Parfia Rzymskokatolicka w Pustkowie Osiedlu
OKRES ZWYKŁY Poniedziałek, 16 Lipiec 2018 - 197 dzień w roku - godz.15:56:56 Tydzień: 29
1994 1995 1996 1997 1998 1999 2000 2001 2002 2003 2009 2010 2011 2012 2013 2014 2016 2017 2018  
NASZ KOŚCIÓŁ - ROK 1995  Kwartał:  1 2 3 4  
I kwartał 1995
Nasz Kościół nr 48 z dnia 22.01.1995

Jak to z jasełkami było.

Tuż po świętach Bożego Narodzenia 1944 r. kiedy front przetoczył się poza Pustków na zachód, a 10 osobowa rodzina wysiedlona z Dębicy na czas utrzymującego się 6 miesięcy frontu mogła opuścić nasz dom i wrócić na swoje leże, mojej starszej siostrze przyszedł do głowy pomysł urządzenia rodzinnych jasełek. Posłużyła nam do tego broszurka pt "Stajenka Betlejemska". Pomysł został przyjęty jednogłośnie, więc ochoczo zabrano się do przygotowywania strojów dla szczupłej wprawdzie, ale za to występującej w podwójnych rolach "trupy teatralnej".
W ruch poszły nożyczki, igły, nici, w kufrach znalazły się stare filcowe kapelusze, które po naszyciu wokół ronda muszelek i odpowiednim uformowaniu doskonale udawały góralskie nakrycia głowy. Portki dla juhasów też nie stanowiły problemów, użyto do tego celu dziadkowej białej, ciepłej bielizny, dolnej, oczywiście. Białe bluzki, serdaki włożone futrem na wierzch, uzupełniały góralskie stroje. Dla Matki Boskiej, św. Józefa, Heroda, anioła, diabła, śmierci i Hanki - góralki, stroje bez trudu przygotowano.
Wszystko to działo się pod "opiekuńczymi skrzydłami" 2 oficerów NKWD zajmujących "sublokatorsko" 2 pokoje z niekrępującym wejściem, a którzy jako "domownicy" zasiedli w pierwszych krzesłach i z nieukrywaną ciekawością przyglądali się przedstawieniu.
Pod koniec jasełek " oberwało się" nie tylko Herodowi, ale i naszym sublokatorom. Śmierć straszyła kosą i kłapała szczękami, a diabeł (Jasiek), skutecznie uczerniony sadzami, z widłami i brzęcząc łańcuchami obiecywał porwanie do piekła za niecne postępki i zbytki na ziemi. O dzieciach nie wspomnę, bo też były wystraszone choć nie do nich skierowane były "obiecanki". W jasełkach oprócz 2 sióstr i mnie, brała udział nasza ciocia zawsze chętna do podobnych imprez tzw " morowa niewiasta, która piekła nam pyszne, kruche ciasta" ( z piosenki ogniskowej na zakończenie wakacji) oraz kilkunastoletni chłopak Jasiek - pomocnik w gospodarstwie.
Wszyscy aktorzy byli świetni w swych rolach, a "spektakl" cieszył się wielkim powodzeniem; obszerna kuchnia służąca za salę widowiskową wraz ze sceną była nabita widzami, a za oknem pełno dziecięcych twarzy przyklejonych do szyb, gdyż nie było dla wszystkich miejsca.
Ponieważ trwała wojna "kroniki towarzyskie " nie odnotowały tego wydarzenia.

R.J.

Nasz Kościół nr 50 z dnia 19.02.1995

List z Peru

Lima 21.01.1995

" Kreślę te kilka zdań , aby przede wszystkim podziękować za życzenia Bożonarodzeniowe i Noworoczne. Myślałem, że z każdym rokiem Grupa Przyjaciół będzie się zmniejszać. Tymczasem otrzymuję listy z całej Diecezji Tarnowskiej, od dzieci, młodzieży i starszych których nawet nie znam; od Przyjaciół z Polski i innych państw. Ta pamięć zobowiązuje mnie do odpisania, a może jeszcze bardziej do wyrazów wdzięczności zawartych w codziennej mojej modlitwie i pracy misyjnej.
Co ciekawego u nas w Peru? Upały - straszne upały. Lato w pełni. Dzieci i młodzież mają 3 miesiące wakacji. My natomiast przygotowujemy grupy liturgiczne, katechetyczne, parafialne do pracy w nowym roku szkolnym. Minęły święta - zdecydowanie inne niż w Polsce. Tysiące dzieci biednych oczekuje tych dni, aby otrzymać jakikolwiek prezent. Również i moja nowa parafia zorganizowała tzw. CHOCOLATADĘ dla przeszło 2 tys. dzieci. Otrzymały one symboliczne prezenty, zabawki, ubranie; a wraz z młodzieżą - może raz w roku, bawiły się do późna w nocy [...].
Po raz pierwszy w historii parafii, odprawiłem Pasterkę. Przyszło na nią ok. 3 tys. osób. Twarze nowe, a więc dowód, że nigdy nie chodzą na msze św., lecz dzień Bożego Narodzenia traktują jako coś wyjątkowego, bez czego nie można żyć. Udało mi się zorganizować scholę z dzieci i młodzieży /ok.80 osób/, którzy to w typowych indiańskich ponczach śpiewając i tańcząc upiększyły tę uroczystość[...].To lud stworzony do zabawy. Całą noc np bożonarodzeniową i noworoczną potrafią przetańczyć w huku petard, cowet etc, nie pijąc alkoholu prawie wogóle. To też czasami wielka nauka dla nas Europejczyków. Lecz to także lud bardzo zastraszony przez terrorystów. Tylko w 1994 roku - jak podała TV peruwiańska oficjalnie - terroryści zabili 506 osób - lecz znając realia, cyfrę tę trzeba pomnożyć przez 3. To kraj narkotyków i handlu dziećmi. Na każdym kroku widać różnicę klas. Funkcjonuje niepisane niewolnictwo[...].
W mojej parafii liczącej 27 tys. ludzi pracuję jako ksiądz sam[...]Nas białych - Europejczyków tolerują, trochę nas się boją, mając jednak zawsze przekonanie, że biali mają mnóstwo pieniędzy. Stąd też trzeba mieć oczy zawsze otwarte, aby przeżyć jeden dzień więcej. Pomimo tego gorąco dziękuję Bogu za to, że dał mi możliwość bycia tutaj. Powołanie misyjne to najwspanialsze ze znanych mi powołań. Żeby jednak dobrze je wypełnić, potrzebujemy Pomocników, którzy z dalekiej Ojczyzny będą nas wspierać swoją modlitwą. Proszę o nią z pokorą".

Padre Czesław Haus

Powrót do strony głównej