Parfia Rzymskokatolicka w Pustkowie Osiedlu
OKRES ZWYKŁY Poniedziałek, 16 Lipiec 2018 - 197 dzień w roku - godz.16:30:13 Tydzień: 29
1994 1995 1996 1997 1998 1999 2000 2001 2002 2003 2009 2010 2011 2012 2013 2014 2016 2017 2018  
NASZ KOŚCIÓŁ - ROK 1997  Miesiąc:  1 2 3 4 5 6 7 9 10 11 12   
Październik 1997
Nasz Kościół nr 112 - dodatek młodzieżowy "Świtanie" z dnia 26.10.1997

DEZYDERATA

Przechodź spokojnie przez hałas i pośpiech
i pamiętaj jaki spokój można znaleźć w ciszy.

O ile to możliwe bez wyrzekania się siebie
bądź na dobrej stopie ze wszystkimi.

Wypowiadaj swoją prawdę jasno i spkojnie
i wysłuchaj innych, nawet tępych i nieświadomych,
oni też mają swoją opowieść.

Unikaj głośnych i napastliwych są udręką ducha.
Porównjąc się z innymi możesz stać się próżny
i zgorzkniały, bowiem zawsze znajdziesz
lepszych i gorszych od siebie.

Niech Twoje osiągnięcia zarówno jak plany
będą dla Ciebie źródłem radości.
Wykonaj swoją pracę z sercem, jakakolwiek
byłaby skromna, ją jedynie posiadasz
w zmiennych kolejach losu. Bądź ostrożny
w interesach, na świecie bowiem pełno oszustwa.
Niech Ci to jednak nie zasłoni prawdziwej cnoty -
wielu ludzi dąży do wzniosłych ideałów
i wszędzie życie jest pełne heroizmu.

Bądź sobą, zwłaszcza nie udawaj uczucia.
Ani też nie podchodź cynicznie do miłości,
albowiem wobec oschłości i rozczarowań
ona jest wieczna jak trawa.

Przyjmij spokojnie co Ci lata doradzają
z wdziękiem wyrzekając się spraw młodości.

Rozwijaj siłę ducha, aby mogła Cię osłonić
w nagłym nieszczęściu, lecz nie dręcz się
tworami wyobraźni. Wiele obaw rodzi się
ze znużenia i samotności.

Obok zdrowej dyscypliny bądź dla siebie łagodny.
Jesteś dzieckiem wszechświata, nie mniej niż
drzewa i gwiazdy masz prawo być tutaj.
I czy jest to dla Ciebie jasne czy nie
wszechświat bez wątpienia jest na dobrej drodze.

Tak więc żyj w zgodzie z BOGIEM, czymkolwiek
ON Ci się wydaje, czymkolwiek się trudzisz
i jakiekolwiek są Twoje pragnienia
w zgiełkliwym pomieszaniu życia zachowaj
pokój ze swą duszą.
Przy całej swej złudności, znoju i rozwianych marzeniach
jest to PIĘKNY ŚWIAT.
Bądź uważny, dąż do szczęścia.

...ZNALEZIONO W STARYM KOŚCIELE ŚW. PAWŁA W BaltIMORE.

Nasz Kościół nr 112 - dodatek młodzieżowy "Świtanie" z dnia 26.10.1997

POSTÓJ W SŁOŃCU
- "NIE ZAPOMNIJ O RADOŚCI"
P h i l   B o s m a n s

Nie będę wiecznie żyć na tym świecie. Od urodzenia do śmierci mam dokładnie odmierzony czas, czas postoju na naszej małej planecie.Mam zegar, ktory odmierza ten czas. Nie mogę cofnąć wskazówek. Nie mogę włożyć do mego zegara monety, aby mój czas przedłużyć.
Czas mego postoju jest dokładnie odmierzony.
I nie ma żadnej siły, która mogłaby to zmienić.
Moje życie jest podobne do imienia wypisanego na nadmorskim piasku. Wystarczy mały wiatr, aby zostało zatarte.
Co więc robić ?
Z całą pewnością nie smucić się, ciągle na nowo próbować żyć w słońcu , a nie jak w gnieździe przygniatających trosk.
W każdym dniu odnależć piękno. Zachwycać się światłem, każdym gestem miłości, dobrymi ludźmi i dobrymi sprawami. Okazywać miłość chorym, upośledzonym i wielu nieszczęśliwym, którzy nie znależli miejsca w słońcu. Właśnie takim i podobnym ludziom rozjaśniać każdy dzień.
Więcej doprawdy nie trzeba nic robić, aby samemu być szcześliwym.

ZATRZYMAĆ SIĘ W SŁOŃCU I POZWOLIĆ , ABY ZEGAR BIEGŁ.

