Parfia Rzymskokatolicka w Pustkowie Osiedlu
OKRES ZWYKŁY Poniedziałek, 16 Lipiec 2018 - 197 dzień w roku - godz.16:22:32 Tydzień: 29
1994 1995 1996 1997 1998 1999 2000 2001 2002 2003 2009 2010 2011 2012 2013 2014 2016 2017 2018  
NASZ KOŚCIÓŁ - ROK 1998  Miesiąc:  1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12  
Maj 1998
Nasz Kościół nr 125 - z dnia 10.05.1998

Powołanie

Jest darem i tajemnicą. Tak określił to nasz umiłowany Ojciec św. Jan Paweł II. Każde powołanie jest darem, zarówno dla powołanego jak i dla wszystkich, którzy z tego powołania korzystają. Jest też wielką tajemnicą, którą trudno zgłębić do końca, gdy nie wiemy co kryje się w sercach powołanych. Często zastanawiamy się na czym polega powołanie. Przecież to nie tylko ten pierwszy moment, gdy dojrzewa decyzja o wstąpieniu do seminarium, czy zakonu, ale każdy dzień trwania w życiu kapłańskim, zakonnym. Gdy myślę o tym przed oczyma staje mi postać kapłana pochylającego się nad umierającym, nad chorym przykutym do łóżka, nad człowiekiem zrozpaczonym, pozbawionym nadziei. Ile takich chwil było w życiu każdego z nas. Ile razy jeszcze ten czy inny kapłan na nowo połączy nas z Bogiem. Na co dzień często nie dostrzegamy tego daru, ale są chwile, że każde słowo, każdy gest, każda troska stają przed oczyma duszy i wtedy jesteśmy Bogu wdzięczni, że nie pozostawił nas samych.

Nasze słowa nie są w stanie wyrazić wdzięczności jaką czujemy dla wszystkich kapłanów, których spotkaliśmy w swoim życiu. Dla tych, którzy zyją i dla tych, którzy odeszli już do Pana. Najlepiej uczynimy to modlitwą. Dzisiaj ofiarować ją będziemy szczególnie za naszego księdza Proboszcza, za 40 lat Jego pracy kapłańskiej dla Boga, dla bliżnich i dla nas."

" Bogu niech będą dzięki " za wszystko dobro, które od niego otrzymaliśmy. Św. Stanisławie Biskupie, Matko Boża Fatimska - prosimy o potrzebne łaski dla niego, o zdrowie i siły na dalsze lata kapłańskiego powołania. " Szczęść Boże "

"Wygnaniec" z Metropolii Lwowskiej

Pozostaliśmy w poprzedniej gazetce na ulicy Sakramentek, gdzie oprócz zespołu kościoła i klasztoru w pięknym ogrodzie SS Sakramentek, znajdował się gmach państwowego żeńskiego seminarium nauczycielskiego, do którego uczęszczała moja najstarsza siostra. Nie wspominałabym o tym, bo to nie jest tak ważne, jak ważnym było to, że katechetą tegoż seminarium, a tym samym siostry jako uczennicy tegoż, był ksiądz dr Eugeniusz Baziak, późniejszy arcybiskup metropolita lwowski, a po wygnaniu ze swojej lwowskiej metropolii, administrator Apostolskiej Archidiecezji krakowskiej.

Ojciec św. Jan Paweł II po wyborze na stolicę św. Piotra w Rzymie, w orędziu skierowanym w dn. 24.10.1978 r " Do umiłowanej Archidiecezji Krakowskiej", mówiąc o swoich poprzednikach na stolicy, nazwał ks. arcybiskupa Eugeniusza Baziaka " Wielkim wygnańcem".

