Not seeing a Scroll to Top Button? Go to our FAQ page for more info. NASZ KOŚCIÓŁ -
Parfia Rzymskokatolicka w Pustkowie Osiedlu
OKRES ZWYKŁY Wtorek, 13 Listopad 2018 - 317 dzień w roku - godz.04:00:40 Tydzień: 46
1994 1995 1996 1997 1998 1999 2000 2001 2002 2003 2009 2010 2011 2012 2013 2014 2016 2017 2018  
NASZ KOŚCIÓŁ - ROK 2002  Miesiąc:  3 12  
Marzec 2002
Nasz Kościół nr 158 z dnia 31.03.2002  
Nasz Kościół
Wydanie INTERNETOWE


Nr 9
(158)

31.03.2002
WIELKANOC

Na początku Tajemnicę Zmartwychwstania celebrowano co niedzielę. Nie było rocznego święta. Każda niedziela była Niedzielą Zmartwychwstania. Ale dosyć szybko pojawiła się potrzeba wyróżnienia jednej niedzieli w ciągu roku, tej najbliższej dacie śmierci i zmartwychwstania Pana Jezusa i zaczęto celebrować coroczną Paschę. Przed nią, jak przed każdymi większymi uroczystościami, obowiązywał dwu- albo trzydniowy post.

Po uroczystości pojawiła się oktawa, czyli przedłużenie święta Zmartwychwstania. Samego określenia Triduum Paschalne użył po raz pierwszy św. Ambroży w IV wieku bo dopiero w IV w. zaczęto rozszerzać Liturgię Paschalną. Kiedy odnaleziono drzewo Krzyża Świętego, zaczęto je czcić w Jerozolimie właśnie w Wielki Piątek, w dzień męki Jezusa. W tym samym mniej więcej okresie zaczęto celebrować pamiątkę Ostatniej Wieczerzy, w Wielki Czwartek wieczorem.

List 11/01

Przeżycia ostatnich dwu tygodni; tygodnia rekolekcyjnego i Wielkiego tygodnia sprawiają, że możemy głębiej i zarazem spokojniej wejrzeć w siebie i radośniej przyjąć Tajemnicę Zmartwychwstania Pańskiego.

Radości - nie tylko od święta, wiary w Zmartwychwstanie i zaufania Bogu,

Zdrowych Wesołych Świąt życzy Redakcja.

Informacje

Zgodnie z nowelizacją ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych od 1 stycznia 2002r uległ zmianie sposób dokumentowania odliczeń od dochodu z tytułu darowizn, która ma dotyczyć również darowizn na rzecz kościelnych osób prawnych, poniesionych począwszy od 2002r. Wysokość tych odliczeń będzie ustalana na podstawie dowodu wpłaty na rachunek bankowy obdarowanego.

Darowizny pieniężne na potrzeby parafii - remonty, koszty utrzymania itp. można wpłacać na konto: Parafia Rzymsko-Katolicka Pustków Osiedle
Bank Śląski - Oddział w Dębicy
Nr rachunku : 10501836 - 1203027113

Kochaj i powiedz to swoim życiem.

"Kochaj i powiedz to swoim życiem" te słowa trzysta lat po Chrystusie napisał święty Augustyn, a teraz przypomniał nam je brat Roger w swoim liście na rok 2002 w kolejnym XXIV etapie "Pielgrzymki zaufania przez Ziemię; który niedawno miał miejsce w Budapeszcie - pięknym, a zarazem symbolicznym mieście będącym swego rodzaju mostem dzielącym nasz kontynent na Wschód i Zachód przepiękną rzeką, jaką jest Dunaj.

Wyjechaliśmy do Budapesztu zaproszeni do odkrywania źródeł Ewangelii poprzez modlitwę, ciszę i wspólne poszukiwanie, odkrywanie - być może na nowo sensu swojego życia, by odnowić swój zapał i przygotować się do podjęcia odpowiedzialnych zadań.

Dzieje się tak nie tylko raz do roku. W Taizé międzykontynentalne spotkania młodych odbywają się przez cały rok; trwają tydzień od niedzieli do niedzieli. Tam na dźwięk dzwonów wszyscy spieszą do kościoła Pojednania na wspólną modlitwę. Tak jest niemal 60 lat, od kiedy założyciel Wspólnoty, brat Roger, osiedlił się w małej burgundzkiej wiosce. Dziś spotykają się tutaj tysiące młodych ludzi z całego świata. Wielkiego zaufania do młodych pokoleń nie byłoby w Taizé, gdyby nie wytrwała modlitwa. Jest w niej miejsce na kontemplacyjną ciszę i śpiew, i na słowa rozjaśniające mroki ludzkiego życia, słowa wypowiadane przez Boga do człowieka, i proste słowa uwielbienia i prośby kierowane przez człowieka do Boga. Modlitwa jest łagodną siłą, która działa w człowieku, poruszając go, formuje i nie pozwala mu przymykać oczu na zło, wojny i na to wszystko, co zagraża niewinnym istotom na ziemi. Z modlitwy czerpiemy energię do walki, do przeobrażenia ludzkiego losu, by ziemię uczynić gościnną. Obecność młodych z całego świata, zjednoczonych w modlitwie i harmonii, świadczy o głębokim pragnieniu pokoju i braterstwa, zamieszkującym ludzkie serce. Teraz, kiedy świat rozdarty, wydany na pastwę przemocy i strachu szuka znaków nadziei musimy z ufnością otworzyć drzwi swoich serc Chrystusowi, Jego zbawczej mocy, sile miłości zdolnej do powołania prawdziwych twórców pokoju.

