Parfia Rzymskokatolicka w Pustkowie Osiedlu
OKRES ZWYKŁY Poniedziałek, 26 Czerwiec 2017 - 177 dzień w roku - godz.17:40:01 Tydzień: 26
PRASA O FATIMIE - Nasz Dziennik 12 Maja 2010   
Spis artykułów
Pastuszkowie z Fatimy - apel o świętość
 
WINCENTY ŁASZEWSKI   

Kiedy Ojciec Święty Benedykt XVI uklęknie dzisiaj wieczorem w miejscu objawień, minie dokładnie dziesięć lat od ostatniej wizyty Papieża w Fatimie. Na progu nowego milenium Jan Paweł II tak samo klęczał przed figurą Matki Bożej, Maryi zawierzał całą ludzkość i prosił, by była nam Towarzyszką w drodze. Był zatroskany o nadchodzące lata, świadom czekających nas niebezpieczeństw. W Fatimie do dziś wspominają "nadprzyrodzoną ciszę", jaka nastała, gdy Ojciec Święty ukląkł do modlitwy, a tylko Maryja słyszała jego słowa. Podczas długiej osobistej rozmowy tego, który był "Totus Tuus" ("Cały Twój") dla Maryi, i Tej, która jest "Tota Tua" ("Cała Twoja") dla każdego z nas, milion ludzi zastygło na kwadrans w absolutnej ciszy. Rozumieli, że ta modlitwa decyduje o losach świata.

Pastuszkowie z Fatimy

Dziesięć lat temu Jan Paweł II modlił się o ukazanie ludziom drogi, która prowadzi od zła ku dobru, od wojny do pokoju, od grzechu do świętości. Wtedy też uczynił coś, co dla świata było zupełnie niezrozumiałe, co było gestem paradoksu. Nie tłumaczył drogi. Ukazał ją. Wyniósł na ołtarze dwoje małych dzieci - pastuszków. Uczczenie jubileuszu tego wydarzenia jest głównym motywem obecnej pielgrzymki Benedykta XVI do Portugalii.

Beatyfikowane jako wyznawcy

Dla wielu ta beatyfikacja to był skandal, bo te dzieci były za młode na błogosławionych. Hiacynta umierała, nie mając nawet dziesięciu lat, Franciszek - jedenastu. Dotychczasowa praktyka Kościoła sugerowała, że tak małe dzieci nie mogą osiągnąć świętości inaczej jak przez męczeństwo. Żadne tak małe dziecko nie zostało jeszcze wyniesiono na ołtarze jako wyznawca - czyli jako ktoś, kto zasłużył na tytuł świętego nie przez śmierć, lecz przez życie.

To drugie jest o wiele trudniejsze. To dlatego wielu ludzi, którzy odkryli tajemnicę Boga i zapragnęli być z Nim na wieki, marzy o męczeństwie. Ono jest gwarancją zbawienia. A nasze życie? Trudno przedzierać się do Nieba przez długie lata. Zawsze grozi upadek.

Jan Paweł II złamał zasadę. Pokazał nam życie najmłodszych wyznawców - prostą drogę do Nieba. Świętość dzieci, które poniosły śmierć męczeńską, była dla Kościoła faktem oczywistym. Wśród męczenników są choćby dwunastoletnie św. Agnieszka i św. Maria Goretti. Piętnaścioro dzieci w wieku 10-13 lat znalazło się wśród XVII-wiecznych męczenników z Japonii. Również w Polsce mamy święte dzieci. Są wśród wyniesionych na ołtarze w 1997 r. męczenników pratulińskich. Jednak tym razem Papież wskazał na świętość dzieci-wyznawców.

Nie zdajemy sobie sprawy, jak radykalny był ten gest. Przez wiele lat kwestionowano sam fundament procesu beatyfikacyjnego. Uważano, że tak małe dzieci jak Franciszek i Hiacynta nie mogą praktykować cnót w stopniu heroicznym. Ale spór rozstrzygnął podpis Ojca Świętego Jana Pawła II - złożony kilka tygodni przed zamachem na jego życie. Teraz trzeba już było tylko czekać na potwierdzenie z Nieba - na cud, który umożliwiłby ogłoszenie ich błogosławionymi. I Bóg go uczynił. To znak, że chciał, by jego mali święci z Fatimy wskazywali ludziom drogę do Nieba.

Poszli drogą ukazaną w Fatimie

Gdy świat wkroczył w nowe tysiąclecie - czas tysiąca zagrożeń - Jan Paweł II wyniósł Hiacyntę i Franciszka wysoko na ołtarze, byśmy dostrzegli te dwie drobne postacie. Zostali nie tylko nazwani "szczęśliwymi" (przecież "beatus" znaczy "szczęśliwy"), szczęśliwymi doskonale i na wieki. Samym dzieciom beatyfikacja nie była do niczego potrzebna. Była potrzebna nam. Pastuszkowie zostali wysunięci przed szereg i ukazani nam jako wzór.

Bo rodzeństwo z Fatimy nie jest błogosławione dlatego, że Bóg wybrał je na świadków najważniejszych w historii objawień maryjnych. Dzieci nie są od dziesięciu lat wyniesione na ołtarze dlatego, że Bóg pozwolił im poznać swoje sekrety. Hiacynta i Franciszek są błogosławieni, bo poszli drogą ukazaną w Fatimie. A jest to droga świętości.

Tamtego dnia, kiedy Jan Paweł II dokonał beatyfikacji pastuszków fatimskich, wezwał nas do udziału w "dobrych zawodach". Wstyd, jeśli dzieci nieliczące nawet jedenastu lat życia umieją żyć lepiej niż my. Wstyd, jeśli nie potrafimy dać z siebie więcej niż one. Wstyd, jeśli nie umiemy patrzeć tak daleko jak mali Hiacynta i Franciszek. Przecież drogę do Nieba znamy lepiej niż oni.

W życiu tamtych dzieci świętość okazała się rzeczywistością. Bóg na pierwszym miejscu. Chrystus - największa miłość. Nie tyle myślenie o świecie, ile o wieczności. Nie tyle myślenie o wieczności, ile życie dla niej. I to nie tyle swojej wieczności, lecz innych. Szukanie wszelkich sposobów, by ratować grzeszników. Przez zgodę na codzienne krzyże, które Bóg zsyła. Ale też przez pragnienie dania Bogu z miłości więcej, niż On sam żąda. Przez szukanie cierpienia, które wynagradza za grzechy świata.

Papież Jan Paweł II ukazał nam w dzieciach z Fatimy wzór. Bo dziś codzienne zagrożenia potrzebują codziennych świętych. Bo odpowiedzią na ukryty atak na to, co święte, jest anonimowa świętość. Bo wielkie wyzwania potrzebują wielkich świętych. Świętych, którzy idą zupełnie inną drogą niż świat. Którzy uczą, że ci, co szukają siebie, znajdą pustkę, a ci, co szukają Boga, znajdą pełnię życia. Już tutaj, już teraz, ale inaczej niż chce świat. Bo aby być szczęśliwym teraz i na wieczność, potrzeba tylko jednego - Boga.

Można po ludzku przegrać wszystko - z perspektywy Nieba wszystko wygrać. Taka jest maryjna droga Fatimy. Taką drogę wybrali Hiacynta i Franciszek.

Powrót do strony głównej