Ksiądz Baziak urodził się w Tarnopolu w 1890r. Pierwsze kroki, jako kapłan, stawiał w Żółkwi, pięknym średniowiecznym mieście oddalonym od Lwowa ok. 30 km, jako wikariusz parafii ufundowanej przez Stanisława Żółkiewskiego kanclerza i hetmana wielkiego koronnego w 1620r. W pobliżu fary, Teofila, matka Jana III Sobieskiego zbudowała dominikanom kościół i klasztor. a król Jan II Sobieski, jako dziedzic Żółkwi przy miejskiej cerkwi osadził bazylianów i utworzył im parafię w 1682r. W mieście znajdował się wspaniały niegdyś zamek Żółkiewskich, będący następnie ulubioną siedzibą króla Jana III.

Pobyt i pracę w Żółkwi ks. Baziak wspominał mile i nawzajem cieszył się sympatią parafian i uznaniem w gronie nauczycielskim w szkołach powszechnych i tut. gimnazjum.

W 1917 r. powołany został do służby wojskowej jako kapelan. Odwiedzając chorych żołnierzy zaraził się tyfusem plamistym i chorował ciężko i długo. Po zakończeniu I wojny światowej w 1918 r. Ks. Baziak powołany został na odpowiedzialne stanowisko administratora rozległej parafii tarnopolskiej, gdzie wojna jeszcze trwała, miasto i parafia zniszczone, ludność wynędzniała i maltretowana działaniami wojennymi, miała oparcie moralne jedynie w kościele. W listopadzie 1918 r. ks. Baziak pracuje wśród uwięzionych i internowanych Polaków, opiekuje się chorymi: w tym czasie powtórnie przechodzi tyfus plamisty. W międzyczasie udziela nauki religii w szkołach.

W 1919 r. Ks. Baziak przeniesiony zostaje do Lwowa jako prefekt studiów Seminarium Duchownego. Nie przyjmuje propozycji wyjazdu na dalsze studia do Fryburga w Szwajcarii, studiuje na Uniwersytecie Lwowskim, gdzie wówczas rektorem był poeta Jan Kasprowicz. W tym czasie będąc przełożonym alumnów Seminarium łączył równocześnie prace pedagogiczno-wychowawcze jako katecheta w seminariach nauczycielskich i gimnazjach żeńskich prywatnych i państwowych. W 1928 r., dzięki posłance na Sejm p. Marii Jaworskiej dyr. I państwowego seminarium nauczycielskiego żeńskiego im. Adama Asnyka, ks. dr. Baziak przez pewien czas pełnił obowiązki z-cy dyrektora i katechety.

Ks. dr Baziak był szanowany i lubiany przez swoje uczennice, o czym wspomina moja siostra. Zawsze żywo interesował się dawną szkołą, był zapraszany co roku na uroczystość I Komunii i przewodniczył w tej ważnej chwili w życiu ćwiczeniówki tj szkoły powszechnej przy Seminarium. Seminarium miało własną kaplicę, w której w każdą niedzielę i święta odprawiano msze św. dla uczennic i uroczystości I Komunii Św.

W roku 19831 ks. dr Baziak skierowany został na probostwo kolegiaty w Stanisławowie. O dalszych losach ks. Baziaka, a zwłaszcza b. dramatycznych w czasie II wojny światowej oraz ostatnich chwialch we Lwowie przed ostatecznym wygnaniem - w następnym numerze.

R.J.

Nasz Kościół nr 126 z dnia 24.05.1998

Lata 30-te ks.dr Baziaka w Archidiecezji Lwowskiej.

Ksiądz dr Baziak został skierowany na probostwo kolegiaty w Stanisławowie nad Bystrzycą, jednym z najpiękniejszych miast w południowo-wschodniej Polsce.

Stanisławów, założony w 1624r. przez Stanisława Potockiego, wojewodę krakowskiego i hetmana wielkiego koronnego, stanowił twierdzę obronną z basztami, okopami i wałami dla obrony kraju przeciw najazdom Turków i Tatarów; ozdobę miasta stanowiły piękne i zabytkowe kościoły.

Kościół p.w. Niepokalanego Poczęcia Najśw. Marii Panny, ustanowiony przez fundatora Andrzeja Potockiego w 1669r. kolegiatą, w końcu r. 1767 - jako kościół parafialny. Herb Potockich widniał na metalowych tarczach, osadzonych na bocznych ścianach na zewnątrz świątyni .

