Not seeing a Scroll to Top Button? Go to our FAQ page for more info. NASZ KOŚCIÓŁ -
Parfia Rzymskokatolicka w Pustkowie Osiedlu
OKRES ZWYKŁY Niedziela, 23 Wrzesień 2018 - 266 dzień w roku - godz.12:22:11 Tydzień: 38
1994 1995 1996 1997 1998 1999 2000 2001 2002 2003 2009 2010 2011 2012 2013 2014 2016 2017 2018  
NASZ KOŚCIÓŁ - ROK 2000  Miesiąc:  4 7 12  
Grudzień 2000
Nasz Kościół nr 154 z dnia 25.12.2000  
Nasz Kościół
Wydanie INTERNETOWE


Nr 6
(154)

25.12.2000
BOŻE NARODZENIE

"Boże, Stworzycielu nieba i ziemi, Ojcze Jezusa i nasz Ojcze,
Błogosławiony bądź o Panie,
Bowiem w swoim nieskończonym
miłosierdziu pochyliłeś się nad
nędzą człowieka i dałeś nam Jezusa
Syna Swego zrodzonego z Niewiasty,
jako Zbawcę, Przyjaciela i Brata.
Dzięki Ci dobry Ojcze za dar Roku Jubileuszowego "

Jan Paweł II
Informacje

16 grudnia parafialny oddział Caritas zorganizował spotkanie wigilijne dla wszystkich, którzy korzystają; z pomocy Caritas: ubogich, bezdomnych, pozbawionych środków do życia. Sprawy codzienne na ten moment pozostały obok. Ważna była obecność drugiego człowieka, wyciągnięta dłoń z opłatkiem słowa otuchy i życzenia Obecni otrzymali paczki żywnościowe. W spotkaniu wzięło udział ponad 50 osób.
Działalność Caritas w bieżącym roku była możliwa dzięki pomocy materialnej ze strony parafian, sklepów i instytucji z naszego terenu, a także wsparcia ze Strony ks. Proboszcza i kapłanów pracujących w naszej parafii. Prowadzenie świetlicy było możliwe dzięki bezinteresownej pracy kilkunastu wolontariuszy. Za te pomoc, za ofiary składamy serdeczne - Bóg zapłać!
Dziękujemy również za wpłaty na konto POC dla Moniki.

Sprawozdanie z działalności POC
PrzychodyKwotaRozchodykwota
1. wpłaty od osób prywatnych2000,001. świetlica Caritas532,00
2. wpłaty od instytucji i firm8300,002. zakupy art. żywnośc. dla rodzin wielodzietnych453,00
3. sprzedaż flag74,003. zapomogi, wsparcia1420,00
  4. paczki świąteczne, Mikołaj, Dzień Dziecka3290,00
  5. rehabilitacja dzieci350,00
  6. zakup obuwia130,00
  7. zakup lekarstw
- recepty,
- okulary,
- dentysta

1095,00
179,00
1000,00
  8. inne zakupy, opłaty1073,00
  9. pomoc dla Ukrainy350,00
Razem10374,00Razem9872,00

CARITAS "Inni ludzie są wysłannikami Boga. I dlatego choć biedni, grzeszni mają w sobie coś Boskiego: biorąc dają. Gdy się z nimi dzielimy, wzbogacają nas".

Ks. Bronisław Bozowski

Rada Parafialna w imieniu księdza Proboszcza i całej wspólnoty parafialnej składa serdeczne podziękowania za ofiary złożone na potrzeby kościoła.

ogółem złożono kwotę 33933 zł w tym:

Mieszkańcy od Góry Śmierci, Os. Budowlanych Brzeźnica,
Ulica Słoneczna
6950 zł
Stare Osiedle1290 zł
Budy, Zastawie, Dąbrówki, Rudki, Wieloncza, Krownice4158 zł
Nowe Osiedle19975 zł
opłaty cmentarne900 zł
Odsetki660 zł

Wydatki roku bieżącego były następujące:

Wykonanie barierek przy schodach głównych i bocznych8500 zł
Wykonanie chodnika po obu stronach schodów głównych21000 zł
Wydatki remontowe, oświetlenie2450 zł
Ogrzewanie kościoła (z ofiar na tacę)7363 zł

9 grudnia w kościele św. Jadwigi w Dębicy przeżywaliśmy naszą uroczystość Jubileuszowa, dekanalną. 18 księży, z dekanatu Pustków Osiedle z ks. dziekanem,prałatem B. Marczykiem i ks. prałatem St. Fiołkiem odprawiło Mszę św. w której liczny udział wzięli wierni z parafii naszego dekanatu. Dekanat Pustków Osiedle powstał przed 8 laty w wyniku reorganizacji diecezji w Polsce, przez odłączenie 5 parafii z dekanatu Dębica Wschód oraz 5 z dekanatu Ropczyce.

