Not seeing a Scroll to Top Button? Go to our FAQ page for more info. NASZ KOŚCIÓŁ -
Parfia Rzymskokatolicka w Pustkowie Osiedlu
OKRES ZWYKŁY Czwartek, 15 Listopad 2018 - 319 dzień w roku - godz.15:43:34 Tydzień: 46
1994 1995 1996 1997 1998 1999 2000 2001 2002 2003 2009 2010 2011 2012 2013 2014 2016 2017 2018  
NASZ KOŚCIÓŁ - ROK 1997  Miesiąc:  1 2 3 4 5 6 7 9 10 11 12   
Grudzień 1997
Nasz Kościół nr 116 - dodatek młodzieżowy "Świtanie" z dnia 21.12.1997

On czeka...

Świat jest pełen dźwięków. Tych pięknych, miłych dla ucha, cudownie nastrajających nasze serce, ale także krzyku, brzęku, zgrzytu i innych nieprzyjemnych odgłosów. Wypełniają one nasze życie, zajmują nas, nieprzerwanie towarzyszą. Ich barwa jest wyraźna, docierają do nas łatwo. A co z JEGO GŁOSEM ? Co z GŁOSEM BOGA - delikatnym jak letni zefirek Co z cichym BOŻYM SZEPTEM, czy zwracamy na niego uwagę ? Czy w ogóle wiemy, że On do nas mówi ? A przecież tak naprawdę znaczenie ma tylko to, co ON do nas powie.
Dlatego w pewnym momencie powinniśmy odrzucić te wszystkie " głosy ", często rozpraszające nas, odwracające od Boga i wyjść na " pustynię " zanurzając się w melodii nuconej przez Niego. Pozwólmy Mu oczyścić swoje serce, uszy, oczy, umysł... Niech odejdzie to co wg. naszego ludzkiego mniemania jest w tej chwili najważniejsze i otwórzmy się na Niego, ofiarując Mu naszą codzienność.
Mija czas oczekiwania, adwentu. To także czas oczyszczenia przed wielkim wydarzeniem jakim jest narodzenie naszego Małego Wielkiego Pana. Poświęćmy kilka chwil żeby z Nim porozmawiać: przeprosić, dziękować poprosić... To jest każdemu potrzebne. Otwórzmy swoje serce na tchnienie Ducha Świętego, niech zamieszka w naszym sercu i w naszej codzienności.
Pojednajmy się ze sobą, ze światem, z Bogiem. Przyjdźmy do Niego, tak jak On przyszedł do nas, jak małe dzieci.
Z radością i zaufaniem przytulmy się do Jego " Wielkiego Czerwonego Serduszka "...
To moje krótkie refleksje po sobotnim czuwaniu w Kościele Ks. Filipinów w Tarnowie.

PROSIACZEK

Nasz Kościół nr 116 z dnia 21.12.1997

Niedola Sybiracka

"Po dwóch dniach przydzielają nas do pracy. Ja z Jankiem Balickim jesteśmy woźnicami. Wozimy siano i drzewo znad rz. Ob do szpitala Mama z Br. Frań pracują w piwnicy u ogrodnika. Przebierają marchew, buraki i ziemniaki do szpitalnej kuchni... Z łupin pieczemy placki ziemniaczane... W każdą niedzielę jest targ. Tam Polacy sprzedają swoje rzeczy, które im jeszcze pozostały. Przeważnie to sukienki, obrusy, pościel. Tam od kołchoźników można kupić woreczek ziemniaków lub zamarznięte mleko. Po kilku tygodniach pracy przeziębiłem się i zachorowałem na zapalenie środkowego ucha... Przeleżałem kilka tygodni. Miałem bardzo dużą gorączkę i bóle. Jedyne lekarstwo, które zażywałem to piramidon i żurawiny. Nastąpiło jednak samowyleczenie .. To był cud od Boga. Na Boże Narodzenie byłem zdrowy.
Zbliża się pierwsza wigilia na wygnaniu. Janek przynosi choinkę. Zamiast bombek zawieszamy buteleczki po lekach. Do nich nalewamy naftę oraz wkładamy knoty z nici. Nawet ładnie te "świeczki " się palą.
Na wigilię jedno danie - "ucha" - zupa z gotowanej ryby. Nagle otwierają się drzwi i wchodzi dwóch przysypanych śniegiem, zakutanych szalami chłopców. Gość w dom, Bóg w dom. Zaraz częstujemy ich zupą i herbatą owocową tzw. "kirpicznyj czaj". Są to dwaj bracia łotysze, zesłani na Sybir z Rygi. Ich nazwiska to Bagiński Jerzy, a drugiego imienia nie pamiętam. Uciekli z jakiegoś posiołka, kilka km na północ od Kołpaszewa. Zostawili matkę i dziadka. Śpią u nas na podłodze... po kilku dniach odnalazło ich NKWD. Jurij dał mi na pamiątkę spinki od koszuli - mam je do dzisiaj. Brat Jerzego został odstawiony do matki, a Jerzy został aresztowany i osadzony w więzieniu."

