Not seeing a Scroll to Top Button? Go to our FAQ page for more info. NASZ KOŚCIÓŁ -
Parfia Rzymskokatolicka w Pustkowie Osiedlu
OKRES ZWYKŁY Wtorek, 13 Listopad 2018 - 317 dzień w roku - godz.03:45:19 Tydzień: 46
1994 1995 1996 1997 1998 1999 2000 2001 2002 2003 2009 2010 2011 2012 2013 2014 2016 2017 2018  
NASZ KOŚCIÓŁ - ROK 1997  Miesiąc:  1 2 3 4 5 6 7 9 10 11 12   
Listopad 1997
Nasz Kościół nr 114 - dodatek młodzieżowy "Świtanie" z dnia 23.11.1997

SAMO ŻYCIE...

Tak sobie siedzę i myślę, co by tu napisać. Patrzę sie na palącą świeczkę i widzę, czuję ciepło, jasność ; to przypomina mi coś miłego, bezpiecznego... swojskiego. Wiem ! Napiszę o PRZYJAŹNI. Na pewno nie uda mi się tego dogłębnie przedstawić, ale choć troszeczkę spróbuję się z Wami podzielić tym czym ona dle mnie jest.
Otóż.... mieć PRZYJACIÓŁ to po prostu coś WSPANIAŁEGO. "Swój człowiek"(= przyjaciel) wg. mnie to ktoś z kim możesz wiele zrobić, "niemożliwe staje się możliwe", z nim zmienia się patrzenie na świat. To także ktoś, od kogo wiele możesz się nauczyć, poznać lub na nowo odkryć wiele cudownych rzeczy.
Przyjaciel kojarzy mi się z czymś bezpiecznym, kimś kto nigdy nie zawiedzie, na kim można polegać "jak na Zawiszy" (ogromną rolę odgrywa tutaj zaufanie do drugiej osoby). Ale także z... cieplutkim uśmiechem jasnym jak słoneczko, dobrocią , której tak często nam potrzeba, wyczuciem, które pozwala rozumieć się bez słów i wieloma innymi pięknymi sprawami.
Ale żeby mieć takiego wspaniałego "ktosia" trzeba dla niego samym być PRZYJACIELEM. Samemu dać mu te wszystkie dobre rzeczy : również jego OBDARZYĆ swoim zufaniem, dobrocią, zrozumieniem, a przede wszystkim MIŁOŚCIĄ, która jest podstawą naszych związków z drugim człowiekiem. Przyjaźń musi opierać się na obustronnym DAWAN IU, żeby można było brać. Każdy z nas potrzebuje PRZYJACIELA. W wielu trudnych sytuacjach nic tak nie pomoże jak właśnie on, jego ciepłe słowo, uścisk dłoni - po prostu BYCIE PRZY NAS

JEST TYLU LUDZI WOKÓŁ NAS - UMIEJMY SIĘ SOBIE DAWAĆ NAWZAJEM !!!

Jeszcze na koniec chcę Wam napisać że... Każdy z nas ma już Wielkiego Przyjaciela takiego przez duże jest nim...(uwaga !) PAN JEZUS, który dał i wciąż daje nam wszystko, bo " NIKT NIE MA WIĘKSZEJ MIŁOŚCI OD TEJ GDY KTOŚ ŻYCIE SWOJE ODDAJE ZA PZRYJACIÓŁ SWOICH" J 15,12

Zielony zajączek

Nasz Kościół nr 113 - dodatek młodzieżowy "Świtanie" z dnia 09.11.1997

ŚPIESZMY SIĘ
ks.   J a n   T w a r d o w s k i

Śpieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą
zostaną po nich buty i telefon głuchy
tylko co nieważne jak krowa się wlecze
najważniejsze tak prędkie że nagle się staje
potem cisza urodzona więc całkiem nieznośna
jak czystość urodzona najprościej z rozpaczy
kiedy myślimy o kimś zostając bez niego.