Ojciec Święty Jan Paweł II zachęca nas aby na początku nowego tysiąclecia być "strażnikami poranka" (por. Iz 21,11-12), którzy mają odwagę dokonać radykalnego wyboru wiary i życia, ofiarując ludzkiej rodzinie dary właściwe młodości: nadzieję, radość, zdolność do służenia i dawania samego siebie - aby budować społeczeństwo, które będzie bardziej godne człowieka, i w zaufaniu będzie głosić Chrystusa światu. Zaufanie jest w Taizé słowem kluczowym. W zaufaniu zawarta jest tajemnica miłości, tajemnica komunii i w końcu, tajemnica Boga.

Z wielkanocnym pozdrowieniem - Chrystus Zmartwychwstał !

Andrzej

Wielkanocny przekładaniec
"...Muzyka gra, żal w sercu łka...
    Chcesz szczęśliwym być - wróć do Lwowa!
    Wszędzie jest dosyć bezcennej okazji
    Do uśmiechów, do łez, do bezsennej fantazji...
    Tyle jest miast!
    Tyle jest gwiazd !
    Lata płyną i srebrzy się głowa...
    Idź w świat, gdzie chcesz!
    Rób, co umiesz, jak wiesz!
    Chcesz szczęśliwym być - wróć do Lwowa !
Marian Hemar

Parę tygodni temu oglądałam w telewizji, emitowany na "Polonii" film dokumentalny pt."Tu mówi Hemar". Myślę, że niewiele osób wie kim był, bo już nie żyje, Marian Hemar, lwowiak, poeta, satyryk, kabareciarz w przedwojennej Polsce, a potem przymusowy emigrant w Londynie. W czasie wspomnień o jego twórczości przewijały się filmowe ujęcia mego i jego rodzinnego miasta - Lwowa.

Wzruszenie przeszkadzało mi nieco w patrzeniu na przedwojenny pełen ruchu i życia Lwów, zapamiętany nie tylko oczami ale i sercem moje rodzinne, ukochane i stracone dla nas miasto. Znajomymi ulicami jeździły tramwaje, dorożki, tudzież samochody, ludzie spacerowali i spieszyli się, na Rynku przekupki sprzedawały swoje towary, dwa lwy siedzące po obu stronach wejścia do Ratusza, kamiennym okiem, jak zawsze, patrzyły na przechodniów.

Hotel George`a

Lwów - Hotel George'a

Zdawało mi się, że stoję w oknie jakiejś kamienicy, czy na balkonie Hotelu George na rogu ulic Akademickiej i Legionów, z którego kiedyś śpiewał, będąc gościem, Jan Kiepura i patrzę z góry na ten mój, przecież tak znajomy świat.

Widziałam się też na szczycie Kopca Unii Lubelskiej na Wysokim Zamku, kiedy chodziłam na spacery z rodzicami, skąd widok - jak w piosence: "w zielonym wieńcu wzgórz, jak wizja błyszczy Lwów". Te wyłaniające się z zielonej gęstwy drzew wieże strzeliste kościołów, baniaste cerkwi, architektura najprzeróżniejszych stylów, epok i kultur, tak jak splątane rodowody mieszkańców wszystko to wpłynęło na niespotykany charakter miasta.

Hemar w swojej piosence radził: "chcesz szczęśliwym być, wróć do Lwowa" - ja mogę tylko pojechać, ale wrócić - tylko do Pustkowa...

A życie Mariana Hemara również splątane jak i historia Lwowa. Urodził się w rodzinie żydowskiej o nazwisku Heszeles. Z miłości do aktorki Marii Modzelewskiej, by ją poślubić, zmienił wyznanie, przeszedł na katolicyzm, czego mu jego rodzina i cała gmina żydowska nie mogła wybaczyć. Nazwisko przyjął z początkowych liter własnego nazwiska i imienia z czego powstał He-mar.