W niedalekiej odległości od kolegiaty znajdował się dawny kościół Jezuicki zamieniony pod koniec XIXw. na cerkiew katedralną biskupstwa grecko-katolickiego. W centrum miasta znajdował się piękny barokowy kościół ormiańsko-katolicki; w pobliżu dworca kolejowego wznosił się jezuicki kościół p.w. Stanisława Kostki, a na "Górce " górował ogromny kościół Chrystusa Króla. Były jeszcze inne kościoły jak "Ave Maria" oraz św. Józefa.

Stanisławów będący siedzibą biskupstwa grecko-katolickiego i stolicą województwa, był w archidiecezji lwowskiej placówką, niezmiernie ważną o szczególnym znaczeniu, w związku z czym ks. dr. Baziak jako wybitny kapłan został skierowany na tę placówkę. Nie pozostał jednak długo w Stanisławowie bo już w 1933r. został mianowany sufraganem abpa Bolesława Twardowskiego.

W ciągu lat przybywało coraz więcej obowiązków po zamianowaniu ks. Baziaka kanonikiem gremialnym Kapituły Metropolitalnej, a w 1939 - prałatem Kustoszem.

I tak nadszedł dzień 1 września 1939r., który był początkiem II wojny światowej i rozpoczęciem nowego etapu w życiu ks. Baziaka. W kilka dni po wybuchu wojny zaczęli napływać liczni uciekinierzy w tym klerycy, kapłani z zachodniej i centralnej Polski.

Lwów broniący się pod dowództwem gen. Langnera, mimo niemieckich propozycji poddania się postanowił walczyć do końca; był jedynym miastem polskim, który w kampanii wrześniowej nie skapitulował przed Niemcami.

Rankiem w niedzielę 17 września nadeszła wiadomość o przekroczeniu wschodniej granicy polskiej przez wojska radzieckie.

W atmosferze niepewności w dniu 19 września odbyły się święcenia diakonatu, a 20 września o godz. 4-tej nad ranem przy blasku świec (obowiązywało zaciemnienie) 16 diakonów przyjęło święcenia kapłańskie i koncelebrowało z ks. bpem Baziakiem pierwszą Mszę św. Jakże wymownie i z pełnym realizmem zabrzmiały słowa biskupa: "Synowie najmilsi! dokładnie rozważcie urząd, któryście przyjęli i ciężar, który włożono na wasze barki".

W dniu 21 września Niemcy rozpoczęli wycofywanie się spod Lwowa. Nastąpiło zawieszenie broni i rozpoczęły się pertraktacje z władzami sowieckimi stojącymi pod miastem od wschodu, a kapitulacją, którą władze polskie podpisały i dały rozkaz złożenia broni wojsku i policji. Wojsko sowieckie wkroczyło w spokoju, witane przez delegacje ludności żydowskiej i ukraińskiej kwiatami i całowaniem ich czołgów, Polacy przeżywali wstyd, gorycz i bezsilność klęski, gromadzili się w kościołach szukając tam pociechy i ratunku. Atmosfera życia religijnego stała się jedynym ratunkiem i ostoją, przyczyniła się równocześnie do ocalenia ducha narodu.

Napływ ludności, która schroniła się do Lwowa i na terenach wschodniej Polski przed Niemcami był ogromny; rodziny były rozbite, poszukujące się nawzajem, jedni oczekiwali na zezwolenie przekroczenia granicy na niemiecką stronę, inni czekali na okazję do przejścia granicy z Rumunią - bez środków do życia znajdowali tymczasowe schronienie w klasztorach, plebaniach, które częściowo żywiły głodnych i bezdomnych.

W takich, pełnych zagrożeń dniach, rozpoczęto nowy rok akademicki na Uniwersytecie Jana Kazimierza łącznie z jego wydziałem teologicznym oraz w Seminarium Duchownym.