Nasz Kościół nr 111 - dodatek młodzieżowy "Świtanie" z dnia 12.10.1997

Wspomnienia z wakacji

Jadąc na rekolekcje wakacyjne Ruchu Światło- Życie Oazy Nowego Życia, uczestnicy jej zadawali sobie pytania związane właśnie z nazwą oazy : czy zmieni ona moje życie i jaka ona będzie ? Te pytania zadawałam sobie i ja.
Nasza wspólnota liczyła ok. 70 osób, na czele z księdzem moderatorem, ciocią kucharką i ośmiorgiem animatorów, resztę stanowiliśmy my, czyli uczestnicy. Już w pierwszych dniach oazy można było odczuć wspaniałą jedność, miłą atmosferę i ducha wspólnoty między uczestnikami. Duży wpływ na proces jednoczenia miała również wzajemna pomoc przy codziennych zajęciach rekolekcji. Słowa otuchy, przyjazny uśmiech pomagały w trudnych chwilach.
Dom oazowy położony jest niedaleko Nowego Sącza, na niewielkim wzgórzu. Akurat w tym czasie, gdy tam przebywaliśmy zaczęły się wielkie deszcze, a wraz z nimi straszna powódź. A my tam, daleko od "świata" czuliśmy się jak " u Pana Boga za piecem ". Tak nam było dobrze, że na koniec oazy wszyscy opuszczali to miejsce z nieukrywanym wzruszeniem.
Program rekolekcji miał na celu głębsze poznanie MIŁOŚCI BOŻEJ, CHRYSTUSA jako ZBAWICIELA człowieka i prowadził do decyzji przyjęcia Chrystusa jako osobistego Pana i Zbawiciela. Szczególnym był właśnie ten moment. Wtedy dopiero naprawdę można przeżyć Bożą Miłość i wejść w Boży Plan Zbawienia. Niezapomnianymi chwilami dla wielu z nas były spotkania w "małych grupach", na konferencjach szkoły życia i modlitwy. Wiele dawały młodemu człowiekowi modlitwy wieczorne połączone z medytacją i czuwaniem. Choć byliśmy wtedy często już bardzo zmęczeni po całodziennych przeżyciach, jednak Jezus dodawał nam sił. Stąd te wieczorne spotkania pełne były radości i uwielbienia. Przedpołudniowa Msza Święta była centralnym punktem każdego dnia. Podczas Eucharystii cała oaza jednoczyła się w modlitwie, aby jak najwspanialsze wynieść z niej owoce.
Ta oaza była wspaniałym przeżyciem dla jej uczestników. A łaski i dary na pewno pozostaną w nich na długo. Ci, którzy naprawdę bardzo pragnęli, doświadczyli tam MIŁOŚCI CHRYSTUSA, a także doświadczyli tej przedziwnej RADOŚCI I MIŁOŚCI, która jest we WSPÓLNOCIE CHRZEŚCIJAŃSKIEJ.
A taka była w tym roku na I stopniu ONŻ.

Nasz Kościół nr 111 - dodatek młodzieżowy "Świtanie" z dnia 12.10.1997

JAK ZWRACAĆ SIĘ DO BOGA

Bóg jest naszym Najlepszym Ojcem : każdego człowieka wzywa do osobowego kontaktu z Sobą. Dał nam wzór jak mamy zwracać się do Niego; a tym wzorem jest Jezus trwający na modlitwie. On nie tylko modlił się tradycyjnymi modlitwami zaczerpniętymi ze Starego Testamentu, ale najczęściej zwracał się do Ojca własnymi słowami, które płynęły z głębi Jego serca.
Wystarczy otworzyć Ewangelię i natychmiast możemy odnaleźć fragmenty mówiące o modlitwie Jezusa (Łk 10,21; Mk 14,3; J 11,41 ). Co może uderzać w modlitwie Jezusa, to Jego sposób zwracania się do Boga. Bóg jest dla Chrystusa Kimś najbliższym, Kimś, stale będącym przy Nim, stąd Jezus nieustannie nazywa BOGA OJCEM. Zwracanie się do kogoś "OJCZE" - "ABBA", oznaczało najpełniejsze zaufanie, wręcz można się pokusić o przetłumaczenie zwrotu "ABBA" jako "TATUSIU". Czy trzeba większej prostoty i zarazem większego oddania ? Jezus sprzeciwia się w ten sposób modlitwie faryzeuszy, która była jedynie suchym, formalnym i bardzo sztywnym sposobem oddawania czci Bogu. Dając przykład dziecięcego zaufania Ojcu pragnie, abyśmy również jak On traktowali Boga jako istotę najbliższą naszym sercom ; abyśmy zwracając się do Ojca w największym utrapieniu, powstając z naszych codziennych grzechów wyzbyli się strachu, a przyjęli postawę pokornego dziecka, które chce być najbliżej drogiego Tatusia.
Jeszcze jeden ważny moment modlitwy, na który warto zwrócić uwagę : gdy chcemy się MODLIĆ, musimy mieć pełną ŚWIADOMOŚĆ, że BÓG - NAJLEPSZY OJCIEC jest przy nas OBECNY TUTAJ I TERAZ. Nie ma sensu zwracać się do kogoś, kto nas nie słucha, kto jest nieobecny. Natomiast Bóg jest przy nas stale, trzeba sobie tylko to uświadomić i pozwolić MU WNIKNĄĆ w nasze SERCA, pozwolić Mu oczyścić nasze wnętrze z innych nieistotnych rzeczy : PRZEBYWAĆ SAM NA SAM Z OJCEM.

