Not seeing a Scroll to Top Button? Go to our FAQ page for more info. NASZ KOŚCIÓŁ -
Parfia Rzymskokatolicka w Pustkowie Osiedlu
OKRES ZWYKŁY Wtorek, 13 Listopad 2018 - 317 dzień w roku - godz.04:45:02 Tydzień: 46
1994 1995 1996 1997 1998 1999 2000 2001 2002 2003 2009 2010 2011 2012 2013 2014 2016 2017 2018  
NASZ KOŚCIÓŁ - ROK 1998  Miesiąc:  1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12  
Styczeń 1998
Nasz Kościół nr 118 z dnia 25.01.1998

Matka Boża Łaskawa - Patronka Lwowa.

Pisząc w poprzedniej gazetce o sławnych ślubach Jana Kazimierza przed wizerunkiem Matki Bożej nazwanym po latach obrazem Matki Bożej Łaskawej, nie sposób pominąć historii jego powstania i dalszych losów tegoż wizerunku.
Obraz namalowany został przez członka lwowskiego patrycjatu miejskiego Józefa Szolc - Wolfowicza pod koniec XVIw. Powstanie tegoż wizerunku wiąże się ze śmiercią kilkuletniej wnuczki artysty, który z żalu po zmarłym dziecku namalował go jako obraz epitafijny. Pod namalowaną Matką Bożą z Dzieciątkiem na ręku, siedzącą wśród obłoków, w dole obrazu widnieją dwie modlące się postaci, wyobrażające prawdopodobnie zmarłą dziewczynkę i jej brata. Ojciec dziewczynki Wojciech Domagalicz zawiesił obraz na zewnętrznej ścianie prezbiterium Archikatedry nad mogiłą zmarłej, pochowanej na ówczesnym przykatedralnym cmentarzu.
Bardzo szybko wyrażona na tym malowidle Madonna stała się przedmiotem kultu u lwowian; nazwano Ją Matką Boską Murkową. Następnie, po przeniesieniu obrazu do kaplicy Domagaliczów w kościele nazwano Ją Matką Boską Domagaliczowską. W II połowie XVIII wieku, obraz został zawieszony nad głównym ołtarzem świątyni, uznany oficjalnie za cudowny i nazwany mianem Matki Bożej Łaskawej. Jak wspomniano w gazetce z 21.12.97, obraz został ukoronowany w dniu 12 maja 1776 roku koronami przysłanymi z Rzymu przez papieża Piusa VI.
Na jednym z dochowanych do dziś wotów daru lwowskiego Magistratu m.in. widnieje napis:

Wielka Boża Rodzicielko, rzymskimi ozdobiona koronami!
wieńczy Twą głowę diademem Głowa Miasta i Świata,
a Miasto pobożne i Tobie oddane ściele pod Twe stopy swe serca.
Spójrz na lwa ukorzonego i wysłuchaj łaskawie jego prośby,
okaż się nam Matką, ochraniaj nas, strzeż i zbaw litościwie,
Dziewico i Bogarodzico!

Na marginesie chcę dodać, że w herbie Lwowa znajduje się lew stąd w napisie pod obrazem mowa o ukorzonym lwie.
W 1904r. przed tym wizerunkiem zostały odnowione śluby Jana Kazimierza przez ówczesnego arcybiskupa - metropolitę lwowskiego Józefa Bilczewskiego. A potem w 1939r. nadszedł ciężki i złowrogi czas trzech kolejnych zaborczych okupacji Lwowa i Kresów Wschodnich jakże tragicznych dla ich mieszkańców; nie przerwały w Mieście Zawsze wiernym kultu Jego "Ślicznej Gwiazdy" Matki Bożej Łaskawej. Dla Lwowa była zawsze "Pocieszycielką strapionych"; "Wspomożenia wiernych" i "Królową Męczenników", oraz ogłoszoną tutaj we Lwowie "Królową Korony Polskiej".
Razem z przepędzonymi mieszkańcami Lwowa w roku 1946 nastąpił ciężki i złowrogi dzień rozstania się cudownego obrazu MB Łaskawej z Jej Lwowską świątynią i Miastem "Semper Fidelis" (zawsze wiernym).
Ówczesny lwowski arcybiskup - metropolita, Eugeniusz Baziak, wywiózł największe świętości Archikatedry m.in.obraz MB Laskawej z okupowanego przez sowieckich zaborców Lwowa do Polski w 1946r.
Główna Patronka Lwowa znalazła ostatecznie w 1974r nową rezydencję w Lubaczowie we wzniesionej tu przez Bpa Mariana Rechowicza - dla Niej i dla rzesz oddanych Jej lwowskich wygnańców - lwowskiej prokatedrze.
W trzechsetną rocznicę ślubów J.Kazimierza, w roku 1956 odbyły się w Częstochowie uroczystości kościelne. Tam też został odczytany nowy akt ślubowań ułożonych przez uwięzionego w komunistycznym więzieniu Prymasa Tysiąclecia, Stefana Wyszyńskiego, które są od tego czasu odnawiane na Jasnej Górze co roku.
Odnowiony po gruntownych zabiegach renowacyjnych i konserwatorskich obraz został w czasie II pielgrzymki Jana Pawła do Polski w dniu 19.06.1983 przez niego ponownie ukoronowany na Jasnej Górze.