W czasie wojny losy rzuciły go do Anglii, gdzie z tęsknoty do Kraju i Lwowa powstało mnóstwo utworów, wierszy i piosenek. Śpiewały je również lwowianki dzielące losy wygnańców - Włada Majewska oraz Renata Jarosiewicz ps.Bogdańska, późniejsza żona gen. Andersa.

O wakacjach w Pustkowie wspominałam już wielokrotnie, ale nie zawsze i nie całe wakacje spędzałyśmy u dziadków. Należałyśmy, zależnie od wieku, do zuchów, harcerstwa, starsze do PWK (Przysposobienie Wojskowe Kobiet) i w zależności od tego jeździłyśmy na obozy czy kolonie letnie.

Przedostatni przed wojną lipiec 1938r. spędziłam wraz z VII Drużyną Harcerską im. Lwowskich Dzieci, w Kutach nad Czeremosze. Obóz rozbiłyśmy nad rzeką, blisko mostu, przez który do Rumunii w rok później całe rzesze cywilów i wojska udawały się na emigrację z kraju, nad którym dwaj zbrodniarze - Hitler i Stalin rozciągnęli swoją "opiekę".

Tym mostem przejechał też ostatni wojewoda lwowski dr Alfred Biłyk; na rozkaz premiera Sławoj - Składkowskiego musiał opuścić Polskę, nie mógł znieść hańby opuszczając swoje stanowisko i ludzi, za których czuł się odpowiedzialny i w dwa dni później popełnił samobójstwo. Tak wtedy Polacy pojmowali honor.

Tymczasem nieświadome jakże bliskiej i tragicznej przyszłości, spędzałyśmy czas wesoło i beztrosko, nie martwiąc się niczym, zwiedzałyśmy jakże piękną i malowniczą Huculszczyznę, gdzie "szum Prutu, Czeremoszu do tańca porywa", zdobywałyśmy szczyty i sprawności harcerskie, grałyśmy w siatkówkę z harcerzami z Grudziądza, którzy nas często odwiedzali. Zapraszane byłyśmy do nich na ogniska; stanowili dużo liczniejszą grupę niż my; śpiewaliśmy na przemian - my nasze lwowskie piosenki, oni swoje m.in. hymn swego miasta, którego refren brzmiał" ... Czerwony orzeł na proporcu lśni, bo chrzest obfity wziął z rycerskiej krwi". Kto z nas wówczas przypuszczał, że cały nasz naród w niedługim czasie będzie brał chrzest nie z rycerskiej, ale żołnierskiej i cywilnej ludności krwi?

Na razie wspólnie śpiewaliśmy pieśni, trzaskały drwa w ognisku, sypały się w nocne niebo skry; na zakończenie pieśń modlitwa: "Idzie noc, słońce już zeszło z gór, zeszło z pól, zeszło z mórz, w cichym śnie spocznij już, Bóg jest tuż..." Wzruszenie nas ogarniało, harcerze - dżentelmeni odprowadzali nas na nasze obozowisko, wzajemne "czuwaj" na pożegnanie.

Potem u siebie raport, wyznaczenie dwugodzinnych wart na straży obozu; najgorsze były godziny tuż nad ranem o wschodzie słońca, było zimno i bardzo się chciało spać, trudno -"służba - nie drużba".

W czasie roku szkolnego uczennice naszego XIV Gimnazjum i Liceum Ogólnokształcącego im. A. Asnyka wyjeżdżały w jesieni i na wiosnę na tzw. osiedle do Starego Sambora, gdzie we własnym domu, tuż nad Dniestrem, latem organizowane były kolonie. Pobyt w osiedlu trwał dwa tygodnie, jechały z nami 2 profesorki - opiekun klasy nauczycielka polskiego p. Krzakowska oraz inne zależnie od okoliczności. Nauką nas nie bardzo męczono, apetyty w tej podgórskiej miejscowości dopisywały. Prócz nauczycieli jechały z nami przedstawicielki Koła Rodzicielskiego - dwukrotnie na naszym osiedlu była moja mama ciesząca się pełnym zaufaniem; byłam już trzecią z kolei latoroślą uczęszczającą do tej szacownej szkoły.

Stary Sambor - mała mieścina, jak to na wschodzie, o mieszanej ludności polsko-ukraińsko-żydowskiej nie nadawała się do zwiedzania, tylko sklepy, gdzie dziewczyny wyzwolone spod kurateli rodziców, namiętnie wykupywały przede wszystkim gumy do żucia i inne niezbyt wytworne drobiazgi. Jedna z nas tylko nie mogła korzystać z pełnej wolności, bo była córką i to jedyną, naszej pani profesorki - Kryśka Krzakowska, trudno - matka na miejscu.

Dom, w którym mieszkałyśmy, usytuowany był w dużym ogrodzie na niewielkim stoku; otwierało się furtkę i już było się nad brzegiem malowniczego i bardzo bystrego Dniestru. Dla bezpieczeństwa furtka była starannie zamykana i klucz był wydawany tylko, gdy towarzyszył nam ktoś ze starszych tzn. opiekunów lub służby. Musiał być ktoś odpowiedzialny za rozbrykaną młodzież.

