Parfia Rzymskokatolicka w Pustkowie Osiedlu
OKRES ZWYKŁY Poniedziałek, 16 Lipiec 2018 - 197 dzień w roku - godz.15:57:44 Tydzień: 29
1994 1995 1996 1997 1998 1999 2000 2001 2002 2003 2009 2010 2011 2012 2013 2014 2016 2017 2018  
NASZ KOŚCIÓŁ - ROK 1998  Miesiąc:  1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12  
Czerwiec 1998
Nasz Kościół nr 127 - z dnia 07.06.1998

Wojna i okupacja na terenie archidiecezji lwowskiej.

Ogromnym wstrząsem dla całego społeczeństwa w archidiecezji lwowskiej, były kilkakrotne wywozy ludności polskiej wgłąb Związku Radzieckiego.

Najpierw w lutym 1940 r. wywieziono na Syberię polskich osadników pochodzących z zachodniej Małopolski, zwłaszcza z przeludnionej Rzeszowszczyzny, których osiedlono na rozparcelowanych obszarach dworskich. Byli oni szczególnie znienawidzeni przez Ukrainców, którzy przyczynili się w ten sposób do pozbycia się Polaków z terenów województwa Lwowskiego, Tarnopolskiego, Stanisławowskiego i Wołyńskiego. Deportacje odbywały się w ciężkich warunkach, w śnieżycy i przy silnych mrozach. Niejednokrotnie księża dobrowolnie dzielili tułaczy los swoich parafian.

W kwietniu 1940r. zaczęto wywozić rodziny aresztowanych Polaków, rodziny oficerów, działaczy politycznych, sędziów, prokuratorów, ziemian, policjantów, a pod koniec czerwca tegoż roku - uchodźców tj. tych którzy uciekli przed Niemcami do Lwowa i innych miast we wrześniu 1939r, a wpisanych na listy chcących powrócić do swoich domów; wśród był nieżyjący już mąż mojej siostry, pochodzący z Poznania.

Wybuch wojny niemiecko-radzieckiej w roku 1941 zmienił chwilowo nastroje społeczeństwa w Małopolsce Wschodniej zwłaszcza, że południowe tereny archidiecezji lwowskiej okupowali najpierw Węgrzy, wówczas sprzymierzeńcy III Rzeszy. Krótkie, bo zaledwie miesiąc trwające rządy Węgrów, były wytchnieniem dla polskiej ludności, gdyż Węgrzy odnosili się do Polaków życzliwie. Natomiast ludność ukraińska doznała zawodu po przyjściu Niemców, bo spodziewała się utworzenia niepodległego państwa. Tymczasem Niemcy już 1 sierpnia 1941r. włączyły nowo okupowane tereny do Generalnego Gubernatorstwa jako dystrykt Galicja i wprowadziły walutę z polskim napisem "złoty".

Już 4 lipca Niemcy rozpoczęli terrorystyczną działalność na zajętych terenach, egzekucją we Lwowie profesorów i uczonych polskich, wśród których rozstrzelany został ks. dr Komornicki, profesor nauk biblijnych w lwowskim seminarium duchownym. Osławione, bo budzące grozę za czasów sowieckich więzienie prz ul. Łąckiej we Lwowie, po uprzątnięciu zmasakrowanych przez uciekających sowietów ciał więźniów, zaczęło pod rządami nowych okupantów funkcjonować i ponownie się zapełniać.

Tragiczne położenie ludności polskiej, spotęgowały masowe napady i mordy dokonywane przez nacjonalistów ukraińskich, które na wielką skalę rozpoczęły się w roku 1943 i trwały nawet po zakończeniu wojny.

Poniosło wtedy śmierć męczeńską 44 kapłanów, zamordowanych w bestialski sposób przez nacjonalistów ukraińskich i 34 księży zamęczonych w obozach koncentracyjnych i więzieniach hitlerowskich, wiele sióstr i braci zakonnych oraz kilkadziesiąt tysięcy ludności polskiej.

Całe wsie opustoszały; spalono setki wsi polskich, tysiące gospodarstw oraz szereg kościołów, kaplic i plebanii; ludność chroniła się do miast i miasteczek. Nowe zniszczenia przyniósł przesuwający się front wojny w 1944r. Niektóre miejscowości, np wojewódzkie miasto Tarnopol, zostały prawie doszczętnie zniszczone.

