Not seeing a Scroll to Top Button? Go to our FAQ page for more info. NASZ KOŚCIÓŁ -
Parfia Rzymskokatolicka w Pustkowie Osiedlu
OKRES ZWYKŁY Środa, 19 Wrzesień 2018 - 262 dzień w roku - godz.09:03:00 Tydzień: 38
1994 1995 1996 1997 1998 1999 2000 2001 2002 2003 2009 2010 2011 2012 2013 2014 2016 2017 2018  
NASZ KOŚCIÓŁ - ROK 1999  Miesiąc:  1 2 3 4 6 7 11 12  
Czerwiec 1999
Nasz Kościół nr 146 - z dnia 06.06.1999

Moje "podróże" na Kresy

Po tegorocznych świętach Wielkiej Nocy wybrałam się w odwiedziły do siostry w Warszawie. Czekało tam na mnie zaproszenie na "Jajeczko wielkanocne" urządzane, jak co roku, przez Towarzystwo Miłośników Lwowa i Kresów Południowo-Wschodnich, do którego siostra od lat należy, a ja poprzez wycieczki urządzane przez to Towarzystwo do Lwowa i okolic poznałam szereg osób, wobec czego nie czułam się tam obco.
Przewodniczącym Towarzystwa i zarazem jego duszą jest wielce zasłużony ks. prałat Janusz Popławski, który serdecznie powitał zebranych, a także zaproszonych gości wywodzących się ze Lwowa, a mianowicie; popularnego duetu piosenkarzy p. Zbigniewa Kurtycza (tego od "Cichej wody") z żoną p. Barbarą Dunin oraz p. Ireną Dziedzic znaną szczególnie z audycji telewizyjnej "Tele-echo", z którą przesiedziałam prawie na jednej ławce w gimnazjum im. A. Asnyka we Lwowie w latach 1937 -1939.
Było wesoło i "śpiewająco" (lwowiacy, jak wiadomo, rozśpiewany lud), zwłaszcza, że lwowskie piosenki wykonywali pp. Kurtyczowie przy wtórze całej sali.
Będąc w Warszawie miałam okazję by oglądnąć film pt. "Ogniem i mieczem", na podstawie powieści Henryka Sienkiewicza. Stwierdzam iż mimo obawy przed konfrontacją filmu z powieścią, którą niedawno na świeżo przeczytałam, nie rozczarowałam się. Niektórzy zarzucają, że film wybitnie wojenny; no cóż - takie to były czasy, zresztą sam tytuł książki o tym świadczy.
Na "Jajeczku" zaopatrzyłam się w kilka numerów pisma pt: "Semper Fidelis" ("Zawsze Wierny") wydawanego przez Towarzystwo Miłośników Lwowa, gdzie w jednym z nich pani H. Cieszkowska zamieściła artykuł pt. "Na szlaku Orlich Gniazd". Opisuje ona wycieczkę po Dzikich Polach na wschodnich rubieżach dawnej Rzeczpospolitej, nazwanych słusznie przedmurzem chrześcijaństwa. Właśnie po tych Polach przetaczały się watahy kozackie i czambuły Tatarów i Turków staczających walki z polskim rycerstwem. Dla obrony kresów budowano tu twierdze obronne m.in. Zbaraż, Kamieniec Podolski, Chocim.
Zbaraż powstał w XI wieku; zbudował go na wyniosłym wzgórzu między moczarami Jerzy Zbaraski. W następnych wiekach właścicielami Zbaraża byli kolejno Wiśniowieccy, Potoccy, Lubomirscy - rodziny znane z zasług dla Polski.
Obecnie wnętrza warowni jak i cały zespół zamkowy - po wyremontowaniu, przeznaczono na "muzeum sławy kozackiej".
Sam Zbaraż to miasteczko z jednym kościołem katolickim, remontowanym dzięki Fundacji ks. Niedzielaka.
Kamieniec Podolski - stolica Podola, dziś dość duże miasto, ładnie położone. Miasto zdobią cerkwie, kościoły unickie oraz czynna wspaniała katolicka katedra ze stojącym obok minaretem, który postawiono "na wieczną pamiątkę" panowania Turków w XVIII wieku. Jako ciekawostkę podaję, że na szczycie minaretu ówczesny biskup postawił złotą figurę Madonny. Jest to jedyna osobliwość w Europie. Na jednym z epitafiów w katedrze widnieje napis: "Pamięci katolików, którzy w wierze swojej dali świadectwo, których imiona starto i wdeptano w ziemię, którzy konania bestii widzieć nie zdążyli."
Twierdza kamieniecka postawiona wysoko na brzegach Smotrycza połączona jest z miastem kamiennym mostem. Wchodzącym na most w celu obejrzenia twierdzy jawią się ogromne mury 11 baszt. Fortecę budowano i rozbudowywano w czasie od XI do XVII wieku, na którą też przekazywali złoto biskupi rzymscy, a nawet sam papież.
Obelisk postawiony przez Polaków przypomina bohatera powieści H. Sienkiewicza tj. pułkownika Jerzego Michała Wołodyjowskiego, nazwanego Hektorem Kamienieckim, którego śmierć pomścił Jan Sobieski zadając Turkom pod Chocimiem sromotną klęskę w 1673 r. Zwycięstwo to utorowało drogę do tronu pogromcy Turków i w 1674 w drodze elekcji został wybrany na króla Polski jako Jan III Sobieski.
Chocim - ponury masyw chocimskiej twierdzy na wysokim brzegu pięknego Dniestru powstał w XIII wieku. Chocim był twierdzą słowiańską i ciągle przechodził z rąk do rąk, ale najdłużej był we władaniu Turków; stał na szlaku handlowym i szerokim Dniestrem płynęły towary do morza Czarnego z południa i północy Polski.
Czytając relacje autorki z podróży po Dzikich Polach śladami Trylogii H. Sienkiewicza opisane w barwny sposób, nie mogę oprzeć się wzruszeniu i żalu, że moje podróże na Kresy nie prowadziły tym szlakiem.