Byłyśmy rozbrykane nawet we Lwowie w czasie przerw między lekcjami. Nasze gimnazjum mieściło się w gmachu wzniesionym, a nie ukończonym z braku funduszów (brak jednego skrzydła) przez zasłużone dla oświaty siostry, panie Strzałkowskie. Budynek stał na rozległym terenie przy ulicy Zielonej. Nawet na przerwach, gdy pogoda sprzyjała wybiegałyśmy na boisko, gdzie namiętnie grywałyśmy w dwa ognie lub siatkówkę. Dzwonek - a my pędem po schodach na II piętro, zdyszane rzucałyśmy się w ławki, często czekało już na nas w klasie tzw. ciało pedagogiczne. Szczególnie opiekunka naszej klasy profesorka polskiego p. Krzakowska, której córka również wpadała zdyszana do klasy, oczy tylko wznosiła do nieba, jakby chciała prosić Opatrzność o pomoc w utemperowaniu naszych i swojej latorośli, temperamentów. Niebo nie pomagało...

Klasa II Gimnazjum i Liceum A.Asnyka - czerwiec 1939 rok

Lwów - Park Stryjski
Klasa II Gimnazjum i Liceum A.Asnyka - czerwiec 1939 rok

Muszę nadmienić, że szkoły wówczas kładły nacisk na wychowanie fizyczne, w zimie - kryty basen, łyżwy; nasze dziewczyny były wysportowane. Miałam w klasie 2 koleżanki - Kwiatkowskie: Basia i Krysia. Basia blondynka, buzia w loczkach niczym aniołek, ale coś w rodzaju hajduczka czyli późniejsza pani Wołodyjowska od Henryka Sienkiewicza. Silna, skoczna, wysportowana, ach! Jak ona grała w siatkówkę; jej ścięcia były nie do odebrania nawet dla chłopaków. Druga - Krysia, niczym Krysia Drohojowska, delikatna szatynka, romantyczna, przeciwieństwo Basi, w której zakochał się bez wzajemności p. Wołodyjowski. Typy zupełnie jak w powieści.

Trzecią Kwiatkowską w moim gimnazjum była pani od gimnastyki i wychowania fizycznego, wszystkie trzy były wobec siebie zupełnie obce; już jakiś urodzaj był na to nazwisko.

Będąc, z okazji pielgrzymki do Ojca Świętego Jana Pawła II, na polskim cmentarzu na Monte Casino, napotkałam kilka grobów młodych chłopców o nazwisku Kwiatkowski; Basia miała kilku braci, może któryś z tych grobów kryje ciało jej brata; ci żołnierze przecież pochodzili ze wschodnich terenów Polski wywożonych w głąb Zw. Radzieckiego. Ze łzą w oku patrzyłam na "ten rząd białych krzyży, gdzie Polak z honorem brał ślub" - jak w słowach pieśni, też lwowiaka, o bohaterach spod Monte Cassino. Ginęli jak zwykle Polacy, nie tylko za naszą wolność.

Wojna rozwiała nas na wszystkie świata strony, więc dalsze losy koleżanek, nauczycieli nie są mi znane; kto przeżył i gdzie się znajduje. Wyjątek stanowi Irena Dziedzic, która występowała w telewizji w programie "Tele-echo". Ludzie się zmieniają, dorośleją, więc oglądając ten program nie kojarzyłam jej nigdy z moją przedwojenną koleżanką. Dopiero z książki Jerzego Janickiego - pisarza, autora scenariuszy filmowych, radiowo-telewizyjnych (też ze Lwowa), dowiedziałam się, że moja koleżanka Irka Dziedzicówna z gimnazjum Asnyka, a Irena Dziedzic z "Tele-echa", to jedna i ta sama osoba, tyle, że nieco starsza.

Ażeby było dowcipniej, to zdarzyła się w mojej rodzinie również Irena Dziedzic, żona mojego siostrzeńca - tyle, że nie ze Lwowa, a z Warszawy.

Kończąc ten świąteczny przekładaniec życzę smacznego - i Wesołych Świąt !

R.J.

Jak dbamy o nasze najbliższe otoczenie ?

Jeszcze parę lat temu nasz codzienny pejzaż był szary, ponury, brudny. Brzydkie, odrapane ściany naszych domów, dziwnie nikogo nie raziły. W obejściach - składowiska złomu były obrazkiem nader częstym. To prawda, że trudno było o materiały - jeśli były to w bardzo skromnym wyborze, ale przecież wiele można było zrobić własnym wysiłkiem i staraniem.