Nasz Kościół nr 112 z dnia 26.10.1997

Na wieki chwała tym, co męki przeszli tu

Niedziela 19 pażdziernika br. z piękną pogodą, typową dla złotej polskiej jesieni, nie wyróżniłaby się niczym szczególnym, gdyby nie intencja z jaką wybrali się do naszego kościoła i na Górę Śmierci mieszkańcy miejscowości Zdziłowice koło Janowa Lubelskiego. Ich pamięć o pomordowanych tu w latach 1941-1943 kolegach i członkach rodzin: 53 młodych ludziach uświadomiła nam, że obóz na Górze Śmierci jeszcze żyje w pamięci tych, którzy tu kiedyś przebywali i stracili najbliższych.
Dlatego też nie możemy przechodzić obojętnie obok tych śladów, które tkwią wciąż jeszcze na naszej, pustkowskiej ziemi. Przed paroma miesiącami rozmawiałam z 72 letnim mężczyzną z okolic Tarnobrzega, który opowiadał co przeżył tu jako 19 letni chłopiec, gdy brał udział przy budowie dróg i ringów, ile wycierpieli więźniowie słaniający się z głodu i przepracowania w upalne, skwarne dni. (las nie osłaniał przed słońcem - bo go wtedy jeszcze nie było, a Góra Śmierci widoczna była prawie ze wszystkich stron tak jak i czarny unoszący się stale nad nią dym).
Próbowałam wyobrazić sobie co mogą przeżywać po latach ludzie, którzy wracają na miejsca swoich cierpień. Wybrałam się na spacer - właśnie na Górę Śmierci. Przed wejściem wreszcie odnowiona tablica na granitowej płycie, udającej obelisk. Na górze niczym niezmącona cisza. U stóp pomnika świeży wieniec z napisem ofiarom hitleryzmu - więźniowie i rodziny ze Zdziłowic. Odtworzony napis na ścianie pomnika. Światła płonące na pomniku, przy wejściu do komory, pod krzyżem, na palenisku. A na okazałym dębie pośrodku świeżo umocowana tabliczka z dedykacją :
" Na wieki chwała tym, co męki przeszli tu ... były więzień J.B"
To miejsce zobowiązuje do pamięci, szacunku i modlitwy - bez tego będziemy społecznością bezimienną, pozbawioną wartości, które pozostawiła nam bolesna historia.

(um)