9 grudnia w kościele św. Ducha w Dębicy odbyło się również uroczyste wykonanie "Credo na Nowy Wiek", skomponowanego w roku 1998 przez światowej sławy kompozytora i dyrygenta, pochodzącego z Dębicy - Krzysztofa Pendereckiego. Wykonały je połączone chóry i orkiestry Filharmonii Krakowskiej i Krzysztofa Pendereckiego z udziałem samego mistrza. Alicja Grześkowiak - Marszałek Senatu wręczając kompozytorowi medal dziękowała za wielkie dzieła muzyki sakralnej w Jego wykonaniu i za odwagę ich prezentowania światu w czasach zniewolenia i lekceważenia spraw Bożych.

50 - lecie Zespołu Szkół Zawodowych w Pustkowie Osiedlu.

1 września 2000 roku Zespół Szkół Zawodowych w Pustkowie rozpoczął obchody 50-lecia istnienia szkoły, które trwać będą przez cały rok szkolny 2000/2001. Rozpoczęty we wrześniu rok szkolny jest 50-tą inauguracją nauki w Zespole Szkół Zawodowych. Jaki był początek naszej szkoły średniej, która przez 50 lat wrosła trwale w nasze środowisko?

Budzący się do życia po wojnie pustkowski Zakład Tworzyw Sztucznych, znany przed wojną jako fabryka "Lignoza'' potrzebował fachowców chemików laborantów i ludzi, którzy mogli by, obsługiwać aparaty i maszyny chemiczne, dlatego też wiosną 1951 roku dyrekcja zakładu, zwróciła się do Ministra Przemysłu Chemicznego z prośbą o utworzenie szkoły chemicznej. Wkrótce otrzymano zgodę i z dniem 1 września 1951 r. otworzono Zasadniczą Szkołę Chemiczną. Dokonano naboru do dwóch klas: klasy laborantów chemicznych i klasy aparatowych przemysłu chemicznego. W każdej klasie było po 44 uczniów. Zajęcia odbywały się na terenie zakładu w dwóch salach wyposażonych przez dyrekcję zakładu. W 1952 roku uruchomiono Laboratorium chemiczne w suterenach ZTS.

Pierwszym dyrektorem szkoły został pan Edward Kaczmarczyk. W roku szkolnym 1952/1953 staraniem ZTS, szkoła otrzymała swoje pomieszczenia w pięciu barakach. Były to trzy poniemieckie baraki drewniane, w jednym z nich otrzymała pomieszczenia szkoła, w drugim internat, a w trzecim stołówka. Wybudowano także na potrzeby szkoły dwa baraki murowane, w jednym z nich znalazło pomieszczenie laboratorium chemiczne, a drugi przeznaczony był na warsztaty. Dyrektorem szkoły w roku szkolnym 1952/1953 był pan Lisiewicz Tadeusz. W roku 1953/1954 dyrektorem szkoły została pani mgr Irena Michalewska - polonistka, która funkcję dyrektora piastowała do roku 1959.

Pierwszym ważnym wydarzeniem w życiu szkoły po objęciu kierownictwa przez panią dyrektor Michalewską była zmiana przynależności administracyjnej szkoły. 12 lutego 1954 r. szkoła przeszła pod zarząd Ministerstwa Oświaty, a nadrzędną jednostką było Kuratorium Oświaty w Rzeszowie. Dotychczas szkoła należała pod zarząd Munisterstwa Przemysłu Chemicznego. W roku 1957 otwarto Technikum Chemiczne dla pracujących, w tymże roku rozpoczyna także działalność Komitet Rodzicielski, Samorząd Szkolny i drużyna harcerska, która prowadziła później bardzo aktywną pracę artystyczną, muzyczną i turystyczną. Od września 1959 roku dyrektorem szkoły został pan mgr Kazimierz Piotrowski. W czasie jego kierownictwa następuje dalszy rozwój szkoły. We wrześniu 1960 r. powstaje pomaturalna szkoła laborantów chemicznych, w roku szkolnym 1962/1963 powstaje młodzieżowe technikum chemiczne. W roku 1971 powstaje liceum zawodowe, a w roku 1977 wieczorowe studium zawodowe dla pracowników ZTS. W roku 1978 rozpoczyna działalność technikum gospodarki wodnej.