Nie bądź pewny że czas masz bo pewność niepewna
zabiera nam wrażliwość tak jak każde szcęście
przychodzi jednocześnie jak patos i humor
jak dwie namiętności wciąż słabsze od jednej
tak szybko stąd odchodzą jak drozd milkną w lipcu
jak dźwięk trochę niezgrabny lub jak suchy ukłon
żeby widzieć naprawdę zamykają oczy
chociaż większym ryzykiem rodzić się niż umrzeć
kochamy wciąż za mało i stale za późno

Nie pisz o tym zbyt często lecz pisz raz na zawsze
a będziesz tak jak delfin łagodny i mocny

Śpieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą
i ci co nie odchodzą nie zawsze powrócą
i nigdy nie wiadomo mówiąc o miłości
czy pierwsza jest ostatnią czy ostatnia pierwszą

Późna jesień nastraja. Spadające liście, krótkie, zimne dni, "zasypiająca" przyroda przypominają o tym, że i nas czeka moment przekroczenia tej "wielkiej bramy", za którą rozstrzygnie się gdzie spędzimy WIECZNOŚĆ.
W tych dniach właśnie ta WIECZNOŚĆ jest nam szcególnie bliska. Odwiezda się cmentarze, myśli o tych, którzy kiedyś wypełniali sobą nasze życie.
"Tak szybko odchodzą". Nawet nie wiemy kiedy... żyli, a nagle ich nie ma... Wtedy dopiero zdajemy sobie sprawę jacy byli ważni, jak dużo wnieśli w nas samych. Po nich zostaje ta dziwna pustka w sercu, której nic nie zapełni. I przypominamy sobie, i załujemy chwil, w których mogliśmy a nie powiedzieliśmy im jak bardzo ich kochamy, ile dla nas znaczą...
Nasze złości, codzienne problemy skupiają naszą uwagę wyłącznie na własnej osobie, przysłaniając oczy na człowieka żyjącego obok. Tego, który czasem tak bardzo potrzebuje naszej obecności, ciepła. Tak dużo ludzi samotnych, opuszczonych, pozostawionych samym sobie...
NIE SAMYM SOBIE !!! Pozostawionym NAM, żebyśmy to my z nimi żyli, współcierpieli, cieszyli się, lub po po prostu BYLI... Tyle ludzi żyje tak blisko a jednocześnie tak dalejo od nas. Czasami odległość wyciągniętej ręki jest drogą nie do przebycia, dla nas nie potrafiących się na ludzi otworzyć, podarować trochę czasu, uwagi, nie chcących ich wysłuchać. Stawiamy wokół siebie mur myśląc, że to tylko nam się należy, że to jedynie my potrzebujemy...
"Śpieszmy się kochać ludzi...", bo ta sama twarz już nie powróci, ten sam człowiek już nas nie odwiedzi. Każdy jest inny, każdy może co innego nam podarować i od nas wziąć to co my mu dajemy z racji swej odmienności. Wystarczy się tylko oderwać od samego siebie, od własnego "ja", by ubarwić czyjeś , a przede wszystkim dzięki temu upiększyć swoje życie...