Pozycja Kościoła, w tym księży, biskupów była w czasie obu okupacji szczególnie trudna z uwagi na to, że kościoły stanowiące ostoję polskości, były przedmiotem szczególnej nienawiści ze strony władz okupacyjnych.

O okolicznościach, w jakich nastąpiła nominacja bpa Eugeniusza Baziaka na metropolitę archidiecezji lwowskiej i jego działalności - w gazetce za dwa tygodnie.

R.J.

Nasz Kościół nr 127 - dodatek młodzieżowy "Świtanie" z dnia 07.06.1998

SAMO ŻYCIE...

Ranek. Jasno. Słońce świeci. Zieleń. Zaczynają cykać świerszcze i koniki polne. Krople rosy spadają z traw i drzew. Świeżo-radosny śpiew ptaków. Zbieram kwiaty : niezapominajki, jaskry, polne bratki, jakieś delikatne białe kwiatuszki, koniczynki, jest też jakiś fioletowy dzwoneczek. Buty całe mokre, ale to nic.

Niedaleko droga. Przejeżdza wóz. Tuż obok tory kolejowe - jedzie pociąg - pewno jadą nim ludzie do pracy, szkoły. A ja jestem tutaj na cudnej leśno-łące. Pięknie tu...

Ale nie czuję się tu dobrze. Obco, jakby to nie był mój świat ( i tak jest), chociaż chciałabym, aby takim był... Jakbym zakłóciła czyjąś harmonię i spokój, bycie. Nie pasuję tu. Jestem skądinąd.

U mnie tyle pośpiechu, zajęć....Ale tutaj jest tak pięknie.

Nic, wsiadam na rower i jadę tam do tego głośnego świata - trzeba iść do szkoły, obowiązków.

Myślałam potem o tym moim rannym byciu w lesie. Wiem czemu było nieswojo i dziwnie. Do tego potrzebna jest cisza, której ciągle brakuje, która jest sama w sobie życiem. To taka cisza, co pokazuje na nowo świat - sprawia że troszkę zaczynasz do niego pasować, daje pokój. Taka cisza pochodzi od Boga. Gdy ona jest, jest tak jak napisała Anna Frank w swoim Dzienniku : " W miejscu, w którym ktoś jest sam na sam z niebem, natura staje się Bogiem, i zaczynasz się czuć jakby wszystko było tak jak powinno, bo Bóg pragnie widzieć ludzi szczęśliwymi pośród piękna przyrody."

K.


AKATHISTOS POLSKI

W najbliższą sobotę 6.06.1998 na nabożeństwie fatimskim zostanie odśpiewany Hymn Ku Czci Bogurodzicy. Oto kilka słów o jego pochodzeniu i formie.

Od wczesnego chrześcijaństwa kult Matki Bożej wyrażał się nie tylko w liturgii, ale i w poezji. kolebką tej twórczości było przede wszystkim Bizancjum. Natomiast jednym z najwspanialszych jej zabytków jest hymn ku czci Bogurodzicy Akathistos.

Autorstwo hymnu stanowi do dzisiaj kwestię sporną. Obecnie znawcy poezji bizantyjskiej opowiadają się za autorstwem Romana Pieśniarza, twórcy wielu kondaktionów (pierwotnie były one według świadectwa badaczy czymś w rodzaju homilii, jakby śpiewanymi kazaniami). Akathistos powstał najprawdopodobniej w V-VI wieku. Został przetłumaczony na język łaciński, przyjęty przez Kościół Zachodni i odtąd zaczął wywierać ogromny wpływ na poezję maryjną Średniowiecza. Treść hymnu koncentruje się wokół tematu obecności Maryi w Tajemnicy Słowa Wcielonego i Jego Kościoła. Akathistos składa się z 24 zwrotek zaczynających się od kolejnych liter alfabetu. Na przemian przeplatają się teksty maryjne i chrystologiczne. Każda strofa zapowiedzi wydarzenia lub tematu, który kieruje naszą myśl ku wnętrzu tajemnicy. Pozdrowienia, wezwania litanijne rozpoczynają się od słowa "chaire" (witaj, bądź pozdrowiona, raduj się). Hymn ten jako oficjum wotywne na cześć Bogurodzicy do dziś jest uroczyście celebrowany. najczęściej śpiewa się go przed ikoną Bogurodzicy.

