Not seeing a Scroll to Top Button? Go to our FAQ page for more info. NASZ KOŚCIÓŁ -
Parfia Rzymskokatolicka w Pustkowie Osiedlu
OKRES ZWYKŁY Poniedziałek, 19 Listopad 2018 - 323 dzień w roku - godz.08:16:50 Tydzień: 47
1994 1995 1996 1997 1998 1999 2000 2001 2002 2003 2009 2010 2011 2012 2013 2014 2016 2017 2018  
NASZ KOŚCIÓŁ - ROK 1999  Miesiąc:  1 2 3 4 6 7 11 12  
Luty 1999
Nasz Kościół nr 141 - z dnia 21.02.1999

O bernardyńskim zegarze, który się zawsze śpieszył

Podwale: zza obronnych murów wygląda wieża bernardyńskiego klasztoru, a na nim, jak w swoim wierszu poeta i powieściopisarz, Kornel Makuszyński, napisał:

"Jeden jest tylko w ślicznym mieście Lwowie
Zegar, co bije przed czasem,
Bo przed wszystkimi zawsze się opowie
Bernardyn dźwięcznym basem "...

O kościele OO. Bernardynów, który był kościołem parafialnym mojej rodziny, pisałam już w poprzednich gazetkach, ale muszę powrócić doń z uwagi na ten zegar właśnie, który rzeczywiście wydzwaniał godziny przed wszystkimi zegarami we Lwowie.

W czasie ostatniej mojej bytności we Lwowie parę miesięcy temu, przechodząc placem Bernardyńskim, zachwycaliśmy się, jak zwykle, przepiękną fasadą kościoła 00 Bernardynów p.w. św. Andrzeja, ale jak już kiedyś wspominałam, na kolumnie przed świątynią, nie klęczy już z rękoma wzniesionymi do nieba patron Lwowa, św. Jan z Dukli; "zginął" wraz z wieloma mieszkańcami miasta w czasie okupacji sowieckiej, niemieckiej, a wreszcie oderwania ziem wschodnich od Polski, kiedy wygnano prawie wszystkich Polaków ze Lwowa.

Do wnętrza .kościoła, obecnie obrządku greko-katolickiego, nie weszliśmy; był zamknięty, mogliśmy tylko zajrzeć przez oszklone drzwi, a przez nie niewiele dało się zobaczyć. Weszliśmy natomiast na dziedziniec klasztoru, gdzie nigdy dotąd nie byłam; na teren którego obecnie można nie tylko wejść, ale i przejść z placu Bernardyńskiego na ulicę Czarnieckiego (Podwale). Dawniej zespół klasztorny wraz z kościołem stanowił zamkniętą całość i dla zwykłych przechodniów o wchodzeniu na dziedziniec, a tym bardziej przechodzeniu nie było mowy.

Obecnie przewodniczka nasza poprowadziła nas na dziedziniec klasztorny, gdzie podziwialiśmy stary, poprowadzony przy murze na wysokości pierwszego piętra drewniany o pięknej konstrukcji zadaszony ganek łączący zabudowania klasztorne.

Byłam zachwycona i jakby przeniesiona w średniowiecze, po raz pierwszy oglądając ten zabytek niegdyś zakryty starymi murami obronnymi, jak również tyły kościoła i w całej okazałości wieżę klasztorną ze starym zegarem.

Przy tej okazji w rozmowie z przewodniczką napomknęłam o zegarze, który zawsze się śpieszył, dzięki czemu dowiedzieliśmy się jaka była tego przyczyna.

Otóż za murami obronnymi w niewielkiej odległości od klasztoru znajdowała się miejska rogatka, przy której pobierano cło od kupców wjeżdżających z towarami do miasta. Pod wieczór o oznaczonej godzinie rogatkę zamykano i spóźnialscy zmuszeni byli uiszczać opłatę za jej otwarcie by wydostać się z miasta.

W tych czasach ludzie nie mieli zegarków, trudno się było; zorientować kiedy należy opuścić miasto by uniknąć opłaty, więc Bernardyni wzięli się na sposób i swój klasztorny zegar nastawiali tak, ażeby swym wcześniejszym biciem sygnalizował, że czas zamknięcia rogatki się zbliża i należy się pośpieszyć z wyjściem przez bramy. W chwilę potem odzywały się pozostałe miejskie zegary.

Rogatki i cła przeminęły, ale Bernardyni pozostali wierni tradycji i zegar na ich wieży nadal "śpieszył się" wyprzedzając inne. Czy tak jest do dziś? - nie wiem; przecież Bernardynów już nie ma tak jak i nas - dawnych mieszkańców.

Po drugiej stronie ulicy Czarnieckiego na wprost zabudowań klasztornych w miejscu rogatki pozostał plac nazwany cłowym. Często tam bywaliśmy, bo mieszkała tam rodzina ze strony ojca, tym bardziej, że było to od nas niedaleko; łączyły nas serdeczne związki aż do czasów II wojny światowej. Po wojnie, po osiedleniu się krewnych w Krakowie, kontakty rodzinne nieco się rozluźniły, a wreszcie zupełnie ustały.

W taki to sposób, po tragicznym rozpędzeniu i rozproszeniu mieszkańców Lwowa, rozśpiewana i pełna humoru społeczność lwowska, którą cechowała serdeczność, gościnność i uprzejmość, a przede wszystkim miłość do swego Miasta - przestała istnieć.

Powrót do strony głównej