Not seeing a Scroll to Top Button? Go to our FAQ page for more info. NASZ KOŚCIÓŁ -
Parfia Rzymskokatolicka w Pustkowie Osiedlu
OKRES ZWYKŁY Wtorek, 13 Listopad 2018 - 317 dzień w roku - godz.03:46:34 Tydzień: 46
1994 1995 1996 1997 1998 1999 2000 2001 2002 2003 2009 2010 2011 2012 2013 2014 2016 2017 2018  
NASZ KOŚCIÓŁ - ROK 1999  Miesiąc:  1 2 3 4 6 7 11 12  
Styczeń 1999
Nasz Kościół nr 139 - z dnia 10.01.1999

Katedra Św. Jura czyli św. Jerzego

Lwów - Greko-katolicka katedra św. Jura

Lwów - Greko-katolicka katedra św. Jura

W ostatniej gazetce rozstaliśmy się z kościołem Marii Magdaleny, zamienionym obecnie na salę koncertową filharmonii lwowskiej, więc czas by udać się w lewo i po przejściu kilka ulic ujrzeć , jak niektórzy twierdzą, perłę architektury lwowskiej, greko-katolicką katedrę św. Jura.

Katedra ta, na wzgórzu posadowiona na placu św. Jura ma na swym bogato zdobionym frontonie, wysoko, pomiędzy posągami papieża i patriarchy, jako symboli unii wschodniego i zachodniego Kościoła (unia brzeska), figurę swego patrona św. Jerzego, siedzącego na spienionym koniu, walczącego ze smokiem.

Dwustronnymi schodami wchodzimy na również bogato zdobiony krużganek, skąd znowu otwiera się przed nami w oddali niezapomniany widok miasta, a tu blisko nas dziedziniec świątyni okolony balustradami, zamknięty z jednej strony pałacem metropolitów, na wprost zaś ozdobionymi bramami z urnami i herbami Szeptyckich, gdyż całe dynastie Szeptyckich wyryły swe piętno na tej cerkwi.

Tu trzeba wpleść nieco historii i stwierdzić jak dziwnie układały się losy rodzin kresowych.

Dwaj bracia hr. Szeptyccy urodzeni z matki z domu hr. Fredro,: Andrzej - metropolita unicki, uważany przez Ukraińców za wodza i hetmana ich narodu, niepopularny wśród Polaków, był nie tylko władcą duchownym ale i przywódcą OUN i UPA, w pierwszym okresie okupacji aktywnym zwolennikiem utworzenia Ukraińskiej Dywizji SS Galizien, jako zalążka ukraińskich nacjonalistycznych sił zbrojnych; później odniósł się krytycznie do rozpętanej przez UPA rzezi Polaków.

Gdy 1 listopada 1946 r. metropolita A. Szeptycki zmarł we Lwowie, na pogrzebie w katedrze św. Jura zebrały się nieprzeliczone tłumy pragnących wziąć udział w ceremonii, zjechało mnóstwo księży ruskich i delegacji z najdalszych zakątków Galicji. Modlitwy za duszę zmarłego odprawiane były najpierw w obrządku grecko-katolickim, następnie w obrządku ormiańsko-katolickim, a ks. abp B. Twardowski wraz z ks. biskupem Baziakiem odprawił Mszę św. w obrządku łacińskim. Gdy z krużganku do tłumów przemówił następca zmarłego ks. abp metropolita obrządku greko-katolickiego we Lwowie dr Josif Slipyj - mówca i cały tłum płakał. Sam abp A. Szeptycki, mimo że niepopularny w społeczeństwie polskim, był postacią niepospolitą, wzmocnił Kościół unicki, odnowił jego ducha.

Drugi z braci hr. Szeptyckich - Stanisław opowiedział się za polskością : w czasie I wojny światowej był dowódcą III Brygady Legionów Polskich, w 1920 r. dowódcą 1 i 4 Armii oraz Frontu Litewsko-Białoruskiego; w okresie II Rzeczpospolitej - ministrem spraw wojskowych, inspektorem Armii. Po wojnie przewodniczący Polskiego Czerwonego Krzyża - zmarł w Krakowie w 1946r.

Po historii z przed przeszło pół wieku trzeba przejść do teraźniejszości i wejść do katedry, gdzie podziwiamy wspaniały ikonostas z carskimi wrotami, obrazy w przepysznych rokokowych ramach Łukasza Dolińskiego, cudowny obraz Matki Boskiej Trembowelskiej, ozdobiony dwoma łańcuszkami, na których zwisają dwie kule tureckie; jedną z nich strzelano do biskupa Szumlańskiego pod Żurawnem, drugą Pod Wiedniem. Jeszcze należało zejść do podziemi, gdzie złożone zostały zabalsamowane ciała zasłużonych dla kościoła unickiego mężów; jednym z nich jest właśnie metropolita unicki Andrzej hrabia Szeptycki, drugim - jego następca dr Josif Slipyj.