I wreszcie coś drgnęło. Zaczynamy zauważać, że można żyć inaczej. W otoczeniu schludnym, czystym, zadbanym lepiej się czujemy, z przyjemnością odpoczywamy po męczącej pracy.

Nasze miasta, osiedla i małe miejscowości z dnia na dzień pięknieją. Pojawia się coraz więcej kwiatów, zadbanych ogrodów i ciekawie zagospodarowanych placów. Jest czyściej - szkoda tylko, że w większości dotyczy to posesji prywatnych. Można tylko mieć nadzieję, że owa dbałość o to co prywatne przeniesie się również na to co wspólne. Często na zdjęciach oglądamy tonące w kwiatach i zieleni przystanki autobusowe w krajach takich jak Belgia, Holandia, Francja czy Niemcy. Już także u nas w niektórych miastach można zobaczyć piękne kompozycje kwiatowe na głównych placach i skwerach.

W naszym najbliższym otoczeniu takim zadbanym miasteczkiem, pełnym zieleni i kwiatów są choćby niewielkie Ropczyce.

Dbałość o najbliższe otoczenie może być także pasją, szczególnie ...gdy wiosenne promienie słońca zaglądają w każdy kącik, a z ziemi wychylają się nieśmiało pierwsze kwiaty - zwiastuny wiosny. Choć skromne, to jednak o tej porze niezwykłe i podrywają nas do działania. A więc zobaczmy ? Może w naszym otoczeniu udałoby się coś zmienić ?

Starsi mieszkańcy osiedla z rozrzewnieniem wspominają ogrodnika Pana Gościńskiego, który tak bardzo dbał kiedyś o zieleń na osiedlu w takich miejscach jak park koło hoteli, otoczenie szkoły, sklepów czy bloków. Dzisiaj dobrze byłoby odpocząć w parku - gdyby był zadbany. Może to więc przede wszystkim pasja i potrzeba piękna wokół siebie jest sprawą najważniejszą.

Przyjemnie jest popatrzeć na otoczenie niektórych bloków, na ukwiecone balkony, starannie utrzymane trawniki, pięknie zagospodarowane i zadbane ogródki działkowe i przydomowe. To prawda, że wymaga to dużego wysiłku - ale to zdrowy wysiłek. Potrzeba na to także pieniędzy -ale nie zawsze. Jakże często, szczególnie na działkach, w sąsiedztwie, dzielimy się posiadanymi sadzonkami, nasionami czy krzewami - w ten sposób też można ubogacić otoczenie wokół nas, a przy okazji sprawdzić swoje umiejętności, może odkryć talenty.

Powodzenia! - życzy wszystkim - Pierwiosnek.

Pustków w zgodzie z ekologią.

Zakłady Tworzyw Sztucznych "Erg" w Pustkowie S.A. już nie figurują na tzw. "liście 80" , czyli wykazie firm, które mają największy niekorzystny wpływ na środowisko. 6 lutego br Prezes ZTS odebrał z rąk Głównego Inspektora Ochrony Środowiska Postanowienie o skreśleniu naszych zakładów z rejestru firm trucicieli. Listy gratulacyjne z tej okazji skierowali do Zakładów, Minister Ochrony Środowiska oraz Prezes NFI "Jupiter", funduszu, który posiada kontrolny pakiet akcji naszej Spółki.

Gdy na przełomie lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku przyjmowano w ZTS program dostosowania działalności do wymogów prawnych w zakresie ochrony środowiska tych problemów nie brakowało. Właściwie każdy ze składników oddziaływania był "nadmierny" - nadmierny pobór wód powierzchniowych, zbyt duża ilość ścieków i ładunki zanieczyszczeń odprowadzanych do rzek, nadmierna emisja pyłów i gazów (zwłaszcza z energetyki zakładowej), duże ilości odpadów, na dodatek niewłaściwie składowanych itp.

W latach 1991 - 1995 ogromnym nakładem kosztów zmieniono system chłodzenia z bezpośredniego na przeponowy, zbudowano zamknięty obieg wód chłodzących likwidując zupełnie odpływ do rzeki Tuszymki.

Równocześnie podjęto działania prowadzące do przyspieszenia i polepszenia poziomu oczyszczania ścieków przemysłowych. W 1992 r. została wybudowana szybowa oczyszczalnia ścieków i napowietrzany zbiornik uśredniający, w którym następnie zaszczepiono osad biologicznie czynny. Wreszcie, w 2001 r. oddano do użytku instalację do termicznego unieszkodliwiania ścieków i gazów odpadowych.

W zakresie emisji zanieczyszczeń do powietrza atmosferycznego sytuacja Zakładów nie była wiele lepsza. Kolejne decyzje o dopuszczalnej emisji mobilizowały do jej obniżania, a dotrzymanie zawartych w nich norm było niezwykle trudne. W programie doprowadzenia emisji do zgodności z wymogami prawa uwzględniono zarówno budowę urządzeń oczyszczających, jak i zmiany technologiczne lub całkowite zaniechanie niektórych produkcji.