Akatyst,ten który będzie odśpiewany nie jest dosłownym tłumaczeniem oryginalnego tekstu. Marek Skwarnicki poeta, publicysta wzorując się na dawnym tekście, uwspółcześniając nieco napisał Akathistos Polski, nie pozbawiając go bogactwa obrazów, porównań, zestawień znamiennych dla liturgii wschodniej. Jest on piękną modltiwą maryjną pełną patosu, która robi wrażenie i rzeczywiście wzrusza. Modląc się nią oddajmy cześć naszej Fatimskiej Pani.

na podst. oprac.  G.R.

Nasz Kościół nr 128 z dnia 21.06.1998

Losów archidiecezji lwowskiej - ciąg dalszy.

Rok 1944 przyniósł ks.bp. Baziakowi nominację na jakże zaszczytne, a równocześnie tak odpowiedzialne, zwłaszcza w czasach wojny, stanowisko - arcybiskupa rozległej i zróżnicowanej archidiecezji lwowskiej.

Doręczenie decyzji Ojca św. Piusa XII nie było zwyczajne; trwała przecież wojna. Oto wczesnym latem 1944r. zgłosił się do ks.bpa Baziaka kapelan armii niemieckiej w mundurze oficera i wręczył ks. biskupowi zalakowaną kopertę, przekazaną mu przez nuncjusza apostolskiego w Berlinie z prośbą o osobiste doręczenie adresatowi. W przesyłce tej znajdowała się bulla nominacyjna z dnia 26.04.1944r., mocą której ks. bp Eugeniusz Baziak został ustanowiony arcybiskupem tytularnym Pariany i koadiutorem czyli pomocnikiem abpa Bolesława Twardowskiego z prawem następstwa z tym, że nominacja ma być zachowana w ścisłej tajemnicy, aż do śmierci metropolity Twardowskiego.

I tak się złożyło, że w niedługim czasie, bo w listopadzie tegoż roku abp Twardowski, biorący udział w uroczystościach pogrzebowych abpa obrządku greko-katolickiego Andrzeja Szeptyckiego - hrabiego i szlachcica polskiego, uważanego przez Ukrainców za wodza i hetmana ukraińskiego narodu, przeziębił się. Ze względu na wiek, osłabione serce cukrzycą, sytuacja chorego była poważna, Wszyscy, którzy o tym wiedzieli byli bardzo zaniepokojeni. Tak jak Kościół unicki odczuł stratę metropolity Szeptyckiego, znanego w całej Europie z niepospolitego umysłu i dobroci, stanowiącego oparcie dla unitów przed pochłonięciem ich przez prawosławie, tak abp Twardowski był moralnym oparciem mieszkającej na swej rodzinnej ziemi ludności polskiej. W dniu 22 listopada 1944r. nastąpił zgon metropolity Twardowskiego.

Autor książki pt "Arcybiskup wygnania Eugeniusz Baziak metropolita lwowski " ks. Wacław Szetelnicki, z której czerpię wiele cennych wiadomości, stwierdza dziwną zbieżność dat historycznych, którą zacytuję:

"Dnia 1 września 1918r. po nocnym zamachu stanu dokonanym przez Ukrainców, w ratuszu lwowskim załopotała chorągiew ukraińska. W rocznicę tego dnia 1 września 1944 r. zmarł wódz duchowy Ukrainców, metropolita Szeptycki.

Dnia 22 listopada 1918r. obrońcy Lwowa weszli do miasta i zajęli je. Ukraincy musieli uchodzić. Na wieży ratuszowej lwowiacy ujrzeli flagę polską. W rocznicę tego dnia 22 listopada 1944r. zmarł metropolita Polaków abp Twardowski " - koniec cytatu.

Na sesji księży kapituły lwowskiej wezwanych przez ks. bpa Baziaka w dniu 23 listopada 1944r., po przedstawieniu kapitule papieskiego dokumentu, nowy metropolita lwowski złożył przysięgę i objął rządy archidiecezją.

