Not seeing a Scroll to Top Button? Go to our FAQ page for more info. NASZ KOŚCIÓŁ -
Parfia Rzymskokatolicka w Pustkowie Osiedlu
OKRES ZWYKŁY Poniedziałek, 19 Listopad 2018 - 323 dzień w roku - godz.08:56:15 Tydzień: 47
1994 1995 1996 1997 1998 1999 2000 2001 2002 2003 2009 2010 2011 2012 2013 2014 2016 2017 2018  
NASZ KOŚCIÓŁ - ROK 1998  Miesiąc:  1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12  
Listopad 1998
Nasz Kościół nr 136 - z dnia 8.11.1998

Spotkanie ze Lwowem - i nie tylko ...

Tymczasem Lwów nie powitał mnie zapachem bzów, jaśminów - jak poprzednim razem, kiedy wiosną. dwa lata temu odwiedzałam moje rodzinne miasto. Jesień pomalowała liście drzew, których we Lwowie mnóstwo, na każdym dosłownie kroku: na placach i placykach, wzdłuż ulic, w parkach i ogrodach. Kocham drzewa i dla mnie Lwów, to jeden ogromny park, a jeżeli wejdzie się na kopiec i z góry spojrzy na miasto, to dech zapiera ze wzruszenia, gdzie wśród morza zieleni, złota i rdzy wypiętrzają się kopuły i wieże kościołów, cerkwi, dachy budynków i budowli.
Zanim jednak w czasie odwiedzin mego miasta (może ostatnich - któż wie?) wspięłam się na kopiec, wspomnieć należałoby o sprawach ważnych dla wycieczkowiczów tj. o miejscu zakwaterowania. Kwatery nasze, choć w zasadzie wygodne, ogrzewane i o dziwo z wodą ciepłą i zimną o każdej porze dnia i nocy (2 lata temu w 10-piętrowym hotelu we Lwowie, woda ukazywała się w godzinach nocnych tj. od 22 do 6), to miały jeden mankament - mianowicie - daleko od miasta. Były to bowiem baraki zresztą dobrze przygotowane na przyjęcie gości, z doskonałą jak na głodującą Ukrainę - kuchnią, po przedsiębiorstwie "Energopol", które zakończyło roboty na tym terenie, a które walnie przysłużyło się do odbudowy Cmentarza Orląt.
Na skutek dużej odległości od miasta, po spożyciu obiado-kolacji, nie pozostawało nic innego do roboty; jak siedzenie na tym odludziu, po wcześnie zapadającym zmroku, w swoich pokojach.
Po przyjeździe i zakwaterowaniu, po dobrze spędzonej nocy i smacznym śniadaniu, wyruszyliśmy w podróż trasą na południe od Lwowa by dotrzeć do Stryja, gdzie wysiadała część naszej wycieczki ż pochodzenia Stryjan, zwanych przez nas "stryjkami".
Stryj - to miasto rodzinne znanego pisarza, a przeze mnie rozczytywanego w latach bardzo już dawnych; Kornela Makuszyńskiego. On to na całe moje życie zaskarbił sobie wdzięczną pamięć książkami dla dzieci i młodzieży; które bawią, uczą i wzruszają. Kto z nas mając "naście" i mniej lat nie czytał "Przygód Koziołka Matołka" z rysunkami M. Walentynowicza, "Awantury o Basię", "O dwóch takich co ukradli księżyc", "Bezgrzesznych lat", "Wyprawy pod psem" i szeregu innych, gdzie ludzie są dobrzy, a jeżeli źli , to na pewno nieszczęśliwi.
Rozstając się ze "stryjkami", zwiedziliśmy pobieżnie miasto, udając się w dalszą drogę, wstępując do miast leżących na trasie tj. Drohobycza, Sambora i Rudek. Rudki, niedaleko Lwowa, to rodzinna posiadłośćsławnego komediopisarza i żołnierza hrabiego Aleksandra Fredry.
W Rudkach "zaliczyliśmy" pałac rodziny Fredrów oraz kościół, który niestety pod nieobecność księdza proboszcza był zamknięty na przysłowiowe dziesięć spustów. Wyjeżdżający często na rozległą parafię ksiądz proboszcz, na straży kościoła i kluczy doń, postawił gospodynię. I tu natrafiliśmy na trudności z otwarciem kościoła. Ale od czego spryt lwowskich batiarów (byli z nami tacy), kiedy w niemałą chwilę pojawiła się z pękiem kluczy "strażniczka" mienia kościelnego. Przy obopólnej pomocy udało się dobrać odpowiednie klucze, ale zanim to nastąpiło, czuliśmy się trochę jak włamywacze. Dlatego też z ulgą odetchnęliśmy, kiedy wszystkie odrzwia stanęły otworem; mogliśmy wejść, zwiedzić wnętrze kościoła i zejść do podziemi, gdzie leżą doczesne szczątki hr. A. Fredry, autora "Zemsty o mur graniczny" oraz wielu innych komedii, wystawianych w teatrach do dziś i niezmiennie bawiących publiczność od dziesiątków lat.
Zwiedzając inne miejscowości jak Drohobycz i Sambor - spotykały nas niemiłe incydenty: wykrzyczano nam - jako grupie Polaków - pretensje za ich ubóstwo i głód, niesprawiedliwe granice, które winny sięgać po Jarosław i tym podobne żale.
Rzeczywiście, żebrzących jest tam wielu, ale' czy my mamy ponosić za to odpowiedzialność?

R.J.

Nasz Kościół nr 137 - z dnia 22.11.1998

Na 80-letnią rocznicę oswobodzenia Lwowa (22 listopad 1918r.)