Zasadniczo nową jakość w zakresie emisji uzyskano po wybudowaniu w latach 1999 - 2000 nowego wydziału żywic, do którego przeniesiono produkcję z przestarzałych obiektów.

Spółka "Energoeko", wchodząca w skład grupy kapitałowej ZTS, która przejęła między innymi działalność energetyczną, wybudowała kocioł energetyczny opalany gazem, można stwierdzić, że zwłaszcza emisja pyłu i dwutlenku siarki spadła niemal do zera. Efekty uzyskane w tej dziedzinie można prześledzić na wykresie.

Zagospodarowanie odpadów, to kolejna dziedzina, która wymagała konkretnych rozwiązań. Po rozmaitych perypetiach z budową spalarni odpadów, ostatecznie wybudowano nowe składowisko wykonane według najlepszej dostępnej technologii.

Nowa jakość w zakresie postępowania z odpadami - to instalacja do termicznego unieszkodliwiania ścieków i gazów odpadowych. Jej uruchomienie pozwoliło na zlikwidowanie dwóch oczyszczalni chemicznych, w których powstawało około 1000 ton toksycznych odpadów rocznie.

Łącznie w latach 1989 - 2001 na inwestycje w ochronie środowiska wydano 14 911 000 PLN.

Na koniec warto odnotować fakt, że Zakłady od kilku lat wpływają również na zmniejszenie zanieczyszczenia odpadami w skali kraju stosując odpad opakowań PET w produkcji żywic poliestrowych.. Rocznie Spółka przeznacza do produkcji ponad 1000 ton tego uciążliwego odpadu. W celu sprawnego pozyskiwania i przygotowania do produkcji odpadowych opakowań powołano w grupie kapitałowej nowy podmiot gospodarczy - Spółkę "Ergpet".

Uznając potrzebę uczestniczenia w programach służących zarządzaniu środowiskiem, w 2000 r. Zakłady przystąpiły do Programu "Odpowiedzialność i Troska" (Responsible Care). W ubiegłym roku uzyskały certyfikat realizatora tego Programu. Można więc stwierdzić, że ZTS "Erg" w Pustkowie na przestrzeni kilkunastu lat, przekształciły się z "truciciela" w firmę przyjazną środowisku.

S. Węgrzyn

DZIESIĘCIOLECIE REORGANIZACJI KOŚCIOŁA W POLSCE

25 marca 1992 roku Jan Paweł bullą "Totus Tuus Poloniae Populus" ustanowił nowy podział administracyjny Kościoła rzymskokatolickiego w Polsce. Akt ten ostatecznie zamknął proces dostosowywania organizacji Kościoła do nowych granic i warunków, w jakich znalazły się ziemie polskie po 1945 roku.

Należy pamiętać, że nowe terytorium, jakie po II wojnie światowej uzyskała Rzeczpospolita nie pokrywało się ze strukturą kościelną. Przesunięcie Polski na wschód z jednej strony oderwało ogromną część terytorium Kościoła polskiego, z drugiej strony w naszych granicach znalazły się całe diecezje związane dotąd z Kościołem niemieckim. Stworzyło to ogromny problem podziału administracyjnego Kościoła w nowym państwie.

Kościół Katolicki na Kresach Wschodnich już od 1944 roku był programowo niszczony przez wkraczające władze radzieckie, świątynie zamieniano w magazyny i muzea ateizmu, zaś księża i biskupi byli więzieni i mordowani. Jedynie nielicznym zezwalano na opuszczenie swoich placówek i przenoszenie się do Polski. W ten sposób arcybiskup lwowski Eugeniusz Baziak został zmuszony do przeniesienia, do Lubaczowa, zaś arcybiskup wileński Romuald Jałbrzykowski rezydował w Białymstoku. Natomiast w więzieniu kijowskim zakończył swe życie 80-letni arcybiskup łucki Adolf Szelążek.

Równie trudna sytuacja powstała na tzw. Ziemiach Odzyskanych, w skład których weszło 5 diecezji zarządzanych dotąd przez hierarchów niemieckich, którzy wprawdzie opuścili swe placówki, ale nadal zachowywali prawo kierowania diecezjami z terenu Niemiec. Wobec ogromnych zagrożeń, jakie niosła taka sytuacja, Papież Pius XII w dniu 8 lipca 1945 roku wyposażył wracającego z niewoli do kraju Prymasa Polski kard. Augusta Hlonda w szerokie pełnomocnictwa do zorganizowania Kościoła na Ziemiach Odzyskanych. Ogromną trudność stanowiła wielowiekowa tradycja, zgodnie z którą papież nie ma prawa mianować nowego biskupa za życia poprzedniego, niezależnie od tego, czy faktycznie sprawuje on swój urząd.