15 IX 1963 roku szkoła przenosi się z baraków do nowego budynku szkolnego - Szkoły Pomnika Tysiąclecia Państwa Polskiego. W roku 1975 oddany zostaje do użytku nowy internat, w którym zamieszkało 130 uczniów. W szkole działały koła zainteresowań: zespół instrumentalny, zespół taneczny, kabaret szkolny.

W styczniu 1978 r. zostaje powołany przez Kuratorium Oświaty i Wychowania w Tarnowie Zespół Szkół Zawodowych w Pustkowie Osiedlu, w skład którego wchodzą następujące działy nauczania: technikum chemiczne, technikum gospodarki wodnej, liceum zawodowe i zasadnicza szkoła chemiczna.
Pod kierownictwem pana dyr. Kazimierza Piotrowskiego szkoła obchodziła uroczyście 25-lecie i 30-lecie swojego istnienia. Jubileusze tej szkoły były także jubileuszami Pana Dyrektora, który pracował w szkole od czasu jej powstania.

W roku 1986 pan dyr. Kazimierz Piotrowski przeszedł na emeryturę, a dyrektorem Zespołu Szkół Zawodowych został pan mgr Andrzej Wróbel, pod kierownictwem którego rozwija się dalej; powstają nowe działy nauczania, mianowicie: klasa technikum spożywczego, analizy środków spożywczych i technikum hotelarskiego. Od roku 1988 funkcjonuje liceum ogólnokształcące. Obecnie szkoła kształci uczniów w czterech specjalizacjach zawodowych i w liceum ogólnokształcącym.

Wspomnień o Pustkowie z tamtych lat - ciąg dalszy.

Ranek, po przyjeździe do Pustkowa i przespanej nocy, był również radosny. Słońce zaglądało w okna. ptaki śpiewały w ogrodzie, kot poszedł nie wiadomo kiedy na łowy. Gdzieś w dali porykiwało bydło pędzone na pastwiska, dochodzące do naszej świadomości odgłosy wczesnego lata i wsi, do której tęskniliśmy w czasie długich miesięcy we Lwowie, podrywały nas na tak zwane równe nogi.

Na śniadanie z apetytem zajadałyśmy wiejskie przysmaki tj. biały barszcz z ziemniakami suto okraszony pachnącą wędzonką zagryzając prawdziwym razowym chlebem ze świeżutkim masłem i serem Tylko jedna z nas zapijała to wszystko jeszcze ciepłym, prosto od krowy mlekiem.

Dziadek, chociaż od lat mieszkał na wsi a może właśnie dlatego, nie darzył sympatią białego barszczu, wypijał kawę ze śmietanką i bułeczki przywożone z Dębicy z piekarni Roztoczyńskiego. Firma ta, wielce zasłużona - nie znam daty jej założenia, ale w latach trzydziestych XX wieku, była już znana z doskonałego pieczywa, które wypieka do dziś. W wędlinę zaopatrywano się również w Dębicy w masarniach Szlachty lub Armaciny.

Po śniadaniu dziadek znikał w swoim pokoiku na poranną drzemkę; po jakimś czasie pachniało w mieszkaniu rumem, to dziadek do świeżo zaparzonej herbaty dolewał rumu. Nie dziwię się; ze dziadek pił herbatę z rumem; mama zawsze mówiła, ze pustkowska woda wyjątkowo nie nadaje się na herbatę, więc dziadek musiał ją trochę polepszać. Dla babki natomiast przywożono z Dębicy kilkulitrowe syfony z wodą sodową, bo miała ciągłe pragnienie przypuszczalnie z powodu cukrzycy jak mawiała, a reszta domowników uważała po cichu, że miała po prostu za duży apetyt.

Aby mieć w domu zawsze świeżo upaloną kawę, kupowało się surowe zielone ziarno, które wsypywało się do metalowego urządzenia w formie ok. 40-to cm. wałka szczelnie zamkniętego z umocowaną korbą. Wałek z kawą wkładało się do rozpalonego kuchennego paleniska. Korbka na długim uchwycie obracała się mieszając kawę wewnątrz wałka. Aromatyczny zapach dawał znak, że upalanie kawy zakończone.

