Not seeing a Scroll to Top Button? Go to our FAQ page for more info. NASZ KOŚCIÓŁ -
Parfia Rzymskokatolicka w Pustkowie Osiedlu
OKRES ZWYKŁY Środa, 19 Wrzesień 2018 - 262 dzień w roku - godz.09:29:35 Tydzień: 38
1994 1995 1996 1997 1998 1999 2000 2001 2002 2003 2009 2010 2011 2012 2013 2014 2016 2017 2018  
NASZ KOŚCIÓŁ - ROK 1998  Miesiąc:  1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12  
Wrzesień 1998
Nasz Kościół nr 33 - dodatek młodzieżowy "Świtanie" - z dnia 13.09.1998

Crucem Tuam adoramus Domine
Adorujemy Krzyż Twój, Panie

Krzyż - dla Żydów znak pohańbienia, całkowitego upodlenia. Człowiek wiszący na nim był obdarzany najgłębszą pogardą, opluwany, wyszydzany, przeklinany, wyzywany. Trudno nawet wyrazić, co czuł Żyd myśląc lub mówiąc o krzyżu. Dziś chyba nie znalazłoby się nic, co miałoby podobną wymowę.
Zaś Jezus, nie znając nic haniebniejszego od śmierci krzyżowej, w swej szalonej miłości zdecydował się, by umrzeć za nas w ten właśnie sposób. Czy możemy to zrozumieć ?
I stanął Krzyż na Golgocie i zawisł na nim Człowiek. Być może wielu myślało wtedy, że to kolejna, podobna innym egzekucja. Lecz ta Egzekucja jest największym wydarzeniem wszystkich wieków, jest centrum wszechświata. Umarł syn Boga Żywego. Chrystus swoją Krwią obmył człowieka, zmył hańbę Krzyża. Odtąd te dwie skrzyżowane belki "Krzyczą" na cały świat.
CZŁOWIEKU BÓG CIĘ KOCHA !
Krzyż stał się nam bramą do nieba.
Jezus mówi nam, byśmy wzięli swe krzyże i naśladowali Go. I nie chodzi Mu przecież o to, byśmy nosili wszędzie ze sobą jakieś wielkie drewniane belki. Chce raczej, byśmy przyjmowali cierpienia, to, co trudne, wymagające albo to, co świat uważa za niegodne, poniżające, przykre, śmieszne, żałosne. On przemienił, to wszystko by wiodło nas do Boga, do szczęścia.
Pomyślmy, ile razy całowaliśmy krzyż? Czy jednak prawdziwą adoracją Jezusowego Krzyża nie jest raczej wcielanie w życie każdego dnia Jego słów:
"Kto chce iść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje" Mt16,24

A.H.

Nasz Kościół nr 133 - z dnia 13.09.1998

Ks. dr Franciszek Konieczny - katecheta gimnazjum im. Królowej Jadwigi we Lwowie

Góra Cytadeli, przy której pożegnaliśmy kościół św. Mikołaja i stary uniwersytet, towarzyszyć nam będzie w drodze do kościoła SS Karmelitanek Bosych przy ul. Potockiego.
Ulicę Pełczyńską u podnóża Cytadeli, którą przemierzałam wraz z siostrą przez 2 lata poprzedzające wybuch II wojny światowej, jako uczennica gimnazjum, a siostra liceum, bardzo lubiłam, gdyż z jednej strony była gęsto zadrzewiona. Góra Cytadeli, z drugiej - korty tenisowe, boisko sportowe, kryta pływalnia, a za nim w dali wzgórza parku Stryjskiego czy Kilińskiego -jak kto wolał go nazywać.
Z góry Cytadeli "częstowano" nas od czasu do czasu hukiem strzałów artyleryjskich, które gdzieś ginęły za wzgórzami parku. Nie przypuszczałyśmy, że wkrótce bomby i strzały armatnie będą prawdziwe i godzić będą w miasta i ludzi. Na razie przyszłość przedstawiała się różowo. Byliśmy przecież "silni, zwarci, gotowi" - tak głosiły hasła.
Krętymi ulicami - jedna z nich o romantycznej nazwie "Na Bajki" - z willami tonącymi w zieleni, dochodziło się do ulicy Potockiego również o bajkowym wyglądzie, zwłaszcza na wiosnę, kiedy kwitły bzy, jaśminy, kasztany. Tu, przy tej ulicy biegnącej od kościoła i szkoły Marii Magdaleny, mniej więcej w połowie jej długości, wznosił się okazały nowoczesny gmach żeńskiego gimnazjum i liceum Królowej Jadwigi, którego absolwentką była jedna ze starszych sióstr.
I w tym gimnazjum muszę się zatrzymać, bowiem katechetą tegoż był ks. dr Fr. Konieczny ur. w 1886 r. w Skrzydlnej pow. Limanowa: kapłan Archidiecezji Lwowskiej, Doktor św. Teologii, Szambelan Ojca św. Profesor Seminarium Duchownego, Katecheta gimnazjum im. Królowej Jadwigi, Rektor kościoła SS Karmelitanek. Tytuły ks. Koniecznego wymieniłam nie bez przyczyny, gdyż mimo utytułowania, jak wspomina siostra, był człowiekiem bardzo skromnym, wyczulonym na każdą biedę i chodzącym w wytartej sutannie, a kochali go wszyscy. Zmarł w maju 1944 r. Głośny szloch towarzyszył pogrzebowi, ludzie pocierali o trumnę obrazki i dewocjonalia, uważając go za zmarłego w świętości, prosili o łaski. W modlitewniku mojej mamy zachowała się stara fotka z podobizną ks. Koniecznego, z czarną obwódką, z modlitwami wydaną za pozwoleniem władzy Duchownej, a z inicjatywy i kosztem byłych uczennic. Pochowano go na cmentarzu Janowskim, gdzie grzebano uboższą, ludność miasta zgodnie z wolą zmarłego. Ponieważ z kościołem SS Karmelitanek wiążą się jeszcze inne moje wspomnienia przeto powrócę doń w następnej gazetce.

R.J.

Powrót do strony głównej