W tej sytuacji dnia 15 VIII 1945 roku Prymas Hlond wydał dekret, na mocy którego we Wrocławiu, Opolu, Gorzowie Wielkopolskim, Gdańsku, Olsztynie i Kamieniu koło Szczecina powołano do życia Administracje Apostolskie. Nowo mianowani Administratorzy tych diecezji mieli odtąd organizować życie kościelne na oddanych im terenach, zaś żyjący wciąż w Niemczech biskupi otrzymali dożywotnio status biskupów tytularnych.

Jednocześnie dla dostosowania organizacji Kościoła dla potrzeb nowego państwa Prymas Hlond wydzielił z dotychczasowej diecezji poznańsko - gnieźnieńskiej archidiecezję poznańską, zaś diecezję gnieźnieńską połączył z warszawską i jako archidiecezję przejął pod swoje zwierzchnictwo.

Decyzje Prymasa Hlonda były przejawem dalekowzrocznego rozumienia zmian, jakie przyniosła rzeczywistość powojenna. Mianowanie administratorów umożliwiało bezkonfliktowe przejęcie struktur kościelnych na Ziemiach Odzyskanych, zaś cała organizacja Kościoła Katolickiego nabrała spójnego charakteru, zapewniającego długotrwałe przetrwanie. W efekcie w Polsce powojennej istniały 4 archidiecezje (warszawsko - gnieźnieńska, krakowska, poznańska i wrocławska) oraz 12 diecezji i 6 administracji apostolskich.

Niestety, komunistyczne władze polskie po ugruntowaniu swojej władzy politycznej zaczęły od końca lat 40-tych wykorzystywać istniejące administracje apostolskie jako pretekst do walki z Kościołem - jedynym nie kontrolowanym przez państwo podmiotem. W oficjalnej propagandzie wskazywano, że nie mianowanie nowych biskupów na Ziemiach Odzyskanych stanowi przejaw wrogości Kościoła wobec jedności państwa i narodu, a w konsekwencji otwiera drogę do rewizji granic. W rzeczywistości chodziło o podważenie ogromnego autorytetu, jakim cieszył się Kościół Katolicki w społeczeństwie polskim.

Działania te zostały nasilone po śmierci kard. Hlonda i objęciu funkcji Prymasa przez Stefana Wyszyńskiego. W styczniu 1951 roku rząd polski ogłosił "likwidację stanu tymczasowości na Ziemiach Odzyskanych" przez odsunięcie administratorów apostolskich od kierownictwa diecezjami. Chcąc uniknąć podziału Kościoła w Polsce Prymas Wyszyński 8 lutego 1951 roku wybrał nowych administratorów, a Papież Pius XII nominował ich do rangi biskupów tytularnych. Mimo, że działania te stanowiły wypełnienie warunków stawianych przez władze, Bolesław Bierut w rozmowie z Prymasem odmówił nowym biskupom prawa do objęcia stolic biskupich. W oficjalnej propagandzie zaczęto zaś wskazywać, że przedłużający się stan tymczasowości struktur Kościoła na Ziemiach Odzyskanych stanowi dowód świadomej antypolskiej polityki Kościoła i Prymasa.

Represje wobec diecezji na zachodzie Polski stanowiły jedynie wstęp do dalszej walki z Kościołem, której kulminacja nastąpiła w 1953 roku. Wtedy to wprowadzono kontrolę państwa nad Kościołem, a we wrześniu uwięziono Prymasa Wyszyńskiego. Lata 1953 - 1956 były najtrudniejszym okresem w życiu Kościoła Katolickiego w Polsce: uwięziono Prymasa, pięciu biskupów i wielu księży, zlikwidowano szereg instytucji kościelnych, zaś administracja na ziemiach zachodniej Polski pozostawała poza bezpośrednią władzą Episkopatu.

Dopiero odwilż zapoczątkowana w październiku 1956 dała możliwość ostatecznego uregulowania sprawy organizacji Kościoła Katolickiego. Na mocy porozumienia władz z Episkopatem, podpisanego 8 grudnia 1956 roku biskupi tytularni mogli objąć swoje urzędy. Zakończył się tym samym - w 11 lat po wojnie - proces organizowania Kościoła polskiego. Chociaż nie zaspokoił on wszystkich potrzeb - diecezje były bowiem bardzo duże a tym samym trudne do zarządzania - wiadomo było jednak, że wywalczona z takim trudem stabilizacja nie prędko będzie mogła być zmieniona.

Kościół Katolicki po okresie stalinowskim wymagał wewnętrznej odnowy i przebudowy. Stąd też minęło wiele lat, zanim zaczęto myśleć o reformie struktury organizacyjnej. Nie bez znaczenia pozostawał fakt, że przez cały okres PRL stosunki państwo - Kościół podlegały wielu napięciom, co nie sprzyjało dialogowi na temat organizacji Kościoła, zaś Watykan - wobec braku oficjalnych kontaktów z Polską - miał ograniczone możliwości działania.

