pisała siostra Łucja - "pierwszy triumf Niepokalanego Serca Maryi". Teraz "czekamy na cud". A "Bóg dotrzyma słowa" (siostra Łucja). Proces zmian został uruchomiony natychmiast.

Ku zwycięstwu

"Tam, gdzie wzywa się Niepokalane Serce Maryi, tam dokonują się wielkie zmiany!". Akt z 1984 r. był dowodem mocy zjednoczonego Kościoła, wspólnie wzywającego Maryję. Boże jaskółki "nieoczekiwanych przemian w krajach Europy środkowej i wschodniej" można było dostrzec już rok po zawierzeniu - w 1985 r. - bowiem właśnie wtedy władzę w imperium sowieckim obejmuje Michaił Gorbaczow, późniejszy "autor" zmian w krajach socjalistycznego bloku i świadek roli Papieża w tych przemianach. Następne znaki pojawiają w 1987 r. - w czasie trwania Roku Maryjnego. Mówił o tym ks. abp Tadeusz Kondrusiewicz podczas pierwszej w historii pielgrzymki rosyjskiej do Fatimy: w wygłoszonej homilii zaświadczył, że "w przemianach w Rosji nastąpił niezwykły impet od 1987 - od Roku Maryjnego"! Pisał też o tym sam Ojciec Święty w "Tertio millenio adveniente". Dwa lata później zakończyła się epoka komunizmu, a rozpoczął się zapowiedziany przez Matkę Bożą Fatimską "powolny proces" nawrócenia Rosji.

To właśnie w 1989 r. siostra Łucja podejmuje próbę publicznego zabrania głosu na temat wydarzeń, które miały za chwilę nastąpić. Wizjonerka "niepokoiła się, że świat nie rozpozna w wydarzeniach po 1989 r. wstawienniczej roli Niepokalanego Serca Maryi, któremu został zawierzony pokój" i nie dostrzeże związku aktu zawierzenia z 1984 r. z pokojowym rozpadem Rosji.

Powtarza się sytuacja z maja 1981 r. - znów żadne pismo ani żadna stacja telewizyjna nie chcą pisać i mówić o roli Maryi (i aktu poświęcenia) w przemianach po 1989 r. Środki masowego przekazu skupiają się znów na medialnych faktach: piszą o polskiej "Solidarności", opisują upadek muru berlińskiego, rozprawiają o aksamitnej rewolucji w Czechach. Nikt nie pyta o prawdziwą przyczynę tego cudu. Nie pomaga nawet kolejne nieoczekiwane wydarzenie, które miało miejsce w 1991 r.

Zło znowu wybrało na swe działanie "zły" czas. Już nie popełniło błędu, by wybrać 13. dzień miesiąca, wybrało 19 sierpnia. Tym samym, jak na ironię, pucz moskiewski rozpoczął się właśnie w rocznicę sierpniowych objawień w Fatimie! 13 sierpnia administrator Ourem porwał wizjonerów i uniemożliwił im stawienie się na zapowiedziane objawienie. Maryja ukazała się dzieciom dopiero po ich uwolnieniu, 19 sierpnia. Zaś próba przewrotu zakończyła się w czasie odmawiania przez Kościół pierwszych nieszporów na Święto Matki Bożej Królowej - ustanowione na cześć Matki Bożej z Fatimy! Sami członkowie puczu generałów złożyli świadectwo o roli Ojca Świętego i jego aktu poświęcenia: zeznali, że pragnęli przywrócić sytuację w Związku Sowieckim "sprzed 1984 roku".

Lekcja historii pisanej ręką Maryi

Pucz generałów z sierpnia 1991 r.

W 1989 r. w świecie rozpoczęły się nieoczekiwane przemiany. Tym przeobrażeniom miał położyć kres moskiewski pucz generałów, który trwał od 19 do 22 sierpnia 1991 r. Miał on odrodzić Związek Sowiecki, jego potęgę i ideologię. Za przyczyną Matki Bożej przewrót okazał się całkowitym fiaskiem.

Każdy dzień puczu nosił na sobie odciśnięte Maryjne piętno.

Dzień 1. Rocznica objawień fatimskich, w których Maryja ostrzegała przed potęgą szatana. W tym dniu przypada też wspomnienie św. Jana Eudesa, krzewiciela nabożeństwa do Niepokalanego Serca Maryi. Właśnie ten kult - zgodnie z zapowiedziami w Fatimie - ma nawrócić Rosję.