Pogrzeb zmarłego abpa Twardowskiego, po licznych zabiegach abpa Baziaka u władz sowieckich, na jego osobistą odpowiedzialność za spokój i porządek, mógł odbyć się i przejść przez miasto z katedry na miejsce wiecznego spoczynku, do kościoła Matki Boskiej Ostrobramskiej na Górnym Łyczakowie. W orszaku pogrzebowym liczącym ok. 100 tys. uczestników, brała udział kilkuosobowa delegacja Wojska Polskiego na czele z generałem, niosąca wieniec z biało- czerwonymi szarfami.

Orszakowi pogrzebowemu "towarzyszyło" również kilka tysięcy uzbrojonych żołnierzy sowieckich, a na skrzyżowaniach ulic stały czołgi.

Z wielkim smutkiem i łzami żegnał Lwów swego arcypasterza dostrzegając w tym jakoby znak i hasło pożegnalne z latami świetności polskiego Lwowa.

Zwłoki arcybiskupa złożono w sarkofagu w krypcie pod posadzką kościoła M.B. Ostrobramskiej, gdzie tak przecież niedawno, przed wojną, grzmiały fanfary 14 Pułku Ułanów Jazłowieckich na cześć swojej hetmanki, a teraz tłumy uczestniczących w pogrzebie rozeszły się w milczeniu z przeświadczeniem, że wieko trumny zamknęło pewien etap dziejów archidiecezji lwowskiej.

Serce zmarłego, zgodnie z jego ostatnią wolą zamurowano w 1945r. w chórze kościoła SS Karmelitanek Bosych przy ul. Potockiego.

O dalszych losach polskiego społeczeństwa i jego arcypasterza po zakończeniu wojny, w następnej gazetce.

R.J.

Nasz Kościół nr 128 - dodatek młodzieżowy "Świtanie" z dnia 21.06.1998

SAMO ŻYCIE...

Ostatnio trochę podróżowałam. Bardzo to lubię, tak jechać i jechać... Mijać kolejne miasta, wsie. Podziwiać "zza szyby " (tak to jeden z większych mankamentów podróży pociągami i autobusami) krajobrazy. W czasie takich "wypraw" spotyka się wielu ludzi, mija wiele twarzy... Niektóre głębiej zapadają w pamięć.

Młoda dziewczyna siedziała nieruchomo, słuchała walkmana, oczy miała cały czas zamknięte. Przypominała rzeźbę. Zastanawiałam się czego słuchała bo na twarzy nie było widać nawet małego grymasu (na pewno nie Vivaldiego). Dobrze, że po 1,5 godziny była kontrola biletów. Okazało się, że dziewczyna nie zapadła w śpiączkę, bo sprawnie podała bilet, legitymację... i znów zastygła jak rzeźba.

Na dworcu w Krakowie, ogromne kolejki do kas (była czynna tylko ich część).Tam czuło się irytację, pośpiech. Niektórzy na głos wyrażali swe oburzenie, inni rozglądali się szukając najkrótszej kolejki, a już prawie wszyscy spoglądali co chwilę na zegarek. (W takiej kolejce po bilet stałam dokładnie 45 minut). Niektórzy podchodzili do początku i błagali (tak - błagali - to dobre słowo) o kupienie im biletu " bo pociąg odjeżdża za 4 minuty". "Kolejka" trochę niewyraźnie, ale wyrażała zgodę i podróżny odjeżdżał "za 4 minuty". Naokoło stali również : młodzież z plecakami, rodziny, zakochani... zmęczeni, uśmiechnięci, zatopieni w książce...

Gdy człowiek tak jedzie, gdy jest już zmęczony, gdy osiem osób w przedziale spokojnie przymyka oczy, słucha muzyki jadącego pociągu lub patrzy gdzieś w ciemność za szybą - to czuje się jakoś bezpiecznie i miło. Tak jakby to zmęczenie (g.21..) łączyło.

Kiedy już dojeżdżałam do Dębicy, marzyłam o kąpieli, o spotkaniu z rodziną i "rzuceniu się w objęcia Morfeusza". Uświadomiłam sobie, jakie to szczęście, że mam dom. Można jechać nawet na księżyc, przemierzać pustynie i morza, wiedząc, że gdzieś ktoś na nas czeka, ktoś gdzieś za nami tęskni.

" Wędrówką życie jest człowieka ..."

A.G.

Powrót do strony głównej