Sytuacja zmieniła się radykalnie, gdy na Stolicy Piotrowej zasiadł polski kardynał. Karol Wojtyła. Jako wieloletni arcybiskup krakowski znał on doskonale realia polskiego życia kościelnego Ogromny wzrost liczby ludności w latach powojennych - decydujący o znacznym rozroście sieci parafialnej i dekanalnej w Polsce - skutkował trudnościami ordynariuszy w zarządzaniu Kościołem. Do tego wzrastająca stale aktywność wiernych - wyrażająca się w udziale świeckich w działalności duszpasterskiej, charytatywnej, ruchach oazowych, pielgrzymkach, Klubach Inteligencji Katolickiej - nakładała nowe obowiązki na hierarchów Kościoła. Wszystko to sprawiało, że struktura wypracowana w latach 1945 - 1956 nie wystarczała. Papież Jan Paweł II znał doskonale te problemy, wobec czego lata 80-te stanowiły przygotowanie do wielkiej reformy organizacyjnej Kościoła Polskiego.

Zmiany polityczne, zachodzące w Polsce po 1989 roku przyspieszyły znacznie ten proces. Pierwszym krokiem było ustanowienie w Polsce Nuncjatury Apostolskiej, aby w ten sposób zostały zachowane standardy przyjęte w Kościele Powszechnym. Nowym nuncjuszem został Arcybiskup Józef Kowalczyk. Jednocześnie pierwszym znakiem nadchodzących zmian było ustanowienie przez Papieża w czerwcu 1991 roku podczas Pielgrzymki do Ojczyzny - diecezji w Drohiczynie, z ziem przedwojennej diecezji pińskiej.

Właściwe zmiany nastąpiły rok później. Dokładnie w południe 25 marca 1992 roku ogłoszono bullę papieską, od rozpoczynających ją słów nazywaną "TOTUS TUUS POLONIAE POPULUS".

Dokument ten podnosił do godności archidiecezji dotychczasowe diecezje: białostocką, częstochowską, gdańską, katowicką, lubelską, łódzką, przemyską obrządku łacińskiego, szczecińsko - kamieńską i warmińską. Archidiecezja łódzka podlegała odtąd bezpośrednio Stolicy Apostolskiej, zaś pozostałe wchodziły w skład Episkopatu Polski.

Ponadto reorganizowano strukturę istniejących diecezji, powołując 13 nowych: bielsko - żywiecką, elbląską, ełcką, gliwicką, kaliską, legnicką, radomską, rzeszowską, sosnowiecką, toruńską, warszawsko - praską i zamojsko - lubaczowską.

Warto zwrócić uwagę, że nowe diecezje powstały głównie na zachodzie i północy Polski, na terenach uzyskanych po drugiej wojnie światowej. Ponadto zreorganizowano częściowo Kościół Polski na wschodzie, przystosowując go do nowych wyzwań, jakimi były zadania duszpasterskie w krajach powstałych po rozpadzie ZSRR.

Obecnie w Polsce funkcjonuje 14 metropolii i 26 diecezji Kościoła rzymsko - katolickiego. W ten sposób Papież - Polak dokończył dzieła swoich wspaniałych poprzedników - Prymasów: Augusta Hlonda i Stefana Wyszyńskiego, zamykając ostatecznie proces tworzenia nowoczesnej, dostosowanej do terytorium państwa struktury kościelnej w Polsce.

Zmiany wprowadzone bullą TOTUS TUUS POLONIAE POPULUS dotyczyły także diecezji tarnowskiej. Po ostatniej reorganizacji, dokonanej w 1925 roku przez Papieża Piusa XI, obszar diecezji pozostawał niezmienny i wynosił 9.500 km2.

W 1992 roku do nowo tworzącej się diecezji rzeszowskiej odłączono z diecezji tarnowskiej 49 parafii z dekanatów: Biecz, Gorlice-Południe, Gorlice-Północ, Kolbuszowa i Ropczyce, zaś do diecezji sandomierskiej dekanat Baranów Sandomierski.

Wraz ze zmianami terytorialnymi 130 kapłanów przeszło do pracy w diecezjach rzeszowskiej i sandomierskiej, zaś klerycy Seminarium Duchownego w Tarnowie, pochodzący z terenów odłączonych od diecezji tarnowskiej, po zakończeniu studiów i wyświeceniu sukcesywnie przechodzili do pracy w nowych diecezjach.

Wtedy też utworzono dekanat Pustków Osiedle - nasz dekanat obchodzi więc także w tym roku swoje dziesięciolecie.

"paweł k."

Powrót do strony głównej