Dzień 2. Kościół wspomina św. Bernarda, autora modlitwy: "Pomnij, o Najświętsza Panno Maryjo, że nigdy nie słyszano, abyś opuściła tego, kto się do Ciebie ucieka...". Tego dnia swą wiarę w moc Maryi wyraził Jan Paweł II, który właśnie kończył wizytę na Węgrzech. Ojciec Święty odnowił akt zawierzenia świata Matce Bożej i błagał Ją, by oszczędziła Związkowi Sowieckiemu dalszych tragedii.

Dzień 3. Wieczorem Kościół odmawia pierwsze Nieszpory na święto Matki Bożej Królowej i woła: "Maryjo, która z miłością słuchasz modlitwy człowieczej... przybądź i z nami pozostań". W tym czasie - o godzinie 18.30 - wojskowy pucz zakończył się fiaskiem, a ośmioosobowy komitet ogłosił swe rozwiązanie.

Dzień 4. Ostatni dzień oktawy uroczystości Wniebowzięcia, święta wspominającego największy triumf Maryi. W tym dniu przestała istnieć partia komunistyczna. Próba powrotu do rządów totalitarnych zakończyła się niepowodzeniem.

Jeszcze jedno zadanie

Rosja została poświęcona. Staliśmy się świadkami wypełnienia obietnicy Matki Bożej Fatimskiej. Czy jednak rola Ojca Świętego została już ostatecznie zamknięta? Wydaje się, że nie. Siostra Łucja cytuje objawione jej słowa Jezusa, że triumf Niepokalanego Serca Maryi zawarty w poświęceniu Rosji dokonał się "po to, by później rozszerzyć Jego kult i umieścić nabożeństwo do tego Niepokalanego Serca przy nabożeństwie do mego Przenajświętszego Serca". Zwycięstwo wiary w Rosji jest zaledwie środkiem mającym uruchomić wielką machinę triumfu Niepokalanego Serca. "W odpowiedzi na zakończenie tych prześladowań [w Rosji] Jego świątobliwość ma obiecać, że zatwierdzi i poleci praktykowanie wspomnianego już nabożeństwa wynagradzającego [nabożeństwa pierwszych sobót]" - pisze siostra Łucja. A więc poświęcenie Rosji to zaledwie pierwszy etap wypełnienia żądań Matki Bożej i spełnienia danych przez Nią obietnic!

Nabożeństwo pierwszych sobót

10 grudnia 1925 r. s. Łucji objawiła się Maryja z Dzieciątkiem i pokazała jej cierniami otoczone serce. Dzieciątko powiedziało: "Miej współczucie z Sercem Twej Najświętszej Matki, otoczonym cierniami, którymi niewdzięczni ludzie Je wciąż na nowo ranią, a nie ma nikogo, kto by przez akt wynagrodzenia te ciernie powyciągał".

Maryja powiedziała: "Córko moja, spójrz, Serce moje otoczone cierniami, którymi niewdzięczni ludzie przez bluźnierstwa i niewdzięczność stale ranią. Przynajmniej ty staraj się nieść mi radość i oznajmij w moim imieniu, że przybędę w godzinie śmierci z łaskami potrzebnymi do zbawienia do tych wszystkich, którzy przez pięć miesięcy w pierwsze soboty odprawią spowiedź, przyjmą Komunię Świętą, odmówią jeden Różaniec i przez piętnaście minut rozmyślania nad piętnastu tajemnicami różańcowymi towarzyszyć Mi będą w intencji zadośćuczynienia".

Dlaczego pięć sobót wynagradzających?

Córko moja - powiedział Jezus - chodzi o pięć rodzajów zniewag, którymi obraża się Niepokalane Serce Maryi:

1. obelgi przeciw Niepokalanemu Poczęciu,

2. przeciw Jej Dziewictwu,

3. przeciw Jej Bożemu Macierzyństwu,

4. obelgi, przez które usiłuje się wpoić w serca dzieci obojętność, wzgardę, a nawet nienawiść wobec nieskalanej Matki,

5. bluźnierstwa, które znieważają Maryję w Jej świętych wizerunkach.