Budowę katedry wg projektu- Bernardo Merettini, zwanego po prostu Meretynem, rozpoczęto w roku 1746 tj. w czasach władania metropolią lwowską Atanazego Szeptyckiego.

R.J.

Nasz Kościół nr 140 - z dnia 31.01.1999

Historia pewnego obyczaju we Lwowie

W poprzednich gazetkach pisałam już o katedrze lwowskiej, o ślubach złożonych w 1656r. przez króla Jana Kazimierza przed obrazem patronki Lwowa, Matki Boskiej Łaskawej. Zamieściłam tam również fragment złożonej przysięgi, w której król oddawał siebie i całe królestwo w opiekę Matce Bożej. Przyrzekł wówczas Jan Kazimierz, że po przywróceniu pokoju w wojnie szwedzkiej, cytuję: "wszelkich użyję środków, aby lud królestwa mego od niesprawiedliwych ciężarów i ucisków był uwolniony" (chodziło tu o zniesienie poddaństwa mieszczan i chłopów).

Henryk Sienkiewicz, jak wiemy, laureat literackiej nagrody Nobla, tak opisuje przybycie króla do Lwowa w swojej powieści o wojnie ze Szwedami toczonej na ziemiach polskich pt. "Potop" - "A dzwony w kościołach polskich, ruskich i ormiańskich biły nieustannie, zwiastując wszystkim, że król jest we Lwowie i że Lwów to ze stolic pierwszy, ku wieczystej swej chwale, przyjął króla wygnańca".

Lwów, jako kresowe, duże i bogate, leżące na szlakach handlowych miasto, był stale narażony na napady, oblężenia i grabieże dokonywane przez hordy tatarskie, kozackie, z których obolały i zubożony, trawiony pożarami, walcząc nie poddawał się, podnosił od nowa i trwał przy Rzeczpospolitej polskiej.

Jak wiadomo, ostatnią skuteczną obroną miasta "zawsze wiernego" Polsce, podjętą przez społeczeństwo lwowskie, było odniesione zwycięstwo nad Ukraińcami w listopadzie 1918 r. W dwadzieścia jeden lat później, Lwów nie poddał się Niemcom w 1939 r., walczył do ostatka, dopóki rozkaz Naczelnego Dowództwa Polskiego, nie zmusił obrońców miasta do kapitulacji przed armią radziecką. Po tej ostatecznej zagładzie, nie miasta, bo istnieje, ale społeczności polskiej, przez dwóch okupantów wymordowanej, rozproszonej po Polsce i świecie, urok tego niepowtarzalnego miejsca nie powróci.

Jako ciekawostkę podaję, że tylko we Lwowie panował zwyczaj, jak tylko sięgnę pamięcią, pozdrawiania co szacowniejszych osób, zwłaszcza pań, słowami: "całuję rączki". Do ostatniej klasy szkoły powszechnej (podstawowej) pamiętam, całe grono pedagogiczne, witane było przez uczniów obojga płci słowami "całuję rączki", co w obiegowym skrócie brzmiało mniej więcej jak "cajerączki" lub "cajrączki".

Dopiero od 1936 r., kiedy zaczęłam uczęszczać do gimnazjum, wprowadzono w szkołach średnich słowo "cześć" jako powitanie tak zwanego ciała pedagogicznego. Ale "całuję rączki" było nadal powszechnie przyjęte i używane przez lwowiaków.

Cofnijmy się teraz o ponad 300 lat, kiedy w nagrodę za odwagę i bohaterstwo mieszkańców Lwowa - rzemieślników, kupców, stających wobec wroga jak rycerstwo z bronią w ręku, podniósł król Jan Kazimierz mieszczaństwo lwowskie do stanu szlacheckiego, co było najwyższym uznaniem na jakie stać było Ojczyznę i króla. W roku 1658 nastąpiła nobilitacja Lwowa; co oznaczało, że wszyscy mieszczanie wyznania rzymsko-katolickiego otrzymywali przywileje stanu szlacheckiego.

Król Jan Kazimierz nadając szlachectwo mieszkańcom Lwowa nadawał im tym samym przywilej całowania rąk królewskich. Żadne inne miasto nie uzyskało takiego przywileju.

Podczas mojej ostatniej bytności we Lwowie, nasza nieoceniona przewodniczka wytłumaczyła nam skąd pochodzi zwyczaj witania znajomych tym, jak się okazuje starym, bo trzysta lat liczącym, powitaniem "całuję rączki": mianowicie od przywileju zezwalającego na całowanie rąk królewskich. Dlatego też w żadnym innym mieście nie "całowano rączek".

Do dziś jeszcze starsi wiekiem lwowianie, kłaniając się paniom, niekoniecznie starszym, mówią z lwowską kurtuazją i elegancją "całuję rączki"

Mam nadzieję, że czytelnicy wybaczą mi nieco świecki charakter tego artykułu.

Powrót do strony głównej