Dobrą kawę pamiętam ze Lwowa, świeżo paloną i aromatyczną w znanych sklepach Meinla lub Riedla - obie zasłużone lwowskie firmy. Potem wojna, okupacja, kawa zbożowa czyli "erzac", następnie PRL, "Solidarność", pustki w sklepach, po kawę trzeba było stać tak długo, ze zdążyła stracić zapach. Obecnie można ją kupić tonami o różnych nazwach, ale żadna z nich nie pachnie przedwojenną kawą. No cóż, może to ja straciłam smak?

Miało być o wakacjach, a ja nie mogę się wstrzymać od pewnych dygresji. Przeskakuję przez dziesiątki lat i żal mi, ze minęły, chociaż nie wszystkie były tak szczęśliwe jak te, o których rozpoczęłam wspomnienia. Wracam więc do tych wspomnień.

Po śniadaniu każdy ze starszych osób udawał się do swoich zajęć, a my - dzieciarnia musiała zajrzeć w każdy kąt nie tylko domu i zabudowań gospodarczych ale i do ogrodu ( na przepyszny groszek cukrowy), do studni z kołem, którym trzeba było kręcić by wyciągnąć wiadro z wodą. Niestety nie dawałyśmy rady, wiadro zanurzało się nabierało wody, ale z wyciąganiem były kłopoty, zabrakło sił, wiadro z wodą spadało szybko w głąb studni, koło gwałtownie kręciło się, mogło się źle skończyć.

Tuż za ogrodzeniem. przecinając tor kolejowy biegła szeroka piaszczysta droga łącząca wieś z licznymi przysiółkami, z których najbliższe były Bródki. Od studni wzrok nasz biegł przez drogę na wał. który usytuowany był równolegle do toru w odległości kilkunastu metrów, wysoki ok. 2,5-3m, długości może 200m porośnięty bujną trawą, ziołami wszelkiego rodzaju i wysokimi olchami, usypany - nie wiem w jakim celu, kiedy i przez kogo. Nie zaprzątałyśmy sobie tymi problemami głowy, ważne było, że w ogóle był. Dobrze nam tam było, bawiłyśmy się, fikały koziołki, zioła pachniały, pszczoły, osy i inne owady brzęczały, koniki polne skakały, słońce świeciło - raj dla dzieci, które przez 10 miesięcy mieszkały w dużym mieście.

Gdy podczas zabawy zauważyłyśmy, ze od strony Dąbia zza zakrętu, czy od strony Brzeźnicy z lasu wyłaniał się pociąg, porzucałyśmy zabawy, czytanie i biegłyśmy na tory by zamknąć szlabanami drogę z jednej i drugiej strony toru. Szlabany wówczas nazwane rampami, chyba dlatego, ze wcześniej była tam rampa załadowcza drzewa wycinanego w pobliskich lasach Jak przez mgłę pamiętam duży plac załadowany olbrzymimi klocami, które ładowano na odkryte wagony tzw. lory, mocowane potężnymi żelaznymi łańcuchami. Potem gdzieś to wszystko znikło i na miejscu składowiska rosły ziemniaki i na przemian zboże. Wracam do zabawy. Przecież wakacje: młodsze dzieci musiały dobrze podskoczyć do uchwytu szlabanu, zawisnąć na nim i ciężarem ciała opuścić szlaban by zamknąć dla bezpieczeństwa dojście do torów.

Gdy przypomnę sobie jaki był ruch na tej drodze, to mnie śmiech bierze pusty. Ale przejazd musiał być zamknięty dla porządku, bo od czasu do czasu ktoś przechodził, przepędzał bydło czy jakaś tam rurka przejechała. Porządek być musiał, a dla nas przyjemność i zabawa.

Potem ustawiałyśmy się rządkiem na peronie i wraz z pełniącym służbę dróżnikiem z czerwoną chorągiewką "odprawiało się" - tak to się wówczas nazywało - pociągi. Panowała wówczas swego rodzaju serdeczność pomiędzy nami a obsługą pociągów i nierzadko z pasażerami wzajemne machanie rękami, pozdrowienia i uśmiechy.