R.J.

Nasz Kościół nr 147 - z dnia 27.06.1999

Jeszcze o Jazłowcu i o ludziach z nim związanych

W gazetce parafialnej "NK" nr 113 z listopada 1997 roku opisałam historię założenia klasztoru SS Niepokalanek z siedzibą w Jazłowcu ,na Podolu.

MB JazłowieckaSiostrom patronowała Pani Jazłowiecką - Matka Boska Niepokalanego Poczęcia. Piękny posąg Matki Boskiej wykuty w r. 1883 z białego marmuru, słynący cudami, podzielił los wygnanych sióstr z Jazłowca i znalazł się w 1946 r. wraz z siostrami w Szymanowie pod Warszawą,

Jak wspominałam, w czasie jednej z pielgrzymek z naszej parafii, byłam w Szymanowie u sióstr Niepokalanek; zachwyciłam się posągiem, ze wzruszeniem słuchałam opowieści o losie tego posągu i Sanktuarium, oglądałam liczne wota, krzyże, medale i inne pamiątki wojenne składane u stóp swej Hetmanki przez Ułanów Jazłowieckich i Małopolskich walczących w czasie n wojny światowej pod dowództwem gen. Andersa m.in. pod Monte Cassino.

Chciałabym podzielić się z czytelnikami gazetki pewną ciekawą i bogatą historią życia jednej z sióstr Niepokalanek, którą niezwykle serdecznie wspomina gen. bryg. Klemens Rudnicki. Była nią siostra Laweta (Zofia Wilczyńska) zmarła w 1985 w Jarosławiu w tamtejszym klasztorze Sióstr Niepokalanek. Była osobą nieprzeciętną; zanim wstąpiła do klasztoru, mając 18 lat, walczyła z karabinem w ręku w obronie Lwowa z Ukraińcami w 1918r i dosłużyła się stopnia kaprala. Za dzielność i odwagę została odznaczona Krzyżem Walecznych.

Jak wspomina gen. Rudnicki, kiedy w sierpniu 1939r. ułani składali wotum u stóp Pani Jazłowieckiej, furtianką była wówczas siostra Laureta, sprawująca równocześnie funkcję mistrza ceremonii z ramienia klasztoru, jako kapral i ekspert klasztorny od spraw wojskowych.