Zb.G.

Jest to fragment "Wspomnień z zesłania na Sybir". Autorem tego wydania jest Zbigniew Godzisz - w latach 1941-43 zesłaniec tajg syberyjskich. Po wojnie od roku 1953 - lekarz, stomatolog przez 50 lat pracujący w przychodni przyzakładowej ZTS "Erg" w Pustkowie. Książka, napisana językiem faktów jest bogatym dokumentem przeżyć zesłańców z lat 1941- 1944. Zainteresowanych informujemy, że książkę tą można nabyć bezpośrednio u autora lub na dyżurach Caritas. (um)
Patrz też: "Nasz Kościół" Nr 114 z listopada 1997

Nasz Kościół nr 116 z dnia 21.12.1997

Królowo Korony Polskiej - módl się za nami !



Zapewne niewielu z czytelników wie - kiedy, z jakiej okazji, gdzie i przez kogo, Matka Boża została nazwana po raz pierwszy - Królową Korony Polskiej.
W dniu 1 kwietnia 1656 r. król Jan Kazimierz - w swoim, senatorów oraz szlachty imieniu w lwowskiej Archikatedrze - złożył słynne śluby przed obrazem Matki Bożej Patronki Lwowa.
Obraz Madonny z lwowskiej Archikatedry otaczany był szczególnym i wciąż pogłębiającym się kultem oraz wzrastającą miłością mieszkańców miasta. Wizerunek Matki Boskiej Łaskawej, zapewniał miastu skuteczną obronność; był jakgdyby tarczą Opatrzności, chroniącą przed wszelkim niebezpieczeństwem, zwłaszcza ze strony stale zagrażających miastu najeźdźców ze wschodu tj Turków, Tatarów i Kozaków.
Liczne modlitewne prośby, hołdy i dziękczynne wota przed Bogurodzicą składane były nie tylko przez mieszkańców Lwowa, jego władz miejskich, przez rycerstwo broniące miasta, ale także przez królów polskich: Jana Kazimierza, Michała Korybuta Wiśniowieckiego i Jana III Sobieskiego.
Król Jan Kazimierz rozpoczął swe ślubowanie Królowej Korony Polskiej (tak nazwano Matkę Bożą wtedy po raz pierwszy właśnie we Lwowie) - takimi słowami:



"Wielka Boga - Człowieka Matko i Panno Najświętsza!
Ja, Jan Kazimierz z łaski Twojej król - rzucając się
pod Twe święte stopy, Ciebie za Patronkę moją
i państw Królową obieram.
Siebie i moje Królestwo Polskie, Wielkie Księstwo Litewskie,
Ruskie, Pruskie, Mazowieckie, Żmudzkie, Inflanckie,
Czenihowskie etc., etc., wojska obojga narodów
i lud cały - Twojej szczególnej opiece i obronie poruczam.
Twojej pomocy i miłosierdzia, w tak opłakanym i do
upadku nachylonym stanie królestwa mego, przeciw
nieprzyjaciołom świętego kościoła Rzymskiego - najpokorniej błagam.
A ponieważ Twoimi wielkimi dobrodziejstwy przejęty
jestem z narodem moim - przeto nową najgorętszą
żądzę służenia Tobie ślubuję ..."

Złożone przed obrazem Matki Boskiej śluby Jana Kazimierza, nie zostały, niestety z różnych znanych z historii przyczyn spełnione, a nawet w okresie utraty niepodległości, zapomniane.
Dopiero po około 250 latach po królewskim ślubowaniu, którego zaledwie fragment przytaczam powyżej, w dniu 29 września 1904r. na zakończenie odbytego we Lwowie I Kongresu Mariologicznego, ówczesny rzymsko- katolicki arcybiskup metropolita lwowski, Józef Bilczewski odczytał wobec tłumów na rynku Miasta tekst odnowienia ślubów Jana Kazimierza.
W tym to roku po raz pierwszy ze stolicy Piotrowej, zostało oficjalnie wypowiedziane przez papieża Piusa X określenie Matki Bożej jako "Królowej Korony Polskiej". Ten sam papież zezwolił na włączenie tego tytułu do odmawianej w naszym kraju litanii loretańskiej.
W roku 1920 w trakcie wojny polsko- bolszewickiej kolejny papież Benedykt XV włączył to modlitewne wezwanie do litanii publicznej, zaś w 3 lata później papież Pius XI ( pierwszy nuncjusz apostolski w Polsce, Achilles Ratti) przeniósł uroczystość Królowej Korony Polskiej na dzień rocznicy 3 Maja, a następnie w roku 1924 zezwolił na obchodzenie tego dnia jako święta kościelnego.
Posiadam steraną wiekiem i śladami częstego używania książeczkę do nabożeństwa wydaną w Krakowie w roku 1921. Z niej to modlono się do Królowej Korony Polskiej, co również zanotowała moja pamięć.
W powojennym Mszaliku Rzymskim wydanym przez OO. Redemptorystów we Wrocławiu w roku 1949 koronę jakby zdjęto; pozostała modlitwa do Królowej Polski. Kiedy, na czyje polecenie, dlaczego ? - tego na razie nie wiem.

