Parfia Rzymskokatolicka w Pustkowie Osiedlu
OKRES ZWYKŁY Poniedziałek, 16 Lipiec 2018 - 197 dzień w roku - godz.16:28:14 Tydzień: 29
1994 1995 1996 1997 1998 1999 2000 2001 2002 2003 2009 2010 2011 2012 2013 2014 2016 2017 2018  
NASZ KOŚCIÓŁ - ROK 1998  Miesiąc:  1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12  
Lipiec 1998
Nasz Kościół nr 129 - z dnia 05.07.1998

Niedziela

Zabiegani, zagubieni stajemy w każdą niedzielę, w świątyni Pańskiej w oczekiwaniu na ofiarę Mszy św. Powoli opadają wszystkie emocje związane z codziennym bytowaniem. W zależności od tego na ile potrafimy się ich pozbyć, wchodzimy powoli w sferę wyciszenia i włączenia z całą wspólnotą zgromadzoną u stóp ołtarza, w przedziwne misterium . Jeśli przychodzimy z potrzeby serca wynosimy stąd radość, uspokojenie i umocnienie. I nie jest wtedy ważne jakie słowa padną - czy będą ranić, czy pokrzepiać. Przyjmiemy je w pokorze serca, rozważymy w sumieniu.

Inaczej jest gdy jako bierni świadkowie tej wspólnotowej ofiary przychodzimy z obowiązku i niecierpliwie spoglądamy na zegarek. Zwykle nastawiamy się wtedy krytycznie do tego co dzieje się obok nas. Przeszkadzają nam bliźni może zbyt głośno modlący się, niespokojne małe dzieci, kapłan wypowiadający gorzkie słowa prawdy, które trzeba wypowiedzieć

Są to nasze zwyczajne ludzkie odczucia, ale na ofiarę Mszy świętej powinniśmy spojrzeć głębiej. Ona jednoczy nas z Bogiem Stwórcą, przywraca właściwą hierarchię wartości, porządkuje nasze codzienne życie. Doświadczając tego odczuwamy potrzebę uczestniczenia w tej ofierze nie tylko w niedzielę i święta, ale również na co dzień. Jest ona dla nas wartością nieporównywalną z niczym. Uczestnicząc w niej stajemy sam na sam w Chrystusem Eucharystycznym, który pozwala nam otworzyć nasze serca i wypowiedzieć najgłębsze myśli. Wdzięczni za ten dar dziękujemy Ci Panie za łaskę sprawowania Najświętszej Ofiary razem z Tobą.

Maria


Ostatni akt dramatu archidiecezji lwowskiej.

I nadszedł czas wygnania jakże tragiczny - z ukochanych miast, miasteczek i zagród wiejskich - pamiętny rok 1945.

Trudne są pożegnania z miejscami urodzin, spędzonych lat dziecinnych, młodości, wieku dojrzałego, czy starości, by iść na tułaczkę w nieznane, gdzie brak znajomych, zaprzyjaźnionych a często i spokrewnionych ze sobą ludzi.

W ciągu zimy i całego 1945 r. coraz częściej odchodziły transporty ludności polskiej ze wszystkich stron archidiecezji lwowskiej do Polski Centralnej i na ziemie zachodnie tzw. ziemie odzyskane . Całe transporty wywoziły osadników na tereny zniszczone przez działania wojenne i szabrowników. Trzeba było wszystko odbudowywać - zniszczone fabryki, zakłady przemysłowe, mieszkania, gospodarstwa rolne, podobnie podnieść z gruzów liczne świątynie i inne obiekty kościelne.

W smutku i przygnębieniu obchodzono we Lwowie Wielkanoc 1946r. Ostatnią pontyfikalną Mszę św. w katedrze lwowskiej odprawił ks.abp Baziak w Wielką Niedzielę, a dnia 31.03.46 r. nastąpiło zamknięcie kurii metropolitalnej.

Wyjazd ks.abpa Baziaka ze Lwowa nastąpił w dniu 26 kwietnia tegoż roku; towarzyszyło mu kilkunastu księży i siostry zakonne. Był to przedostatni transport "repatriacyjny", jaki opuszczał Lwów. Ks. abp Baziak bardzo smutny i przygnębiony, głęboko przeżywał rozstanie ze swoją archidiecezją i ziemią rodzinną.

"Żegnajcie strony rodzinne, jary podolskie, wiekowe świątynie i kościółki wiejskie, zamki, dwory i dworki, niemi świadkowie tylu historycznych wydarzeń i wy chaty wiejskie i cmentarze z mogiłami najbliższych i najdroższych..., żegnajcie..., lecz czy na zawsze?"

Cytując te słowa, choć minęło już tyle lat, i mnie dziś smutno i tęskno za moją utraconą ojczyzną - miastem rodzinnym, gdzie został nasz dom, rodzina i ojciec spoczywający na dalekim cmentarzu Łyczakowskim - tam we Lwowie.

Nie można zakończyć życiorysu księdza abpa Baziaka w momencie wygnania go ze stolicy Metropolii tj ze Lwowa. Jak pisze ks. dr Szetelnicki "są dwa uzasadniające momenty by postać abpa Baziaka nie została zapomniana; pierwszy to podjęcie przez Niego zabezpieczenia duchowego dziedzictwa archidiecezji przez przeniesienie Kurii arcybiskupiej do Lubaczowa i umieszczenie Seminarium Duchownego w Kalwarii Zebrzydowskiej w klasztorze OO Bernardynów

. Drugi moment znak wyjątkowego bycia narzędziem w rękach Opatrzności Bożej. Biskup - wygnaniec został "posłany" do Krakowa, aby być konsekratorem biskupa Karola Wojtyły - pierwszego Papieża z rodu Polaków, pierwszego słowiańskiego Papieża. W ten sposób Pan Dziejów - sam wydał sąd o swoim słudze". Koniec cytatu.

