Parfia Rzymskokatolicka w Pustkowie Osiedlu
OKRES ZWYKŁY Sobota, 26 Maj 2018 - 146 dzień w roku - godz.23:32:39 Tydzień: 21
PRASA O FATIMIE - Nasz Dziennik 13-14 Lutego 2010   
Spis artykułów
Ostatnia Wizjonerka z Fatimy
 
WINCENTY ŁASZEWSKI   
Jaka była? >>>   •   Jej najważniejsze słowa >>>

Pięć lat temu, 13 lutego 2005 r., odeszła do Pana Siostra Łucja

Siostra Łucja

Dla całego świata - także dla Portugalii - śmierć Siostry Łucji była zaskoczeniem. Tylko Ojciec Święty i kilku biskupów zostało wcześniej powiadomionych o zbliżającym się odejściu wizjonerki. W czasie, kiedy 98-letnia zakonnica traciła siły i stawała się coraz słabsza, to samo działo się z Ojcem Świętym Janem Pawłem II. Niewielu wie, że przez długie lata były to naczynia połączone... Duchowe naczynia... Tymczasem ostatnia wizjonerka z Fatimy dopływała powoli do brzegu wieczności. Chorowała już od wielu miesięcy, od jesieni była coraz bardziej cierpiąca. Słabła. Nadszedł czas przygotowywania się do opuszczenia świata doczesnego. Zaczęła częściej robić znak krzyża. A właściwie stale, przy każdej okazji. By przyzywać pomocy Nieba, odpędzać moc szatana, by pamiętać, że to krzyż jest bramą...

Nadeszła niedziela, 13 lutego 2005 roku. Tego dnia Siostra Łucja - od wielu tygodni jakby nieobecna duchem wśród ludzi - zrobiła się nagle bardzo czujna, jakby na kogoś czekała. Oczy miała otwarte, ale nie było w nich widać cierpienia. Działo się coś niezwykłego. Kiedy przełożona zbliżyła się do jej łóżka i - nie przerywając ciszy - palcem wskazała współsiostrze na niebo, ta skinęła głową - nadszedł oczekiwany dzień odejścia. Wtedy matka Celina wzięła swój krucyfiks i podsunęła go Siostrze Łucji. Ukrzyżowany Chrystus znalazł się trzydzieści centymetrów od twarzy wizjonerki. Jakaś niezwykła siła przykuła jej wzrok do maleńkiej figurki Zbawiciela. Minęła chwila, a Siostra Łucja nieoczekiwanie zaczęła poruszać brwiami, jakby rozmawiała z Chrystusem językiem głębokiego milczenia. I to bardzo długo. Mijały minuty, a Siostra Łucja, zatopiona w niezwykłej rozmowie, straciła poczucie miejsca, czasu, obecności innych. Wreszcie poruszyła dłonią, dotknęła palcem swoich warg i oczyma zagadnęła przełożoną, która w dłoni wciąż trzymała Ukrzyżowanego. Do matki Celiny pobiegło nieme pytanie, a ta zrozumiała je w okamgnieniu. Umierająca chciała ucałować krzyż. Nie mogła dać mu fizycznego pocałunku, usta nie były już do tego zdolne, ale uczyniło to jej rozżarzone miłością serce.

To wtedy nadszedł telegram od Ojca Świętego

Przy Siostrze Łucji czuwała cała wspólnota. Dziwne, ale oczy konającej pozostawały otwarte. Wyłączyła się ona z życia zewnętrznego, trwała w cierpieniu i w jakimś mistycznym bezczasie. Teraz była wśród tych, z którymi spędziła wiele szczęśliwych lat. To było pożegnanie. Wróciła do nich na chwilę rozstania. Kiedy agonia dobiegała końca, a Łucja znalazła się - jeszcze w pełni świadomie - najbliżej Nieba, wzięła ku niemu swoje zakonne towarzyszki.

Kiedy matka Celina zaczęła czytać telegram Jana Pawła II, wówczas Siostra Łucja wyciągnęła rękę! Chciała uchwycić w dłonie ten ostatni list z tego świata, list od najbliższej osoby - i zgodnie z tym, co usłyszała od Matki Najświętszej, osoby najważniejszej w dziejach współczesnego świata. Długo próbowała rozłożyć papier na pościeli. Przełożona włożyła jej okulary, a Łucja zaczęła przesuwać wzrok, powoli, linijka po linijce. Czytała słowa Papieża. Kiedy skończyła, szczęśliwa, sama oddała kartkę.

