Not seeing a Scroll to Top Button? Go to our FAQ page for more info. NASZ KOŚCIÓŁ -
Parfia Rzymskokatolicka w Pustkowie Osiedlu
OKRES ZWYKŁY Niedziela, 23 Wrzesień 2018 - 266 dzień w roku - godz.12:49:23 Tydzień: 38
1994 1995 1996 1997 1998 1999 2000 2001 2002 2003 2009 2010 2011 2012 2013 2014 2016 2017 2018  
NASZ KOŚCIÓŁ - ROK 1996  Kwartał:  1 2 3 4  
III kwartał 1996
Nasz Kościół nr 85 z dnia 14.07.1996

Podróż do kraju lat dziecinnych.

		"... Dziś piękność twą w całej ozdobie
		widzę i opisuję bo tęsknię po tobie."

A. Mickiewicz

Lwów - Rynek - studnia Diany

Lwów - Rynek - studnia Diany

Lwów powitał nas najmilszym majowym zapachem dzieciństwa - rozkwitłych bzów, jaśminów. Pełno ich tu - jak niegdyś - wszędzie na każdym kroku. A kasztany i klony, tak miłe memu dziecinnemu sercu, rozrosły się w potężne i sędziwe drzewa, dające w upalne dni chłód i cień ulicom i mieszkańcom.
Na ogół miasto zachowało dawne oblicze, lecz niestety nieco się postarzało. Widać to zwłaszcza w okolicach rynku wokół ratusza, gdzie stare, liczące kilkaset lat kamienice nie remontowane od lat, niezamieszkałe, czekają ...
Cztery studnie - fontanny na rogach rynku z mitologicznymi postaciami - Neptunem, Dianą, Amfitrytą i Adonisem, w których rozpryskiwane kropelki wody w słoneczne dni grały wszystkimi barwami tęczy, dziś stoją martwe i suche. Lwów niegdyś mający doskonałą wodę dostarczaną przez stację pomp rurociągiem z odległych ok. 40 km Stawów Dobrostańskich, cierpi obecnie na chroniczny brak wody.
Pogoda dopisywała nam tym razem, dlatego też opłaciła się "wspinaczka" na szczyt Kopca Unii Lubelskiej na Wysokim Zamku, skąd roztaczał się niezapomniany widok na miasto w morzu zieleni, z którego wyłaniały się spatynowane wiekiem kopuły, wieże kościołów z krzyżami przesyłającymi złote słoneczne błyski jakby wzajemne pozdrowienia, czerwone i brunatne dachy gmachów i kamienic, a wszystko prześwietlone słońcem za mgiełką oddalenia. Kiedyś można było oderwać wzrok od tego pięknego obrazu i powiedzieć sobie: przyjdę kiedy indziej i znowu popatrzę, a dziś?... Tak było za czasów mego dzieciństwa, ale Wysoki Zamek nie był oszpecony wieżą telewizyjną jak teraz.
Kopiec społeczeństwo lwowskie zaczęło sypać w 1869r. z inicjatywy oraz fundacji Franciszka Smolki w trzechsetną rocznicę zawarcia Unii Polsko-Litewskiej w Lublinie, w dniu 1 lipca 1569r. Tenże wielki Polak i mąż stanu, prawnik z zawodu, wieloletni poseł na sejm galicyjski w Wiedniu, z którymi wielce liczyły się władze austro-węgierskie, przez całe lata woził taczkami ziemię na szczyt góry.
Stanisław Wasylewski pracownik Ossolineum we Lwowie, dziennikarz i pisarz tak opisuje spotkanie pewnego generała austriackiego idącego spacerkiem na Wysoki Zamek z potężnym brodaczem pchającym taczki z piaskiem. cytuję:

" on jest tu pewnie dozorca? " - pyta generał
" o tak, o ile mam czas" - odpowiada Smolka
" a poza tym co robi?" - indaguje oficer
" poza tym przewodniczę austriackiemu parlamentowi" - kwituje Smolka.

Przydaliby się dzisiaj tacy parlamentariusze.

Ten mądry, pracowity i hojny dla swego miasta i kraju człowiek zmarły w 1899r. pochowany został na Cmentarzu Łyczakowskim; wdzięczni Lwowianie ufundowali mu pomnik i postawili na placu jego imienia. Dziś pomnika nie ma, plac zmienił nazwę, ale kopiec pozostał.

R. J.

Nasz Kościół nr 86 z dnia 11.08.1996

Śladami błogosławionego Jana z Dukli.