R.J.

Nasz Kościół nr 118 - dodatek młodzieżowy "Świtanie" z dnia 25.01.1998

JAN BOSCO (1815-1888)

Urodził się w biednej rodzinie, a swoje chłopięce lata spędził we wsi podalpejskiej niedaleko Turynu, w północnej Italii. W drugim roku życia stracił ojca. Jako sierota szedł do upragnionego celu - kapłaństwa - wśród największych trudności, w warunkach skrajnego ubóstwa. Bardzo ważną osobą w kształtowaniu Jana była jego matka Małgorzata.
Gdy Jan miał przywdziać sutannę Małgorzata, która sama "nigdy nie poddawała się czarowi pieniądza" oświadczyła: "Urodziłam się biedna, żyłam biednie i chcę umrzeć biednie". Co więcej chcę ci powiedzieć od razu, że jeślibyś jako ksiądz na nieszczęście stał się bogaty, nigdy moja noga nie postanie w twoim domu. Zapamiętaj to dobrze! W ten sposób stała się pierwszą osobą, która dała wytyczne jego przyszłej formacji duchowej i pierwszą "mistrzynią" jego nowicjatu.
Motto, które dziś czytamy na rękawie salezjańskiego płaszcza "Da mihi animas, cetera tolle tibi" - "Daj mi tylko duszę, zatrzymaj resztę" świadczy, że pozostał wierny przesłaniu matki.
Ten wspaniały "apostoł młodzieży" jest człowiekiem prawie nam współczesnym. Zorganizował Towarzystwo św. Franciszka Salezego, grupę dziewcząt pod opieką Matki Bożej Wspomożycielki. Całe życie poświęcił trosce o młodych chłopców i dziewczęta. Powodzenie swej misji zawdzięcza wrodzonej umiejetności przewodzenia i jednania serc, elastyczności w działaniu.
Jan Bosco został beatyfikowany w 1929 roku i kanonizowany w roku 1934 przez Piusa XI.
Dzieło "Sny - wizje" św. Jana Bosko, Apostoła Młodzieży - pozwala pojąć jego świętość.
Wskazuje młodzieży by traktowac swe życie na serio, gdyż dane jest nam tylko jeden raz i posiada najwyższą wartość.
Rodzice i wychowawcy znajdą wskazania wychowawcze, które sformułowane i praktykowane przez ks. Bosko - okazują się niezawodne w praktyce.

Zostań moim przyjacielem

"Zostań moim przyjacielem na zawsze jeśli możesz a ja oddam ci najcenniejszy dar jaki posiadam, swoje serce"

T.Pospieszalska (niepełnosprawna)