Do południa była przytomna i wewnętrznie pobudzona. Później z powrotem zapadła w chory, płytki sen. Znów oddychała ciężko, jakby jej płuca nie chciały już tlenu. Tak było do piątej po południu - chwili, kiedy swoje przybycie zapowiedzieli ks. bp Albino Manuel Cleto i lekarka Łucji Bianca Paul. W momencie, kiedy przyszli, ostatnia wizjonerka rozpoczęła podróż do wieczności. Wszyscy to dostrzegli. Członkowie wspólnoty karmelitańskiej uklękli wokół łóżka. Biskup zaczął odmawiać modlitwy za konających. Kiedy skończył, nikt się nie podniósł z klęczek, a ordynariusz diecezji Coimbra spontanicznie zaczął kierować ku Niebu krótkie akty strzeliste powtarzane przez resztę zebranych. "Niech przyjmie cię Jezus Chrystus, któremu oddałaś całe swoje życie!". "Niech przyjmie cię Ta, która jest jaśniejsza od słońca, która ci się ukazywała!". "Niech przyjmie cię Anioł Portugalii, który ci się objawił!". "Niech przyjmie cię błogosławiony Franciszek, który razem z tobą oglądał Matkę Najświętszą". "Niech przyjmie cię błogosławiona Hiacynta, która razem z tobą oglądała Matkę Najświętszą!".

W celi panowała niezwykła atmosfera ciszy i pokoju. Siostra Łucja miała już zamknięte oczy, Była nieobecna? Nie, bo nagle te oczy, które oglądały już zbliżające się światło Nieba, otwarły się szeroko. Najstarsza mieszkanka Karmelu w Coimbrze przebiegła oczami po twarzach wszystkich sióstr. Na koniec odwróciła głowę w prawo i utkwiła wzrok w przełożonej. "Nie umiem opisać głębi jej spojrzenia" - pisała później matka Celina. Czy była to niema prośba o uzyskanie ostatniego pozwolenia od przełożonej - prośba o zgodę na opuszczenie klasztoru, by zamieszkać wśród świętych w niebie? W odpowiedzi matka Celina wzięła do ręki krucyfiks, a Siostra Łucja na niego spojrzała. Chrystus zapraszał. W tej samej chwili czas się zatrzymał. Wizjonerka z Fatimy odeszła.

Siostra Łucja

Cofnijmy się kilka sekund. Ostatnie chwile jej życia na ziemi wypełnił radosny szept. Gdy wszyscy trwali w milczeniu, ona nagle poruszyła ustami. Oddalając się od doczesności, szeptała słowa, które były niczym ostatni śpiew tej, która tak bardzo lubiła układać piosenki i je śpiewać - najpierw dla Jasnej Pani, potem dla swoich karmelitańskich towarzyszek. Co śpiewała? "Serce Jezusa, Niepokalane Serce Maryi! - rozległ się szept. "Z Franciszkiem, z Hiacyntą...". Zapadła cisza. "I Ojcem Świętym..." - dopowiedziały jej wargi. - I teraz słowa, które zaczęły odchodzić wraz z konającą zakonnicą: "Idziemy, idziemy, idziemy, idziemy...". Słowa coraz cichsze, słabsze, przechodzące w ciszę. Odeszła, witana przez Matkę Najświętszą i dwoje fatimskich dzieci. Czy obok stał już jej umiłowany Papież Jan Paweł II? Czy ta ostatnia wizja była zapowiedzią jeszcze jednej rychłej śmierci - odejścia Ojca Świętego?

Była godzina 17.25. Niedziela - dzień świąteczny, dzień odpoczynku, dzień poświęcony Bogu. I czas... zamachu na Ojca Świętego? Ostatni znak, że właśnie za niego - by żył, bo jego życie tak światu potrzebne - ofiarowała wszystkie swoje bóle, aż po agonię?

Tyle ich ze sobą łączyło. Wspólne tajemnice. Wspólna misja ratowania ludzi idących na zatracenie, do piekła. W celi Łucji stała figurka Matki Bożej Fatimskiej podarowana jej przez Papieża, przy jej łóżku do końca leżał ofiarowany przez niego różaniec. A Ojciec Święty otrzymał od niej laskę, którą się podpierała, chodząc po swym karmelitańskim odosobnieniu. Kiedy musiała już usiąść na wózek inwalidzki, laska znalazła się w domu Papieża. Czy był to jeden z tych znaków świadczących o tym, że Siostra Łucja ofiarowuje za niego swe cierpienia? Oddając laskę, mówiła, że przyjmuje niezdolność samodzielnego poruszania się, by Ojciec Święty mógł jak najdłużej chodzić. Jego nogom oddała te łaski, którymi Niebo chciało wesprzeć jej nogi...

Jaka była? >>>   •   Jej najważniejsze słowa >>>
Powrót do strony głównej