Tegoroczny urlop dał mi możliwość poznania miejsc związanych z błogosławionym Janem z Dukli. Wspominaliśmy już o nim w jednym z artykułów o Lwowie. Jan z Dukli został uznany bowiem za patrona Lwowa. Urodził się ok. roku 1414 w Dukli. Jako młodzieniec prowadził życie pustelnika starając się poprzez modlitwy i post przybliżać do Boga. Po paru latach uznał jednak, że jego miejsce jest w zakonie i wstąpił do zakonu franciszkanów w Krośnie. Tam odbył nowicjat i złożył śluby zakonne.
Jego osobowość nie pozwoliła mu być obojętnym wobec spraw bożych. W udoskonalonym życiu zakonnym widział miejsce dla siebie, dlatego chętnie wyruszył do Lwowa na polecenie przełożonych by pracować w zreformowanym zakonie OO. Bernardynów. Tam też dokończył swojego żywota. Zmarł w opinii świętości 29 listopada 1484 roku.
Po śmierci wielu starało się go naśladować. Zaczął się szerzyć kult błogosławionego. Wielu doznało łask za Jego pośrednictwem. Widać to i dzisiaj wśród mieszkańców Dukli i okolic.
W miejscach gdzie żył błogosławiony Jan spotyka się rozmodlonych ludzi. Przy szosie na Barwinek - 5 km za Duklą znajduje się pustelnia błogosławionego Jana. Trafiliśmy tam w niedzielne popołudnie zdziwieni, że miejsce to jest pełne ludzi. Na skale, nad grotą ze źródełkiem i kamienną figurką Jana znajdują się pustelnie. Jedna maleńka drewniana, jednego z naśladowców Jana z XIX w. i druga nieco większa, w której mieszka aktualnie młody pustelnik. Tu o godz. .15-tej odprawiana jest Koronka do Bożego Miłosierdzia.
W okresie letnim na msze św. w tym leśnym ustroniu ciągną grupy okolicznych mieszkańców i turystów. Podobnie jest poniżej, u stóp Cergowej, gdzie znajduje się złota studzienka i maleńka kapliczka. W samej Dukli, uroczym miasteczku (ok.2000 mieszkańców) położonym na tzw. szlaku węgierskim znajduje się kościół i klasztor bernardynów. W kościele po prawej stronie głównego ołtarza w kaplicy bocznej umieszczona jest srebrna trumienka ze szczątkami błogosławionego. Mieszkańcy Dukli i okolic uroczyście przygotowują się do kanonizacji Jana, której ma dokonać Ojciec Św. Jan Paweł II, w Krośnie, w 1997r. Zbierają różne przedmioty z brązu i podobnych metali by ufundować figurę błogosławionego. Przygotowują się również duchowo do tej uroczystości. Pierwszego sierpnia, w piątek postem ścisłym i modlitwą rozpoczęli przygotowania do kanonizacji.
A Dukla to jeden z piękniejszych zakątków naszej polskiej ziemi, o bogatej historii i tradycjach.

(um)

Nasz Kościół nr 87 z dnia 25.08.1996

Podróży do kraju lat dziecinnych - ciąg dalszy.