Ponownie gen. Rudnicki spotkał się u furty klasztornej z siostrą Laureta w listopadzie 1939r., a więc po zajęciu wschodnich obszarów Polski przez Sowietów, by zobaczyć się ze swymi córkami, które przebywały u sióstr.

W 1941 r po wyjściu z więzienia sowieckiego, generał znalazł się w sztabie Armii Polskiej, gdzie dowiedział się, że s. Laureta, jako jedyna z sióstr zakonnych została wywieziona z Jazłowca w głąb Związku Radzieckiego. Udało się ją ściągnąć do dowództwa Armii z przydziałem do 6-tej Dywizji Piechoty. Za dzielną służbę została mianowana starszym wachmistrzem i wraz z Armią Andersa znalazła się w Palestynie, a następnie w 1943r w Szkocji w swoim pułku Ułanów Jazłowieckich, gdzie była świetliczanką, aż do końca działań wojennych.

Następne spotkanie z s. Laurką gen. Rudnickiego dowodzącego I Dywizją Pancerną, odbyto się w Niemczech w 1945 n, gdy s. Laureta jechała z misją do Warszawy po ukryty sztandar pułkowy, by przywieźć go do Szkocji Po trzech miesiącach poszukiwań sztandaru mimo odnalezienia go przez s. Lauretę, przechowujący nie zawierzyli siostrze i sztandaru me wydali. Sztandar jednak dotarł do Szkocji, ale przywieziony przez kogoś innego.

Zawiedziona tą nieudaną misja, wymizerowana, zmęczona, powróciła s. Laureta do klasztoru najpierw w Szymanowie, a kiedy zaczęła podupadać na zdrowiu, do klasztoru Niepokalanek w Jarosławiu, gdzie chorując przez szereg lat z amputowaną nogą zmarła w 1985r.

Nawiązując do homilii Jana Pawła II podczas tegorocznej pielgrzymki, w czasie Mszy Św. w Bydgoszczy, w której mówił o męczennikach za wiarę, miłość i aby dać świadectwo prawdzie, jak podkreślił Ojciec Święty, nie sposób nie wspomnieć o księdzu męczenniku - proboszczu w Jazłowcu.

Kapłanem - męczennikiem był kanonik ks. dr Andrzej Kraśnicki. Urodzony w 1895r, święcenia kapłańskie otrzymał w 1921 r, z rąk abpa Józefa Bilczewskiego; początkowo był asystentem na wydziale teologicznym Uniwersytetu Jana Kazimierza we Lwowie, by w latach 30-tych objąć probostwo w Jazłowcu, a także kierownictwo dekanatem jazłowieckim. Prócz pracy duszpasterskiej działał społecznie w Związku Szlachty Zagrodowej, prowadząc prócz tego pomoc charytatywną wśród ubogiej młodzieży swego dekanatu.

W związku z powtarzającymi się napadami na plebanię jazłowiecką, przełożeni z kurii arcybiskupiej we Lwowie, namawiali ks. Kraśnickiego by wyjechał z Jazłowca, lecz on nie chciał opuszczać swoich parafian. Nadszedł adwent 1943r. W nocy z 7/8 grudnia, banderowcy wyśledzili, że tym razem ksiądz nocuje na plebani, wdarli się wyważając drzwi łomem i na strychu; gdzie schronił się ks. Kraśnicki, zamordowali go, wyrzucając ciało przez okienko, po czym wywieziono je saniami w pole. Kiedy rano Polacy przyszli na roraty w kościele był jeden szloch.

Od świąt Bożego Narodzenia parafię jazłowiecką objął ks. Bernard Pyclik z Połowic w powiecie czortkowskim, gdzie Ukraińcy wymordowali wszystkich parafian. Bohaterski ksiądz nie zawahał się i objął następną zagrożoną parafię. Dalsze losy ks. Pyclika nie są znane p. Adamowi Wartelskiemu - autorowi obszernego artykułu o założeniu w XII w., dalszych dziejach aż po tragiczny koniec, Jazłowca jako polskiego kresowego miasta.

R.J.

Powrót do strony głównej