Dziś już nie ma tego zwyczaju. Któregoś dnia tego roku podczas spaceru wzdłuż toru jechał pociąg towarowy, maszynista po długim namyśle, na uporczywe machanie grupy dzieci i kilkorga starszych, wreszcie "odmachał" nam, czym sprawił niemałą radość naszej młodzieży. Drugim pociągiem piętrowym, prawie niestety pustym ktoś z pod dachu tzn. z piętra, długo machał nam ręką, pociąg znikał za zakrętem, twarzy nie widzieliśmy, ale ręka machać nie przestawała. Był to tzw. "swój gość", czyli bratnia dusza.

Miasto, z którego pochodzę odznaczało się wyjątkowym klimatem. może to sprawiało, ze nieznajomi nawet na ulicach potrafili się do siebie uśmiechać i byli życzliwi. Kornel Makuszyński znany autor wielu pięknych książek, nie tylko dla młodzieży, chociaż urodził się w Stryju, napisał m.in. "Uśmiech Lwowa", bo zakochał się w tym mieście i serdeczności jego mieszkańców.

Dla kontrastu jakby, chciałabym co nieco dołożyć do wspomnień mniej miłych. Parę lat temu jadąc autobusem do Brzeźnicy na cmentarz, na pytanie sąsiada dokąd się wybrałam? Odrzekłam, że do Brzeźnicy na cmentarz. Z głębi autobusu młody głos męski "dowcipnie" odezwał się "najwyższy czas"! Nie pozostałam mu dłużna odpowiadając, że nigdy nie wiadomo kto pierwszy tam się znajdzie.

Powracam do milszych wspomnień, do czasów dzieciństwa oraz do czasów, kiedy Polskie Koleje Państwowe były przedsiębiorstwem dochodowym Do dziś darzę sympatią PKP chyba dlatego, że często spędzałyśmy wakacje na przystanku kolejowym, skąd mam dużo miłych wspomnień z tych czasów. Z żalem stwierdzam, że tak kiedyś potężne przedsiębiorstwo odchodzi powoli w przeszłość.

Pociągi przed wojną jeździły dość często, zwłaszcza towarowe, gdyż samochody w owym czasie były rzadkością i cały transport wszelkich towarów odbywał się tzw. "drogą żelazną". Był to transport nie tylko dochodowy, ale przede wszystkim ekologiczny.

Lokomotywy ciągnęły za sobą nieraz do setki wagonów (liczyłyśmy je skrupulatnie). Pociąg składał się z wagonów całych zabudowanych, częściowo lub zupełnie odkrytych, były to tzw. lory, na których przewożono świeżo ścięte potężne drzewa oraz wagony cysterny do przewożenia materiałów płynnych Były i takie wagony z okienkiem pod dachem, które brzydko "pachniały" - przewożono w nich bydło i nierogaciznę.

Pociągi osobowe jeździły dość rzadko, składały się z kilku wagonów z I, II i III klasą. Na naszym przystanku rzadko kto wsiadał i rzadko wysiadał. Bilety były stosunkowo drogie, a kto na wsi miał pieniądze?, na czym miał zarobić rolnik? Pracy nie było, żywność tania, dla przykładu - jajko kosztowało 3-5 groszy, a l kg cukru - l złoty. Komu rolnik miał sprzedać jajka? I tu znajduję analogię do dzisiejszych czasów.

Zakończenie nie za bardzo świąteczne, ale przecież Pan Jezus narodził się w stajence, a nie w pałacu.

R.J.

Jubileuszowa Peregrynacja Obrazu Nawiedzenia Jasnogórskiej Królowej Polski w diecezji Tarnowskiej.

Pierwsza peregrynacja Obrazu Matki Bożej .Częstochowskiej w kościele tarnowskim trwała od 15 grudnia 1968 do 8 marca 1970 r. Hasłem tego nawiedzenia było umocnienie wiary i uchronienie Ludu Bożego przed złem moralnym.

W roku 1982, w czasach stanu wojennego, w których wielu szykanom poddawany był naród polski. Obraz nawiedzenia gościł w 27 miastach Polski , głównie tam gdzie znajdowały się kościoły biskupie i od l do 8 września gościł w katedrze tarnowskiej. Nawiedzenie przyczyniło się do wyrażenia wdzięczności za wszystkie łaski otrzymane za pośrednictwem Maryi przed zbliżającym się jubileuszem 200-lecia diecezji tarnowskiej (obchodzonego w 1986 r).