Już w październiku 1939r. został zlikwidowany wydział Teologiczny, a w grudniu - Seminarium Duchowne. Klerycy rozproszyli się po klasztorach i domach prywatnych, by kontynuować studia w konspiracji i przygotować się do święceń, których w latach 1939 - 1945 udzielał w 13 grupach ks. bp Baziak.

Dalszy ciąg matyrologii społeczności polskiej w archidiecezji lwowskiej i wraz z nią ks. bpa Baziaka - w następnym numerze gazetki.

R.J.

Nasz Kościół nr 126 - dodatek młodzieżowy "Świtanie" z dnia 24.05.1998

SAMO ŻYCIE...

" Pewien ateista powiedział do księdza:

- Chciałbym widzieć was zawsze smutnych. Wtedy czuję się spokojniejszy i utwierdzam się jeszcze raz w przekonaniu, że Boga nie ma.

Kiedy widzę was radosnych zaczynam podejrzewać, że to nie wszystko bujdy, co wygadują w kościele... i że Bóg może naprawdę istnieje ?!..."

Pascal powiedział kiedyś, że " CZŁOWIEK NARODZIŁ SIĘ PO TO, BY SIĘ RADOWAĆ ". Gdybyś teraz zapytał współczesnego człowieka, czy chciałby być radosny, to z pewnością otrzymałbyś twierdzącą odpowiedź. Czemu więc - pomimo tego pragnienia, które kryje się w sercu - jesteś smutny i przygnębiony. Na świecie jest przecież tyle pięknych rzeczy, którymi mógłbyś się cieszyć...

Pamiętasz - Jezus powiedział kiedyś : " Chciałbym, abyście byli szczęśliwi. Niech moja radość będzie w Was i niech ona będzie pełna. Ojciec tak bardzo tego dla Was pragnie..." Skoro więc Dobry Bóg chce, byś był przepełniony radością, to czemu miałby być inaczej ?...

Popatrz. Radość - podobnie jak szczęście - ma swe źródło w naszym wnętrzu. Starożytny filozof rzymski - Epiklet - próbował uczyć swych współczesnych, że " wszystko zależy od sposobu patrzenia ". Jest taka popwieść o dwóch więźniech patrzących przez zakratowane okienko : jeden z nich widział tylko błoto, a drugi... gwiazdy... Umiejetność znajdowania radośći jest raczej kwestią wewnętrznego nastawienia niż zewnętrznych okoliczności... Radość jest bardziej wyborem niż przypadkiem...

Wiesz doskonale, że niektórzy ludzie potrafią bardziej cieszyś się życiem niż inni. Pewno zdajesz sobie również sprawę z tego, że ci, którzy cieszą się życiem, niekoniecznie są bardziej utalentowani lub szczęśliwsi od tych, którzy nie odczuwają radości życia. Wygląda to po prostu tak, że niektórzy są gdzieś w środku nastawieni na radość, podzcas gdy inni wydają się upierać przy traktowaniu życia jako żmudnej walki...

A Ty - którym z nich jesteś...

Pamiętaj, że Twoim powołaniem jest radość. ...

I pewnego dnia zostaniez rozliczony z wszystkich dozwolonych przyjemności, którymi nie potrafiłeś się cieszyć.

A zatem: ruszaj, Pielgrzymie ! Naciesz sie swoją podróżą !...

A.K.