PROSIACZEK

Nasz Kościół nr 114 z dnia 23.11.1997

Zesłanie

"Jest godzina 3 nad ranem 21 czerwca 1941r. Stukanie do drzwi i okiennic budzi nas ze snu.
Mama otwiera drzwi. Wchodzi trzech żołnierzy NKWD.
Następuje sprawdzanie dokumentów osobistych, których już nie otrzymujemy do ręki. Jeden z enkawudzistów odczytuje nam po rosyjsku pismo, z którego wynika, że uchwałą Rady Najwyższej ZSRR zostajemy przesiedleni do drugiego województwa (obłaści).
Jakiej?
Jak daleko?
Na nasze pytania nie odpowiadają. Dają nam czas około 20 min. na spakowanie się. W zdenerwowaniu pakujemy co wpada w ręce. Trochę do walizek, a trochę w toboły. Przeważnie to żywność, odzież i bielizna.
Babcia leży ciężko chora w łóżku. Chcą ją też zabrać.
Jeden z żołnierzy odzywa się : starucha i tak podochniet, nie nado jej brać.
Żegnamy się z babcią i stryjem, który pomaga się nam załadować na samochód.
Po drodze zabierają jeszcze inne rodziny. Przejeżdżamy przez ostatnie ulice i wjeżdżamy na rampę towarową stacji kolejowej Wołkowysk - Centralny
Tutaj pełno ludzi z tobołami, wokół żołnierze NKWD z karabinami gotowymi do strzału. Bydlęce wagony towarowe już stoją na torach. Okna w nich okratowane. Instalacja telefoniczna zamontowana pod wagonami. Na pierwszym i ostatnim wagonie stoją karabiny maszynowe, a wszędzie pełno żołnierzy z psami. W budkach hamulcowych stoją strażnicy NKWD.
Enkawudziści wyczytują nazwiska i każą ładować się do wagonów. Jest nas około 40 osób.
Ja włażę na narę piętrową, tuż koło zakratowanego okna.
Wieść o "wywózce" prędko obiegła miasto.
Na dworzec podążają rodziny i znajomi wywożonych, którzy chcą im podać paczki z żywnością lub zapomniane przy pakowaniu rzeczy osobistego użytku. Nie wszystkich jednak strażnicy dopuszczają do wagonów. Stryjowi udało się nam podać prymus, miednicę i trochę żywności.
Dziadek w tym czasie nadal pracuje w Widzach na Wileńszczyźnie - nic nie wie o naszym losie. W południe żołnierze zamykają drzwi wagonów. Jest gorąco i duszno. Rodziny sa brutalnie usuwane z rampy przez bojców NKWD".

Zb.G.

Jest to fragment "Wspomnień z zesłania na Sybir". Autorem tego wydania jest Zbigniew Godzisz - w latach 1941-43 zesłaniec tajg syberyjskich. Po wojnie od roku 1953 - lekarz, stomatolog przez 50 lat pracujacy w przychodni przyzakładowej ZTS "Erg" w Pustkowie. Książka, napisana językiem faktów jest bogatym dokumentem przeżyć zesłańców z lat 1941- 1944. Zainteresowanych informujemy, że książkę tą można nabyć bezpośrednio u autora lub na dyżurach Caritas. (um)
Patrz też "Nasz Kościół" Nr 116 z grudnia 1997

Nasz Kościół nr 113 z dnia 09.11.1997

"Modlitwa ułana"

Szczęście i spokój daj tej Ziemi, Pani
Co krwią spłynęła wśród wojen pożogi
Do Cię, swe modły zanosim, ułani,
Odwróć, ach odwróć, los srogi!
I by radosna była jako uśmiech dziecka -
Spraw to, Najświętsza Panno Jazłowiecka!

Spraw, by zasiadła sławna i potężna,
Między narody królując wspaniale,
By się rozeszła sława jej oręża,
Spraw to, o Pani, spraw to ku swej chwale!
By zło jak nawała rozprysła turecka -
Spraw to, Najświętsza Panno Jazłowiecka!
By pod Jej rządów wspaniałym ramieniem
Zakwitły miłość i spokój jak w niebie,
Daj, by ułana ostatnim westchnieniem
Było móc polec w Jej potrzebie!
Aby Jej strzała nie tknięta zdradziecko -
Spraw to, Najświętsza Panno Jazłowiecka!

(słowa: por. Władysław Nowacki
melodia: por. Jan Dłutek)

Celem jednej z pielgrzymek naszych parafian w latach 80-tych był Szymanów. Tu wraz z siostrami zakonnymi znalazła nową siedzibę wygnana z Jazłowca na Podolu w przedwojennej Małopolsce Wschodniej Statua Matki Boskiej Jazłowieckiej.

A oto historia założenia klasztoru.