Niektórych Bóg obdarzył wieloma pożytecznymi telentami: pięknym głosem, humorem, darem jednania sobie ludzi, zdolnościami językowymi, itp.. Ale niektórzy z nas otrzymali specyficzny dar : kalectwo, zostali ogołoceni ze wszystkiego. Stali się jak niemowlęta, zależni od innych użyczajacych im swych rąk, gdy ich własne, bezwładne, nie mogą utrzymać nawet łyżki, użyczających im swych nóg, gdy ich własne stale zwisają z wózka, możnaby powiedzieć, że to kara a nie dar. Jednak ja myślę inaczej, bo byłam i rozmawiałam z tymi ludźmi.
Kiedy spotykałam się z nimi chciałam im jak najwięcej z siebie dać- czasu, serca, radości, zainteresowania. Teraz jednak czuję się tak jakbym nic nie dała, a właściwie wzięła coś od nich.
Rozmawiając z nimi czułam jakbym była z kimś, kto spotkał Boga twarzą w twarz. Mówiąc o swoim zaufaniu, nadziei, miłości do niego umacniali moją wiarę. Słuchając ich zaczęłam im zazdrościć, że są tak blisko, gdy ja wciąż tak daleko, zajęta drobiazgami, ambicjami, własnym "ego'. Oni obdarowani niepełnosprawnością otrzymali jednocześnie dar patrzenia wyżej i dalej. Nie mogąc liczyć na siebie, całkowicie oddali się Bogu, który jest najbliżej tych "najmniejszych".
Właśnie niepełnosprawni pokazali mi jak być Bożym dzieckiem: małym, bezbronnym, które śmiało przychodzi do Ojca, mówi do niego bardzo prosto, kładzie głowę na Jego kolanach i w zupełności mu wierzy.

* * *

Z sobotniego spotkania opłatkowego (18.01.98r) znów wróciłam z nowymi doświadczeniami i darami od tych ludzi. Najcenniejszymi darami jakie można dostać - ich "sercami"

Dosia

Nasz Kościół nr 117 z dnia 11.01.1998

Chrzest Pański

"Kiedy cały lud przystępował do chrztu, Jezus także przyjął chrzest. A gdy się modlił, otworzyło się niebo i Duch Święty zstąpił na Niego, w postaci cielesnej niby gołębicy, a z nieba odezwał się głos: Tyś jest mój Syn umiłowany, w Tobie mam upodobanie".>

"Przyszedł On dobrze czyniąc i uzdrawiając wszystkich..." (Dz 10,38)
Jezus przechodzi przez życie ludzką drogą. Zna ucieczkę i emigrację.
Zna pracę i głód. Zna odrzucenie i groźbę ukamieniowania.
Zna zachwyt tłumów i królewski pochód.
Zna radość z pomagania innym i troskę towarzyszącą nauczaniu innych.
Z tego wszystkiego dla św. Piotra najważniejszą rzeczą jest czynienie dobra i przynoszenie ulgi.
Moje wędrowanie jest podobne. Sukcesy i upadki, smutki i radości.
Zniechęcenie i zapał do pracy. Wpatrując się w Mistrza, mamy być przede wszystkim dobrymi.

A znakiem tego jest

otwarte serce dla sąsiada - naciśnięcie dzwonka przy łóżku szpitalnym, aby wezwać pomoc dla sąsiada przykutego do łóżka i wspólnego krzyża - grosz dla powodzian i obcokrajowców szukających naszego wsparcia - kromka dla bezdomnego.

Nasz Kościół nr 117 - dodatek młodzieżowy "Świtanie" z dnia 11.01.1998

Babcia i dziadek

Osoby jak wiele innych, które Pan postawił na naszej drodze. Ale jednak po dłuższej refleksji dochodzę do wniosku, że są bardzo niezwykłe.
To rodzice naszych rodziców. Osoby starsze ode mnie, a przez to posiadające wielką mądrość zdobytą podczas wielu doświadczeń życia. Babcia zawsze staję w obronie swoich wnuków. Gdy przychodzi smutek powie ciepłe słowo, doda otuchy, pocieszy.
Dziadek przyciąga do siebie spokojem ducha, opanowaniem i ogromną znajomością najważniejszych prawd życiowych.
Zadziwiający jest fakt, iż często wnuki zaprzyjaźniają się z obojgiem dziadków. Czy różnica wieku nie przeszkadza temu ? Nie, bo w przyjaźni wiek na pewno nie jest barierą. Dzieje się to dlatego, że rodzice z którymi my młodzi (młodzież) mieszkamy i jesteśmy na ich utrzymaniu, popadają w wir pracy i innych obowiązków. Ale niestety zapominają, że istnieje coś takiego jak bycie z dziećmi. Wtedy młody człowiek szuka rozmowy z kimś doświadczonym, a jednocześnie bliskim. Chce w niej znaleźć radę, pocieszenie, ciepły uśmiech, dobre słowo, zrozumienie. Babcia i dziadek stają się autorytetami dla wnucząt.
W dniu ich święta nie zapomnijmy także o tych, którzy odeszli już z naszego grona. Czy może wspominamy ich podczas Dnia Wszystkich Świętych gdy zapalamy lampkę na ich grobach ?
Dla nich najwspanialszym darem będzie modlitwa. Także obecnym z nami babciom i dziadziom jest ona bardzo potrzebna. Taki prezent najbardziej ich uszczęśliwi.