Wycieczce naszej do Lwowa towarzyszył drugi autokar wiozący młodzież warszawskiej Sz.P. im. Orląt Lwowskich z dyrektorem i jednocześnie kierownikiem muzycznym zespołu oraz wychowawcami - w ramach wymiany artystycznej z takim że zespołem w jednej z 2 polskich szkół we Lwowie. Na występy młodzieży zaproszeni zostali wszyscy uczestnicy wycieczki. Byliśmy zachwyceni występami lwowskich dzieci, które z wielkim temperamentem i wyczuciem odśpiewały swoje piosenki tak, że cała sala zaczęła towarzyszyć zespołowi i oklaskom nie było końca. Nic dziwnego - Lwów był najbardziej rozśpiewanym miastem nie tylko w przedwojennej Polsce, ale i w Europie. Potwierdzenie te opinii z radością i satysfakcją wyczytałam w artykule Piotra Pawliny w Gościu Niedz. Nr 32 z 11 sierpnia br. pt. "Rozśpiewane miasto" - moje miasto.
Zwiedziliśmy poszczególne klasy i stwierdziliśmy duży wkład pracy rodziców, dzieci, a szczególnie nauczycieli w skromny, ale estetyczny wygląd pomieszczeń.
W niedzielę 26 maja uczestniczyliśmy w I- komunijnej Mszy św. w katedrze lwowskiej: było bardzo uroczyście, ale dziatwa ubrana raczej skromnie. Z przyjemnością dowiedzieliśmy się, że najmłodszy kościół we Lwowie p.w. Matki Boskiej Ostrobramskiej został ostatnio otwarty dla katolików obrządku zarówno łacińskiego jak i greckiego. W kościele św. Elżbiety, który do niedawna służył za magazyn, obecnie przekazany greko-katolikom trwa remont. Cmentarz Łyczakowski - można go nazwać parkiem jak zawsze piękny zwłaszcza w maju, malowniczo położony na wzgórzach, ocieniony gęstwą starych drzew, krzewów wzbudził w nas niestety mieszane uczucia. Wiele nagrobków pięknych pod względem artystycznym, kryjących szczątki doczesne szacownych i zasłużonych dla miasta i kraju rodzin - "przyozdabiane" bywają kolorowymi zdjęciami obecnych, niedawno zmarłych mieszkańców Lwowa. Polskie napisy często celowo zatarte, zniszczone, na ich miejscu napisy ukraińskie lub rosyjskie.
Na grobach M. Konopnickiej, A.Grottgera, G. Zapolskiej, Juliana Ordona (bohatera Mickiewiczowskiej Reduty), Władysława Bełzy autora Katechizmu polskiego dziecka (Kto ty jesteś? Polak mały itd), Franciszka Smolki (budowniczego Kopca Unii Lubelskiej) i in. świeże kwiaty - znak pamięci odwiedzających groby Polaków.
Na kwaterę powstańców styczniowych z 1863r. idzie się wąską, stromą, kamienistą ścieżką zakończoną betonowymi schodami. Kwaterę otwiera pomnik Szymona Wizunasa Szydłowskiego z rozpostartym sztandarem, obok grób uczonego światowej sławy zoologa Benedykta Dybowskiego - powstańca i syberyjskiego zesłańca.
Za nimi las około 220 żelaznych krzyży wśród nich mogiła Zygmunta Baczyńskiego - dziadka poety powstańca warszawskiego - Krzysztofa Kamila Baczyńskiego. Stamtąd stromymi, zarośniętymi ścieżynkami udaliśmy się na wydzielony z Cmentarza Łyczakowskiego - Cmentarz Obrońców Lwowa, gdzie leżą bohaterskie dzieci poległe w walce o swoje ukochane miasto. Z żalem dowiedzieliśmy się, że roboty rozpoczęte przez śp. dyrektora "Energopolu" inż. Bobrowskiego, a kontynuowane w czynie społecznym przez Polaków przy odbudowie celowo zniszczonego przez władze sowieckie cmentarza Orląt, zostały w tym roku wstrzymane przez obecne władze. Czynione są starania o otrzymanie zezwolenia na kontynuację robót.

R.J

Nasz Kościół nr 88 z dnia 08.09.1996

Zapamiętaj to miejsce...

3 września przyjechała do Pustkowa rodzina z Zamojszczyzny, aby odwiedzić Górę Śmierci, miejsce, gdzie zostali zamordowani ich krewni ze wsi Kozaki. Zabrano ich do obozu za pomoc partyzantom: bez sądu, bez dyskusji czy próby wyjaśnień. Stanowili małą, leśną osadę. Zginęli co do jednego. Tego dnia, kiedy przybysze z Zamojszczyzny odwiedzili Pustków - naprzód modlili się w kościele pod figurą Matki Bożej Fatimskiej, później poprosili o mszę św. za pomordowanych z rodziny Komanów, a potem pojechaliśmy na miejsce kaźni. Kiedy wchodziliśmy na Górę - babcia mówiła wnuczkowi: Zapamiętaj to miejsce - tu został zastrzelony i spalony twój dziadek.
Schody pokonywaliśmy w milczeniu. Wreszcie naszym oczom ukazała się płaszczyzna i pomnik z ledwo czytelnym napisem: "Pamięci pomordowanych", a nieczytelnym dlatego, że zniknęły litery, wykonane z brązu. Zostały po nich tylko okrągłe dziury. Sprawiało to wrażenie, jakby tablicę potraktowano serią z automatu.
Modliliśmy się chwilę w zadumie, potem zeszliśmy do komory, gdzie składano zwłoki pomordowanych. Krata nie była zamknięta. Wnętrze budziło grozę i oburzenie. Grozę ze względu na funkcję, jaką pełniło, oburzenie ze względu na stan, w jakim się znalazło: ściany zdobiły napisy wykonane sprayem takie, jakie można spotkać na każdym przystanku. Na betonie, w wodzie leżały 2 wianki ze sztucznych kwiatów.
Zapamiętaj to miejsce...
Pociechą dla odwiedzających stała się wiadomość, że każdego roku w Dniu Zadusznym przychodzą tu wierni z całej parafii, aby modlić się za poległych i prosić Boga o pomoc w pokonaniu zła, które tkwi w nas od zarania świata aż po dzień dzisiejszy.

Powrót do strony głównej