W roku powstania styczniowego 1863 r. w Jazłowcu pojawiła się grupa zakonnic z nowo wówczas utworzonego w Rzymie zakonnego zgromadzenia SS Niepokalanek, którego założycielką była Maecelina Darowska. Miały one służyć Bogu i Ojczyźnie poprzez wychowanie i kształcenie kobiet, "rozumiejących zadania narodu i myśl Bożą w nim". Nauczały na podolskich ziemiach pod zaborem austriackim miejscowe dzieci polskie i ukraińskie w szkole elementarnej, a w szkole średniej z internatem dziewczęta przybywające tu z całej Polski, a przede wszystkim z Wschodniej Małopolski.

Pracy sióstr patronowała Pani Jazłowiecka - Matka Boska Niepokalanego Poczęcia, której piękny posąg wykuty w 1883r. z białego kararyjskiego marmuru przez Tomasza Oskara Sosnowskiego - profesora Akademii Św. Łukasza w Rzymie zdobił kaplicę w Jazłowcu.

Pani Jazłowiecka patronowała również XIV pułkowi ułanów, który to w lipcu 1919 r. stoczył zwycięską bitwę z Ukraincami pod Jazłowcem i w podzięce za zwycięstwo obrał swoją hetmankę; do Niej ułani śpiewali co dzień swoją modlitwę pułkową, pułk zaś otrzymał nazwę pułku Ułanów Jazłowieckich.

W 1925r. w dniu święta Matki Boskiej Jazłowieckiej obchodzonego 8 grudnia autorzy pieśni przytoczonej na wstępie zawieźli ją do klasztoru SS Niepokalanek w Jazłowcu składając tam, przy posągu Pani Jazłowieckiej jako wotum lancę ułanów z proporczykiem 14 Pułku Ułanów Jazłowieckich. Od tego czasu corocznie - 14 lipca w rocznicę bitwy pod Jazłowcem - z koszar pułku na Górnym Łyczakowie we Lwowie wyjeżdżał konno do Jazłowca oddalonego o 150 km od Lwowa pułkowy patrol w celu złożenia hołdu swojej Hetmance.
W niespełna 2 miesiące przed wybuchem II wojny światowej tj. 9.7.1939r. odbyła się uroczysta koronacja posągu NMP Jazłowieckiej papieskim złotym diademem, której dokonał w imieniu Papieża Piusa XII prymas kard. August Hlond w asyście lwowskiego arcybiskupa metropolity Bolesława Twardowskiego w otoczeniu biskupów, duchowieństwa, przedstawicieli władz państwowych Pułku Ułanów Jazłowieckich i tysięcy pielgrzymów.

Drugim pułkiem polskiej kawalerii, który się oddał w opiekę Pani z Jazłowca był IX Pułk Ułanów Małopolskich z Trembowli.
Stawił się on w pełnym składzie wraz z dowódcą Klemensem Rudnickim, późniejszym generałem i bohaterem spod Monte Cassino, by u stóp swojej Hetmanki zlożyć jako wotum własną odznakę pułkową.

W parę tygodni później oba pułki wyruszyły na pola bitew II wojny światowej. Medaliki i obrazki cudownego posągu zaczęły wędrować na piersiach Polaków po całym świecie ku pokrzepieniu w czas wojny, aby powrócić później jako wota składane u stóp Pani Jazłowieckiej. Między innymi Złoty Krzyż Orderu Virtuti Militari złożył 1 grudnia 1991r. za zwycięstwo pod Monte Cassino wyżej wspomniany, bedący na emigracji gen. Klemens Rudnicki.
Byłam uczestnikiem owej pielgrzymki do Szymanowa; słuchałam ze wzruszeniem opowieści siostry oprowadzającej nas po sanktuarium, o tragicznych dniach czasów wojny i podwójnej okupacji, a wreszcie o konieczności opuszczenia dotychczasowej siedziby. Wraz z siostrami przybył do Szymanowa cudami już słynący posąg Pani Jazłowieckiej.
Słuchając przeżywałam jeszcze raz swoje wygnanie z mojej małej lwowskiej ojczyzny.

R.J.

Powrót do strony głównej