AlaR.

O macierzyństwie - słowo (nie tylko) do dziewcząt

Poproszono mnie o napisanie kilku słów o macierzyństwie. Najpierw pomyślałam: dlaczego ja? To mnie już nie dotyczy. Tak dawno temu przychodziły na świat nasze dzieci. Potem jednak myśl: dlaczego nie?
Ta refleksja towarzyszyła mi przecież przez cały grudzień, bo w tym miesiącu nasze dzieci przyszły na świat. Tak... Dwa razy w naszym małżeńskim życiu mieliśmy tę łaskę, że w błogosławiony czas Bożego Narodzenia mieliśmy własne dzieciątko. Potem rokrocznie święciliśmy jego urodziny.
Macierzyństwo? Trudno to krótko zdefiniować. Do macierzyństwa przygotowujemy się nie przed samym ślubem lub urodzeniem dziecka, ale na długo przedtem. Właściwie można powiedzieć, że już od dzieciństwa. To najpierw świadomość długo przed zamążpójściem, że w przyszłości mogę być matką lub ojcem. Bóg stworzył człowieka: mężczyznę i kobietę, równymi co do godności, ale jakże różnymi pod względem fizycznym i psychicznym. To Bóg również zamierzył, że połączą się oni w sakramencie małżeństwa, by przekazać życie swoim dzieciom. Przygotowanie do macierzyństwa to zachowanie czystości. To głębokie przeświadczenie o jej wartości. To najlepsza szkoła miłości, której podstawą jest zdolność wyrzekania się siebie. Wśród tych, którzy zrezygnowali z walki o czystość trudno znaleźć prawdziwie kochających. Zatem zanim zostaniesz żoną i matką powinnaś jak najlepiej przygotować się do tych ról.
Ale macierzyństwo to nie tylko wydanie dzieci na świat, to ich wychowanie, kształtowanie, opieka a przede wszystkim prowadzenie do Boga. To także towarzyszenie im każdego dnia w dzieciństwie i ciągłe dorastanie do zadań wychowawczych. To również budowanie naszych maleńkich domowych tradycji.
W miarę dojrzewania dzieci zaczęło się stopniowe ich "odchodzenie". Pojawiły się inne autorytety, inni wychowawcy. Kto ma nastolatki ten doskonale wie jak trudno kochać te "najeżone jeże". To wówczas dzieci "wychowują" nas...najbardziej do cierpliwości.
Niełatwo być konsekwentnym, często wychodzimy na staromodnych i niepostępowych. Jednak to Pan Bóg posługuje się nami w dziele wychowania (a swoją drogą, czy dzieci wiedzą, że Pan Bóg mówi również do nich przez rodziców?). W miarę dorastania dziecka poszerza się sfera wolności i zaufania. Dziecko stopniowo przejmuje odpowiedzialność za siebie (tzw. samowychowanie). Do tej roli stopniowo dorastają rodzice, dojrzewają do tej prawdy, że dzieci odchodzą od nich wybierając swoje powołanie. Nie jest to łatwe, ale przecież dzieci nie są naszą własnością.
Dlatego nasza dojrzałość jawi się wówczas, gdy akceptujemy drogę powołania dziecka, wybór zawodu, a w przyszłości współmałżonka. Jestem przekonana, że to sakrament małżeństwa uzdalnia nas do ciągłego wzrastania w macierzyństwie i ojcostwie.

Mama

Powrót do strony głównej