Not seeing a Scroll to Top Button? Go to our FAQ page for more info. NASZ KOŚCIÓŁ -
Parfia Rzymskokatolicka w Pustkowie Osiedlu
OKRES ZWYKŁY Niedziela, 23 Wrzesień 2018 - 266 dzień w roku - godz.12:20:29 Tydzień: 38
1994 1995 1996 1997 1998 1999 2000 2001 2002 2003 2009 2010 2011 2012 2013 2014 2016 2017 2018  
NASZ KOŚCIÓŁ - ROK 1996  Kwartał:  1 2 3 4  
I kwartał 1996
Nasz Kościół nr 72 z dnia 07.01.1996

Pasja pana Marcina.

Pan Marcin już od paru lat nie żyje. Trzymam w ręku szary brulion, zapisany wyraźnym, kształtnym pismem. Na okładce tytuł " Pustków wczoraj i dziś". Ze wzruszeniem i podziwem odczytuję zapisy dokonane jego ręką. Widać, że się spieszył. "To co piszę nie jest monografią Pustkowa, to tylko trochę wiadomości o rodzinnej wiosce, które należy chronić bo szybko idą w zapomnienie". Zapisał to co było przekazywane z pokolenia na pokolenie i to co sam przeżył: historię dworu w Pustkowie i jego kolejnych właścicieli, zachodzące zmiany w życiu społeczności wiejskiej, obrazy z codziennego życia ludzi, powstanie Spółki Akcyjnej i inne.
Oto jak przedstawia początki zakładu;
'Spółka Akcyjna "Lignoza" przejęła cały obszar lasu po wiedeńskim Żydzie. Las ten był zadłużony, więc łatwo było go pozyskać. Zjechały firmy budowlane i rozpoczęto budowę. Najpierw budowano studnie. Przed firmami czekało codziennie setki ludzi, nie tylko z Pustkowa, ale z całej okolicy. O pracę było trudno. Na tym terenie nie było żadnych fachowców, wszystkich specjalistów jak spawaczy, ślusarzy, izolatorów, elektryków itp dyrekcja musiała sprowadzać ze Śląska. Dlatego też budowano osiedle, szybko, szybciej niż zakład.
Prace wykonywane były ręcznie. Cement mieszano łopatami na podłogach z desek. Cegłę wynoszono na budowę na plecach na tzw "kozach". Nie było koparek, dźwigów, betoniarek. Wszystkie wykopy były wykonywane przy pomocy łopat i taczek. Kto miał konia to woził żwir z Wisłoki. Od stacji Kochanówka do zakładu ułożono kolejkę wąskotorową i wszystek materiał zwożono od stacji wózkami, które ciągnęły konie. Równolegle budowano bocznicę kolejową bo maszyny musiano rozładowywać wprost z wagonów na oddziały produkcyjne. Praca była mordercza, słabsi fizycznie nie wytrzymywali, ale nikt się do tego nie przyznawał, w obawie przed zwolnieniem. Na jego miejsce czekało stu innych.
Budowa szła w ogromnym tempie chociaż bez sprzętu technicznego. Już pod koniec 1938 roku uruchomiono część produkcji. Dyrekcja nie posiadała samochodu. Była para koni i bryczka, woźnicą był pan Szlachta z Podlesia. Teren zakładu ogrodzony był dwoma płotami z siatki, słupy cementowe, górą był drut kolczasty. Pomiędzy tymi płotami chodziły psy - sześć dużych, złych wilczurów. Pracownicy ze Śląska zasiedlali osiedle, wybudowano hotel, kościółek. Wszystko to stoi do dziś". Tak kończy swój opis pan Marcin Kosiński z Pustkowa.

(mu)

Nasz Kościół nr 77 z dnia 24.03.1996

Podróż do Krzemieńca.

"Pośród niesnasek Pan Bóg uderza w ogromny dzwon
Dla słowiańskiego oto papieża otworzył tron ..."

J. Słowacki 1848r. (fragment)

W ubiegłym roku będąc w rodzinnym Lwowie udałam się z wycieczką do miejsca urodzenia Juliusza Słowackiego, jednego z trzech poetów- wieszczów polskich.
3 kwietnia przypada 147 rocznica śmierci poety, a wiersz, którego fragment zamieściłam powyżej, powstał na rok przed jego śmiercią. W drodze do Krzemieńca m.in zatrzymaliśmy się w Podhorcach, gdzie urodził się ojciec Juliusza - Euzebiusz. Świetny niegdyś zamek w Podhorcach (obecnie b. zaniedbany) otoczony fortyfikacjami ze wspaniałym widokiem na rozległą nizinę, jak również b. piękny barokowy kościół św. Krzyża z XVIII w., częściowo w ruinie - do 1939 r. własność książąt Sanguszków, nasuwa jakże smutną refleksję o przemijaniu świata i wszystkich ziemskich świetności.
O wrażeniach ze zwiedzanych po drodze zabytków architektury m. in zamku w Olesku, gdzie urodził się król Jan III Sobieski oraz sławnej Ławrze Poczajewskiej - innym razem. Pogoda była przepiękna, niebo bez chmurki, jedyny dzień darowany, bo Lwów deszczową i chłodną pogodą nie bardzo sprzyjał ani zwiedzaniu, ani odświeżaniu wspomnień ze słonecznego dzieciństwa. By Krzemieniec oglądnąć w całości trzeba bylo wspiąć się na Górę Królowej Bony, gdzie ostały się jedynie resztki XVI - wiecznego zamku Bony - żony króla polskiego z rodu Jagiellonów - Zygmunta I Starego. Widok wspaniały, u stóp sławne Liceum Krzemienieckie, kościoły i klasztory z XVI -XVIII wieku, domy, dworki z XVIII i XIX w. - malowniczo położone wśród jarów, sadów i ogrodów. W od niedawna czynnym kościele rzym.-kat. powitał nas młody, świeżo wyświęcony, przybyły z Polski, ksiądz, oprowadzając nas po ubogiej, na razie, świątyni. W kościele znajduje się pomnik J. Słowackiego dłuta Wacława Szymanowskiego. W dworku, gdzie urodził się poeta, mieści się obecnie biblioteka jego imienia, a w ogrodzie stoi na obelisku popiersie J. Słowackiego. Starsza, bardzo miła pani Sandecka, niezmiernie zasłużona dla kultury i mowy polskiej w tym mieście, przez cały czas od wybuchu wojny w 1939r. niestrudzenie strzeże polskości. Z satysfakcją słuchaliśmy poezji J. Słowackiego przed jego rodzinnym domem, wygłaszanej, pięknym, czystym polskim językiem przez mieszkankę przecież już od 1939r. nie należącego do Polski Krzemieńca.
Myślę, że teraz p. Sandeckiej przybyła pomoc w osobie młodego i energicznego księdza z Polski

R.J.

Powrót do strony głównej