Zesłanie DUCHA ŚWIĘTEGO

Tchnienie Boże, Esencja Miłości i Pokoju, Źródło życia - Duch święty.
On wskrzesza ogień wiary we wnętrzu człowieka, ożywia jego duszę, "zabliźnia" rany serca, oświeca, otwiera na Boga i Jego miłość.
To Duch święty i Jego ogień powoduje, że człowiek zdolny jest do faktycznej przemiany swojego serca, w którym czasem latami " balsamuje się " gniew, nienawiść, złość i pogarda. On uzdalnia nas do uruchomienia w sobie pokładów łagodności, dobroci, pokoju i życzliwości, a także sił potrzebnych do pracy nad sobą.
A robi to w bardzo prosty sposób; spływając do naszej duszy w postaci wewnętrznego pokoju i błogiego szczęścia. Na to jednak potrzeba Mu naszego " tak " i chęci współpracy z Nim. Bez tego nie jest On w stanie nic uczynić, podobnie jak my nie jesteśmy w stanie nic uczynić bez Niego.
Za przykład niech posłuży nam postawa Apostołów z kart Dziejów Apostolskich.
Po wniebowstąpieniu Pana Jezusa zamknęli się oni w Wieczerniku, bojąc się wyjść do ludzi ( byli bowiem mocno prześladowani przez Żydów ).
Byli przerażeni, przelęknięci, strwożeni, w ich sercach było pełno niepokoju, bali się prześladowań, cierpienia, utraty życia. Dopiero, gdy zstąpił na nich Duch Święty w postaci ognistych języków, strach minął a jego miejsce zajął wewnętrzny pokój i pewność, że Bóg jest wszystkim i nic po za tym, a zwłaszcza możliwość cierpień czy nawet utraty życia, nie jest takie istotne. Dopiero wtedy poczuli w sobie siłę i moc głoszenia Ewangelii wszystkim narodom. Lęk zniknął... I to jest właśnie Działanie Ducha Swiętego.

J.


SAKRAMENT ŚWIĘCEŃ

Już niedługo - bo w wigilię Zesłania Ducha Świętego, młodzi klerycy z seminarium duchownego przyjmą z rąk biskupa ordynariusza Sakrament Święceń Kapłańskich. Zostaną włączeni w misję niesienia i budowania wiary, jaką powierzył Pan Jezus Apostołom. Wielka to chwila i niepojęta. Spróbujmy choć troszkę poznać czym są Święcenia. Może najpierw o tym jak wyglą da sama celebracja tego sakramentu. Jak pisze KKK powinna ona odbywać się z udziałem wielu wiernych, najlepiej w katedrze, uroczyście w czasie liturgii Eucharystycznej. Istotnym obrzędem jest włożenie rąk przez biskupa na głowę wyświęcanego oraz modlitwa konsekracyjna - prośba o wylanie Ducha Świętego i udzielenie jego darów potrzebnych do sprawowania posługi kapłańskiej. Ta uroczysta konsekracja poprzedzona jest obrzędami wstępnymi : przedstawieniem i wyborem kandydata, przemówieniem biskupa, pytaniami stawianymi kandydatowi, litanią do Wszystkich Świętych; oraz dopełniana namaszczeniem Krzyżmem świętym - jako znak namaszczenia Duchem świętym dającym moc do wykonywania posługi; przekazaniem pateny i kielicha - "ofiary ludu świętego", którą kapłan będzie składał Bogu. A jakie są skutki sakramentu Święceń ? Sakrament ten wyciska niezatarte znamię duchowe - jest udzielany raz na zawsze. Upodabnia on prezbiterów dzięki łasce Ducha świętego do samego Chrystusa. Odtąd nowo wyświęcony kapłan działać będzie w zastępstwie samego Pana Jezusa - szczególnie w ofierze Mszy Świętej, uczcie eucharystycznej, w której uobecniać będzie jedyną najświętszą ofiarę - misterium męki Chrystusa. Kapłan otrzymuje również "świętą władzę" pochodzącą tylko i wyłącznie od samego Pana Jezusa. Jej mocą, dzięki darom Ducha świętego może wypełniać swą posługę - służbę w Chrystusie dla wszystkich wiernych i Kościoła. To zaledwie kilka zdań o tajemnicy, której z pewnością nie zdołają wyrazić żadne słowa. Dziękując Panu Bogu za ten dar, obejmijmy naszymi mocnymi modlitwami wszystkich tych, którzy wkrótce staną się uczestnikami tego wielkiego misterium. Niech Duch Święty zstąpi !

KKK i k.

Powrót do strony głównej