Nasz Kościół nr 112 z dnia 26.10.1997

Matka Boska z placu Mariackiego we Lwowie

W samym sercu mego Miasta, na środku obszernego placu, nazwanego później Mariackim, w roku 1862 stanęła na ozdobnym cokole pośrodku studziennego basenu figura Madonny. Rzeżbę tę z białego, kararyjskiego marmuru, dłuta rzeźbiarza Haulmana, ofiarowała miastu hrabina z Pietruskich Badeniowa, znana filantropka, "matka ubogich", żona galicyjskiego działacza parlamentarnego Władysława Badeniego. Drugą identyczną figurę ofiarowała hrabina uzdrowisku w Krynicy.
Mieszkaliśmy w Śródmieściu bardzo blisko placu Mariackiego; by dojść do przepięknej Madonny, która jaśniała bielą marmuru w aureoli dziesiątek żarówek otaczających całą postać, w szumie spływającej z cokołu do basenu wody, z zapachem mnóstwa kwiatów, trzeba było przejść obok najpiękniejszego w Polsce pomnika A. Mickiewicza dłuta Antoniego Popiela z roku 1905. Pomnik w niezmienionej formie stoi nadal; zawsze znajdują się u stóp monumentu wiązanki świeżych kwiatów.
Powracając do Madonny, to w czasie, gdy jako dziecko biegałam, czy nieco później spacerowałam w towarzystwie starszych po obszernym, obsadzonym, pięknym drzewostanem placu i Wałach Hetmańskich połączonych ze sobą w jeden zielony ciąg spacerowy, aż po gmach Teatru Wielkiego, zawsze z zachwytem wpatrując się w przepiękną Madonnę zwłaszcza o zmroku, to muszę przyznać, że historii zaistnienia posągu na tym placu nie znałam. Nie byłam bowiem w takim wieku, kiedy te sprawy mogą interesować. Ważne było, że od kiedy pamięć moja zaczęła rejestrować pewne zjawiska, to figura stała, jest piękna i stać będzie zawsze.
Niestety, nie wiedziałam, że los okrutny gotuje niespodzianki. Posąg wprawdzie przetrwał okres wojny, dopiero w 1950 roku bolszewicy ogołocili cokół studni z posągu; nikt nie wiedział co się z nim stało. Sam autor książki z której czerpię niektóre wiadomości, nieżyjący już W. Szolginia, o którym wspomniałam w NK nr 110/97 nie tak dawno odwiedzając swoje rodzinne miasto i otwarty po latach kościół OO Bernardynów (obecnie grecko-katolicki ) u stóp jednego z bocznych ołtarzy ze zdumieniem i radością spostrzegł marmurową Madonnę z placu Mariackiego, obecnie nazwanego placem Adama. Mickiewicza.
Mieszkańcy Lwowa kochali i adorowali Madonnę; zanosili do Niej serdeczne modły i prośby. Witold Szolginia, który nie tylko przejawiał niezwykłe zdolności do nauk ścisłych, ale również do literatury i poezji - pisał wiersze. Pisał je przede wszystkim w bałaku tj. w gwarze lwowskiej ulicy, które nastepnie "przekładał" na język literacki.
A oto jeden z jego wierszy:

Panno Świetlista (tak do Ciebie wołam,
Bo na tym placu, co Twe imię nosi,
Gloria Cię otacza świetlista dookoła):
Zmiłuj się nad nami - Lwów Twój Ciebie prosi!

Maryjo, od której plac ten nazywamy,
Stojąca na studni obok Mickiewicza -
Wysłuchaj tej prośby, którą Ci składamy:
Lwów Twój błaga Ciebie - łask Twych mu użyczaj!

Wiemy, że figury już tam nie ma wcale -
Wróg Ciebie wygonił, nasza Lwowska Pani...
Ale w sercach naszych pozostajesz dalej,
Zlituj się nad nami - proszą Cię lwowianie!

Przed Twoim w pamięci chronionym obrazem
Każda wierna lwowska pochyla się głowa;
Wszystkie Twoje dzieci błagają Cię razem:
Panno z Mariackiego - powróć nas do Lwowa!

Daj wiarę w czas taki, że tam będziesz znów,
Że Twoja figura znowu w glorii stanie,
Że znów lwowskie dzieci swój zobaczą Lwów;
Daj wrócić do Lwowa - błagają lwowianie...

Tak przez lata modlili się lwowianie ustami W. Szolginii, wygnani ze swego Miasta -
"... więc, że modlitwa dziecka nic nie może -
smutno mi Boże!..."

( z wiersza J. Słowackiego, będącego na emigracji pt. Hymn o zachodzie słońca)

R.J.

Nasz Kościół nr 111 - z dnia 12.10.1997

Tylko w snach żyje się naprawdę
T e r e s a   P o s p i e s z a l s k a

Ten maleńki tomik poezji zafascynował mnie z dwóch powodów. Po pierwsze jego autorką jest osoba niepełnosprawna, po drugie wyraża on w sposób niezwykły codzienne przeżycia i uczucia osoby zauroczonej życiem, takim jakie ono jest. Teresa od dwunastego roku życia jest skazana na wózek inwalidzki. Wykazuje słabą zdolność chodzenia, z dużym wysiłkiem podnosi ręce, jej mowa jest prawie niezrozumiała. Jest w niej jednak niezwykła pogoń za miłością, przyjażnią, zrozumieniem. Jej wiersze są przesłaniem skierowanym do osób najbliższych sercu i do tych wszystkich, którzy cenią wartości ponadczasowe. Prywatnie Teresa jest siostrą braci Pospieszalskich znanych z programu "Swojskie klimaty" niedawno emitowanego przez TVP i autorów kolęd, liderów zespołu VOO - VOO. Pochodzi z wielodzietnej rodziny o głębokich tradycjach religijnych. Przeżycia rodzinnego domu tworzą klimat tego tomiku.

Oto jeden z jej wierszy.

Panno w błękitnej sukience
w wianku utkanym z gwiazd
naucz nas kochać drugich
przebaczać krzywdy
Panno w błękitnej sukience
naucz nas rozumieć i nieść pomoc innym
byśmy umieli dostrzec w drugich przyjaciela
Panno w błękitnej sukience naucz nas żyć w miłości.

Marta

Powrót do strony głównej