R.J.

Nasz Kościół nr 130 - z dnia 19.07.1998

Przygotowanie parafii na rok 2000.

Są szczególne momenty w ciągu dziejów, które nie sposób pominąć i nie upamiętnić. Zbliżający się koniec XX wieku i wejście w Trzecie Tysiąclecie to czas jaki został nam właśnie, przez Boga dany. Wdzięczność za otrzymane łaski i ten dar wielki uczestniczenia w przełomie dziejów zobowiązuje. Kościół katolicki, diecezje, poszczególne parafie przygotowują się do specjalnego uczczenia tego Jubileuszu.

Nasza parafia również przystąpiła do opracowania parafialnego programu uczczenia Roku 2000. W ramach tego przygotowania podjęte będą działania o charakterze duchowym i materialnym.

Duchowy charakter będzie mieć nawiedzenie rodzin przez Matkę Bożą Fatimską przewidziane w okresie od 1999 roku do 2001. Z tej okazji każda rodzina podejmować będzie zobowiązania związane z rozwijaniem i umacnianiem życia duchowego, z włączaniem w życie parafialne oraz inne. Z podejmowanych zobowiązań przygotowana będzie parafialna księga "Daru parafian na rok 2000".

Darem materialnym będzie wykonanie wystroju ołtarzy : głównego i bocznych. Celem wyboru najlepszego projektu wystroju zostanie ogłoszony konkurs na jego wykonanie.

Wspólnota parafialna wspomagać będzie finansowo już założoną fundację na ten cel, przy okazji obchodzonych rocznic i ważnych wydarzeń jak np.: I Komunia Św. dzieci, nawiedzenie rodzin przez Matkę Bożą Fatimską, śluby, rocznice ślubów i inne. Ponadto przewiduje się wykończenie schodów, ułożenie chodników, ogrodzenie, założenie zieleni wokół kościoła. Na te wszystkie zamierzenia potrzeba Bożego błogosławieństwa i naszej modlitwy.

Już dzisiaj bardzo o nią w tej intencji prosimy.


Ciąg dalszy wędrówek po Lwowie.

Tym razem wędrówkę rozpocznę piękną i jakże wzruszającą "Litanią Ziemi Lwowskiej" autorstwa Kazimierza Wierzyńskiego, urodzonego w 1894r. w Drohobyczu (woj.lwowskie), poety, czołowego przedstawiciela grupy poetyckiej Skamander, wyróżnionego szeregiem nagród literackich, członka Polskiej Akademii Literatury (PAL). W latach wojny K. Wierzyński pisał utwory o tematyce patriotyczno-wojskowej i religijnej: od 1939r. na emigracji, zmarł w Londynie w 1963r.

	Litania Ziemi Lwowskiej.
	Matko Boska, Patronko z Jazłowca
	Co przy świętej schodziłaś niedzieli
	W nasze strony i błądząc przez pola
	W starych szańcach o zboczach z jałowca.
	Pośród winnic i sadów moreli -
	W niebo wniosłaś uroki Podola.

		Matko Boska, Święta z Kochawiny,
		Na niebieskiej umieszczona smudze
		Pod opieką brzozowego skrzydła;
		Gdzie jesienią wianki jarzębiny
		I czerwono-głową kukurydzę
		Przynoszono Ci zamiast kadzidła.

	Matko Boska, Panno z Busowiska;
	Z naszych Karpat, które pachną smołą,
	I oddechem traw na Połoninie
	Czyje światło w oku Twym odbłyska
	I skąd wiatr Ci wypogadza czoło,
	Kiedy lasem zachwycony płynie.

		Siostro Marii cerkiewnej ze Spasa,
		Co się w innej wysławiła mowie
		A z tych samych słynie u nas cudów!
		Złoty jeleń w puszczy się wypasa,
		Złote w dębach dochodzi listowie,
		Złoty wiek. był pogodą twych ludów.

	Matko siewna z polskiego rozstaju, 
	Na figurze schylona ubogiej,
	By urodzaj wytwarzać niepłonny
	Bogumiła pątniczka po kraju, 
	Towarzyszko codzienna znad drogi -
	Pozwołujcie ją wszystkie Madonny.


		Każdy znak i krzyż mówi głośno
		Że ta ziemia w koronie jest waszej 
		I że wiernie szkaplerze swe chowa, 
		Spójrzcie wokół. Burze nad nią rosną, 
		Moc niezmierna ponad światem straszy 
		I o pomoc bije dzwon od Lwowa.

	Spójrzcie, Matki w cierpieniu zaprawne,
	Ile kości i łez po wygnańcach
	I mąk ile Ojczyzny nam strzeże! 
	Pozwołujcie chorągwie swe dawne
	Śród jałowców podolskich na szańcach, 
	Amen - amen modlą się żołnierze.

I cóż można jeszcze po tej wojennej modlitwie żołnierskiej napisać, skoro łzy ona z oczu wyciska i wzruszenie nie pozwala na zebranie myśli...

R.J.

Powrót do strony głównej