Po raz kolejny Częstochowska Madonna odwiedziła naszą diecezję w roku 1983, gdy Episkopat w oczekiwaniu na Ojca Świętego przedłużył obchody Jubileuszu 600-lecia Jasnej Góry. Wtedy biskupi zdecydowali, że Obraz będzie gościł po tygodniu w każdej diecezji. W ramach tego Nawiedzenia Maryja w Cudownym Obrazie przebywała od l - 8 września w kościele pw. MB Nieustającej Pomocy w Mielcu. Na spotkanie z Matką Bożą zostali wtedy szczególnie zaproszeni wierni z dekanatów: baranowskiego, kolbuszowskiego, mieleckiego, pilzneńskiego, radomskiego, ropczyckiego, sędziszowskiego i dębickiego, do którego należała wtedy nasza parafia. Obraz przejęto ź diecezji krakowskiej z Nowego Targu. Samochód kaplica poprzez Krościenko, Nowy Sącz, Grybów, Biecz, Dębicę przyjechał do Mielca. Przez 7 dni odbywały się Msze św., dzienne i nocne czuwania, nabożeństwa Maryjne z udziałem grup parafialnych. Nasi parafianie brali udział indywidualny w ciągu tych 7 dni nawiedzenia w spotkaniu z Matką Bożą.

Jubileuszowa Peregrynacja Obrazu Jasnogórskiego rozpoczęła się w naszej diecezji 15 kwietnia 2000 r i trwać będzie do 11 października 2001 roku. Ks. Bp Ordynariusz W. Skworc w liście pasterskim z okazji nawiedzenia napisał: "W Roku Jubileuszowym, w którym doświadczamy łask Trójcy Świętej, gdy upływ czasu mierzony całymi tysiącleciami kieruje nas do wyjątkowej chwili narodzenia Syna Bożego, pojawienie się we wspólnocie naszego kościoła diecezjalnego czcigodnego obrazu Maryi, ukazującej Jezusa Chrystusa, staje się wymownym znakiem bliskości Boga"

Peregrynacja Obrazu Matki Bożej Częstochowskiej rozpoczęła się 15 kwietnia br. w Nowym Sączu, a następnie Matka Boża przybyła do grodu św. Kingi, Starego Sącza. I od tego powitania na Sądecczyźnie wędruje Matka Najświętsza w cudownej ikonie po kolejnych parafiach naszej diecezji. Wszędzie jest oczekiwana, wierni wraz z kapłanami i społeczności lokalne wzajemnie podejmują starania by Matkę Bożą przyjąć jak najgodniej. Ubogacają się kościoły, rodzą inicjatywy wspierające działalność na rzecz potrzebujących, wzrasta życie duchowe parafii. W przygotowanie parafii do Nawiedzenia włączają się grupy świeckich. Udział w przygotowaniu Nawiedzenia i pomoc świadczą instytucje terenowe i zakłady pracy.

Szczególnie ważne jest przygotowanie duchowe parafii, wewnętrzne odnowienie przez modlitwę, częsty udział w Eucharystii w dni powszednie, pobudzenie istniejących grup do działania na rzecz wspólnoty parafialnej. Bezpośrednio przed Nawiedzeniem odprawiane są rekolekcje lub misje.

W naszej parafii Matka Boża gościć będzie 21 lipca 2001 roku. Kilka dni przed nawiedzeniem odbędą się Misje św. Przeprowadzą, je misjonarze ze Zgromadzenia Księży Sercanów. Ten czas powinniśmy wykorzystać na pogłębienie naszej wiary i życia religijnego, powinniśmy przynajmniej na kilka dni oderwać się od spraw codziennych i poświęcić je naszej Matce Niebieskiej.

Kalendarium nawiedzenia dekanatu Pustków Osiedle przedstawia się następująco:

112.VII.2001 czwartekNagoszyn <- przyjęcie z Radomyśla Wlk.
213.VII.2001 piątekKorzeniów
314.VII.2001 sobotaPustków Wieś
415.VII.2001 niedzielaOcieka
516.VII.2001 poniedziałekOstrów
617.VII.2001 wtorekSkrzyszów
718.VII.2001 środaPaszczyna
819.VII.2001 czwartekLubzina
920.VII.2001 piątekBrzeźnica
1021.VII.2001 sobotaPustków Osiedle 22.VII -> Pustynia
Powrót do strony głównej