	Matka płakała : Czyś Ty zwariował?
	Ojciec się gniewał : Czyś Ty się "wścik"?
	Zamknął Go w domu. Czapkę Mu schował,
	Kolega gwizdnął i - chłopiec znikł...
		Kto Go tak uczył ? - Kto Go tak skusił?
		Jaka muzyka? - Do jakich słów?
		Kto Go opętał? - Kto Go przymusił?
		Żeby On zginął - za co - za Lwów!!
	Kto Mu wyszeptał słowa nadziei,
	Że On na zawsze, na wszystkie dni
	Do Polskiej Mapy ten Lwów przyklei
	Gumą arabską - kropelką krwi !

Tak się złożyło, że data wydania gazetki zbiegła się z datą 80-letniej rocznicy oswobodzenia Lwowa - niestety na krótko tj. 22 listopada 1918r, dlatego też artykuł będzie o Cmentarzu Obrońców tego Miasta.
W ostatniej gazetce zamieszczone zostało zdjęcie części cmentarza Orląt, wykonanego w czasie mojej bytności we Lwowie tj. w październiku br. Jestem na cmentarzu zawsze ilekroć odwiedzam moje rodzinne miasto, nie tylko ze względu na miejsce spoczynku mojego kuzyna, ale z sentymentu i pamięci, kiedy w latach mego dzieciństwa wraz z całą lwowską młodzieżą opiekowałam się tymi grobami nie tylko z obowiązku, ale z wdzięczności serca za polski Lwów.
I w tym roku na próżno szukałam mogiły mego stryjecznego brata, gdyż porządkowaniem i odbudową cmentarza nie objęto jeszcze miejsca z XVIII kwaterą, w której grób 1809 kryje jego prochy. Nie znałam go; zginął w wojnie z bolszewikami w 1920 r. mając 25 lat, na kilka lat przed moim urodzeniem, ale portret brata w mundurze , w maciejówce (bardzo mi imponował) wykonane przez jego dowódcę, malarza i rysownika, zatytułowany "Wiluś z fajką" wisiał w naszym lwowskim mieszkaniu. Schowany w czasie wojny, na wypadek rewizji, w skrytce na strychu z uwagi na przeszłość brata ` - legionisty, obrońcy Lwowa, oficera wojsk polskich w wolnej ojczyźnie; został we Lwowie wraz z domem, mieszkaniem i całym dobytkiem po drugiej stronie granicy.
Po tym nieco osobistym wspomnieniu, czas powrócić do głównego tematu jakim jest Cmentarz Orląt. W chwili obecnej dobiegają końca roboty przy odbudowie katakumb, oraz odkrywaniu i przenoszeniu mogił znajdujących się pod ulicą i poza nią, którą poprowadzili na gruzach cmentarza sowieccy wandale w czasie jego całkowitego niszczenia.
Tu dodać należy, że zniszczeniu przez władze radzieckie uległy również kwatery ukraińskich strzelców siczowych, które znajdowały się obok cmentarza Orląt. Do czasów II wojny światowej walczący ze sobą w 1918 r. Polacy i Ukraińcy leżeli pogodzeni obok siebie w mogiłach jednakowo zadbanych.
Prace przy odbudowie są niezwykle żmudne i kosztowne, podziwiać należy małą grupę ludzi z uporem kontynuujących prace rozpoczęte przez pracowników "Energopolu" z inicjatywy nieżyjącego już, kierującego tym przedsiębiorstwem, inż. Bobrowskiego. Są oni bez przerwy obserwowani przez podejrzane typy kręcące się po cmentarzu, tak samo jak i nasza grupa odwiedzająca groby. Dodam również, że oprowadzająca nas po Lwowie przewodniczka, istna skarbnica wiadomości i bardzo zaangażowana patriotycznie nie mogła nas oprowadzać po cmentarzu; ma ona niejako zakaz wstępu na cmentarz Orląt z wycieczkami, pod groźbą utraty pracy przewodnika po Lwowie, co byłoby niepowetowaną stratą dla odwiedzających i zwiedzających miasto.
Na cmentarzu Orląt spoczywało 194 żołnierzy, nieznanych z nazwiska. W kwietniu 1925 roku drogą losowania rozstrzygnięto, z którego pobojowiska z czasów walk o niepodległość Polski, zostaną, wzięte prochy do symbolicznego Grobu Nieznanego Żołnierza, który miał być usytuowany (decyzją Marszałka Piłsudskiego) na Placu Saskim w Warszawie. Los padł na Lwów - miasto odznaczone przez Marszałka Orderem Virtuti Militari.
I tu kaprys historii. Właśnie w Warszawie przed Grobem Nieznanego Żołnierza - Obrońcy Lwowa- miasta Semper Fidelis (zawsze wiernego); miasta, które usiłowano wykreślić z pamięci i historii Polski, do dnia dzisiejszego stoi straż, płonie wieczny znicz, chylą się głowy, składane są w hołdzie wieńce.

      (...) Nieważne z kim walczyli
            Nieważne kto dowodził
            Lecz to koledzy nasi,
            Co pozostali młodzi!
            I zawsze mieć już będą
            Lat dziesięć i jedenaście.
                 Na płyty potrzaskane
                 Wiatr strąca liści garście.
                 Jest takie miasto, co zwie się : Lwów
                 Znów wolno o nim dziś pamiętać.
            Nocą we Lwowie srebrzysty nów
            Oświetla cmentarz, gdzie Orlęta.
            Tam lwowskie dzieci w mogiłach śpią -
            Gimnazjaliści i batiary.
                 Na niebie - gwiazdy, za zwiewną mgłą
                 I płyną chmury jak sztandary
                 Modlitwę ciszy zmów bez słów
                 Za cmentarz Orląt i za Lwów.
(z repertuaru harcerskiego zespołu Gawęda)

R.J.

Powrót do strony głównej