R.J.

Nasz Kościół nr 115 z dnia 07.12.1997

Matka Boska Ostrobramska we Lwowie.

Pisząc niedawno o Matce Boskiej Jazłowieckiej, którą 14 Lwowski Pułk Ułanów obrał za patronkę i Hetmankę, tym razem słów parę o garnizonowym kościele tegoż pułku pod wezwaniem Matki Boskiej Ostrobramskiej, usytuowanym w jednej z dzielnic Lwowa tj - na Górnym Łyczakowie.

Był on najmłodszym kościołem wznoszonym w latach 1931-34. Stanął w miejscu dokładnie tam, gdzie od strony wschodniej padł pierwszy granat bolszewicki wystrzelony na Lwów w 1920 r.

Głównym fundatorem świątyni był wielki budowniczy kościołów w Małopolsce wschodniej - metropolita lwowski abp Bolesław Twardowski, zaś projektantem był profesor Politechniki lwowskiej architekt Tadeusz Obmiński. Światynia ta wzniesiona była jako dziękczynnienie za wybawienie Polski z ponad stuletniej niewoli oraz ocalenia miasta od wrogiej przemocy w latach 1918 -1920.

Lwów był i jest porównywany z racji swojego pięknego położenia na 7-miu wzgórzach - do Rzymu; tak więc przy ulicy Łyczakowskiej pnącej się ku jednemu ze wzniesień, na samym szczycie, został przez Polaków wzniesiony kościół p.w. Matki Boskiej Ostrobramskiej. Poprzez nazwę kościoła taką, a nie inną, chciano zaznaczyć, że Lwów i Wilno to dwa kresowe miasta stojące na straży Rzeczpospolitej, broniące wiary katolickiej i polskości.

Kościół posadowiony został z uwagi na duże pochylenie terenu na założonym na szczycie tarasie, skąd rozciągał się wspaniały widok na szeroko rozpostarty Lwów. Do świątyni przyparto strzelistą czworograniastą wieżę - dzwonnicę wys. 60 m.

Z niej to corocznie przez cały maj fanfarzyści orkiestry "Czternastaków" wygrywali na swoich trąbach melodie maryjnych pieśni, które spływały w wiosenne poranki na robudzający się w dole ze snu Łyczaków. W czasie nabożeństw cała orkiestra ułańska grywała często na kościelnym chórze, gdzie też nierzadko śpiewał Andrzej Hiolski, dziś znany w kraju śpiewak operowy, a ówczesny kolega gimnazjalny Witolda Szolgini autora książki - "Tamten Lwów". Wspomnieniom swego kolegi o pięknym głosie, jak i wspaniałej orkiestrze ułańskiej, poświęcił W. Szolginia swój nostalgiczny wiersz, którego fragment zamieszczam poniżej:

(...) Ułani nie konno - dziś hulają * piesi,
Na czele orkiestry - pan wachmistrz Patyna;
A z wieży kościoła dźwięk dzwonów się niesie,
Wkrótce jak my cichnąc, bo się msza zaczyna,
"Bóg się rodzi!" - grzmi z chóru orkiestra ułanów,
Aż się w parku trzęsą ośnieżone drzewa,
A potem tak słodko do wtóru organów
"Lulajże Jezuniu..." Dzidek Hiolski śpiewa...
Snują się kolendy swą melodią śpiewną
Albo z trąb złocistych, lub ze srebrnej krtani,
Płynąc poprzez lata swoją nutę rzewną
A co tym wspomnieniem dziś serce me rani...

Pośrodku fasady kościoła, wysoko nad jego głównym wejściem umieszczono loggię otwartej kaplicy, w której odprawiano nabożeństwa z okazji szczególnie uroczystych obchodów kościelnych i państwowych. Dzięki temu w tak odprawianej na wolnym powietrzu Mszy św. mogły wziąć udział nie tylko tłumy wiernych, których nie pomieściłby kościół, ale nawet w szyku konnym, skoszarowany w pobliżu kościoła 14 Pułk Ułanów.

Po wkroczeniu Sowietów do Lwowa i usunięciu księży Salezjanów z kościoła M.B.Ostrobramskiej, świątynię zamieniono na magazyn, otoczono drutami; przed kościołem ustawiono na topornym cokole sowiecki czołg w charakterze pomnika.
Nie tak dawno kościół został otwarty i przekazany miejscowym greko-katolikom.

R.J.

* hulają w gwarze lwowskiej znaczy: chodzą

Powrót do strony głównej