Związek pomiędzy poświęceniem Rosji Niepokalanemu Sercu Maryi i nabożeństwem pierwszych sobót wydaje się od samego początku oczywisty. Już w pierwszym objawieniu, dotyczącym nabożeństwa do Niepokalanego Serca Maryi, Łucja usłyszała, że "Najświętsza Maryja Panna przybędzie, by prosić o poświęcenie Rosji Niepokalanemu Sercu Maryi i o Komunię Św. wynagradzającą". Mamy tu koniunkcję bezwarunkową: jedna forma nabożeństwa musi pociągnąć za sobą drugą! W jednym z objawień po 1917 r. Jezus mówi do siostry Łucji: "Poświęcenie Rosji otwiera drogę do kultu Niepokalanego Serca Maryi".

Fatimska wizjonerka wielokrotnie prosiła Papieży - poczynając od Piusa XI - by "pobłogosławili i rozszerzyli to nabożeństwo [nabożeństwo pierwszych sobót] na całym świecie". Żadnemu z nich - mimo dobrej woli - nie udało się tego dokonać. Czyżby obecnemu Ojcu Świętemu było wyznaczone również to zadanie?

Czy Bóg chce uczynić Jana Pawła II narzędziem zapowiedzianego w Fatimie pełnego triumfu Niepokalanego Serca Maryi: nawrócenia Rosji i obdarzenia świata epoką pokoju - przez oficjalne uznanie nabożeństwa pierwszych sobót? Tego dziś nie wiemy, jak w 1981 r. nie wiedzieliśmy o planach Bożych, w których obecny Papież miał poświęcić Niepokalanemu Sercu Maryi Rosję. Pewnie znowu musimy poczekać długich kilka lat, by dostrzec dane przez Boga znaki i właściwie je zrozumieć.

Przynajmniej jedno jest pewne: wciąż jeszcze żyje siostra Łucja. Jej misja nie została zakończona. Czy dlatego, że nie spełniono drugiej prośby Matki Bożej - wprowadzenia w Kościele nabożeństwa pierwszych sobót? Czy rzeczywiście to żądanie zostanie podjęte w najbliższych latach? Przez Papieża, któremu właśnie po to w 1981 r. "życie zostało na nowo darowane"?

Czy również dlatego nasz Ojciec Święty żyje?

Wciąż pozostaje kilka pytań bez odpowiedzi. Ale my znamy swoje zadania. Mamy dziękować Bogu za wielki cud ocalenia życia Jana Pawła II - za cud, który stał się otwarciem drogi w "nowy, lepszy świat". Swoją modlitwą, ofiarą, wiernością fatimskiemu orędziu, praktykowaniem nabożeństwa pierwszych sobót mamy pomagać Ojcu Świętemu w wypełnianiu jego dziejowej misji.

13 maja podnieśmy ku niebu nasze serca, by dziękować za życie darowane Janowi Pawłowi II. Stańmy przy nim jak szwajcarska gwardia. Ta w sposób widzialny strzeże Papieża. Niech "polska gwardia" w sposób duchowy otoczy Jana Pawła II i chroni go przed mocami ciemności. Kto może, niech stanie tego dnia w sanktuarium wotywnym za ocalone życie Ojca Świętego; niech przyjdzie na zakopiańskie Krzeptówki. Albo niechaj złączy się duchowo z czcicielami Matki Bożej Fatimskiej, którzy z tego miejsca "w najszczególniejszy sposób drogiego" Janowi Pawłowi II będą szturmować Niebo, by uzyskać łaski potrzebne dla Papieża. Módlmy się także o to, abyśmy umieli podjąć na nowo nasze polskie dziedzictwo związane z orędziem fatimskim i - jak Ojciec Święty - przyczyniali się do nadejścia triumfu Niepokalanego Serca Maryi.

Ojcze Święty! Naucz nas zawierzenia! Naucz nas trwać w zjednoczeniu z Niepokalanym Sercem Maryi poprzez praktykowanie nabożeństwa pierwszych sobót! Przekonaj nasze serca, że tylko z Maryją życie nabiera sensu i wartości, a nadzieje się urzeczywistniają. Dwadzieścia jeden lat temu zostałeś zabity i zmartwychwstałeś do "darowanego życia". Naucz swoją Ojczyznę żyć poświęceniem z 1946 r. Uczyń ją nawróconą przewodniczką w lepsze czasy, gdzie ludzie będą żyć tak, jakby był tylko Bóg!

Strona poprzednia Strona następna
Powrót do strony głównej