Not seeing a Scroll to Top Button? Go to our FAQ page for more info. NASZ KOŚCIÓŁ -
Parfia Rzymskokatolicka w Pustkowie Osiedlu
OKRES ZWYKŁY Środa, 24 Październik 2018 - 297 dzień w roku - godz.05:11:36 Tydzień: 43
1994 1995 1996 1997 1998 1999 2000 2001 2002 2003 2009 2010 2011 2012 2013 2014 2016 2017 2018  
NASZ KOŚCIÓŁ - ROK 2010 : 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12  
Nasz Kościół - nr 208  -  Lipiec 2010   
Rok Kapłański trwa...
Zdumiony pięknem obecności Jezusa.
Rozmowa z ks. Tomaszem Rąpałą
Obrazek prymicyjnyObrazek prymicyjny

W nawiązaniu do Roku Kapłańskiego i świadectwa Księdza w naszej gazetce, chcę zapytać jak to się zaczęło, kiedy Ksiądz po raz pierwszy pomyślał, że Pan Bóg chce widzieć w nim kapłana ?

Myślę, że było to około klasy czwartej. Kapłaństwo zawsze mi się podobało, posługa kapłana w kościele, spowiadanie, odprawianie Eucharystii. Chociaż muszę powiedzieć, że ministrantem bytem późno, bo dopiero od piątej klasy. Pamiętam jak Mama zaprowadziła mnie na zbiórkę ministrantów, kiedy zobaczyłem ich chyba ponad stu, to chciałem stamtąd uciec. Ale Mama powiedziała: zostań, zostań. I tak się też skończyło. Wszystko to powoli dojrzewało, ale był taki jeden dzień, bodajże w szkole średniej, kiedy zacząłem się modlić, żebym mógł być kapłanem. I to był decydujący moment, myślę, że konkretnej decyzji. Ale rozwijało się tak, jak powiedziałem, od najmłodszych lat.

Czy Ksiądz ma rodzeństwo?

Tak, mam brata i siostrę młodszych ode mnie, siostra o 2 lata, brat o 6 lat.

Czy całe młode życie upłynęło Księdzu w Nowym Sączu w jednej parafii, którą znamy?

Tak, w umiłowanej Parafii Sanktuarium Przemienienia Pańskiego, gdzie króluje Oblicze Jezusa Przemienionego i Przemieniającego i którego jestem apostołem niezmiennie.

Proszę nam przytoczyć napis na obrazku prymicyjnym.

Moje hasło prymicyjne pochodzi z Ewangelii św. Łukasza. Jest to sytuacja uczniów zmierzających do Emaus, a konkretne słowa: „Oni również opowiadali, co ich spotkało w drodze, i jak Go poznali przy łamaniu chleba”.

Czy po sześciu latach kapłaństwa, słowa te maja inny wydźwięk, bo zapewne się do tego wraca?

Wracam do tego bardzo często, tym bardziej, że hasło prymicyjne jest wybierane przed święceniami, a więc jeszcze nie przez kapłana. Moje hasło wiąże się z główną, priorytetową realizacją powołania kapłańskiego poprzez głoszenie Słowa, które u św. Pawła, jak wiemy z jego Listów, jest pierwszym zadaniem, nawet przed udzielaniem sakramentów świętych. I druga część tego hasła jest o łamaniu chleba, więc o Eucharystii. I tym kluczowym dla mnie słowem jest „poznawanie” Jezusa Chrystusa, którego poznajemy przede wszystkim przez Słowo Boże i medytację nad Eucharystią, a jako kapłan już poprzez sprawowanie tej świętej posługi.

Obecnie już wiemy, że Ksiądz nas opuści i przejdzie do Parafii Matki Bożej Nieustającej Pomocy w Mielcu i tam będzie służył. Proszę powiedzieć na ile kapłan dokonuje oceny swojej służby w kategorii sukces - porażka?

Trzeba powiedzieć, że Ewangelia nie zna słowa sukces, bo myślę, że Ewangelii i posługi kapłańskiej nie można oceniać w kategorii sukcesu albo porażki. Słowo Boże nigdy nie powraca bezowocnie. To może nie będzie w przeciągu tych czterech lat. Może to być jutro, albo w czyimś życiu za czterdzieści osiem lat. Tego nie jestem w stanie powiedzieć. Natomiast jestem przekonany w stu procentach, że owoce pracy duszpasterskiej są, czy będą w przyszłości. W przypadku głoszenia Jezusa bezowocność jest rzeczą niemożliwą. Kiedy rozmyślamy nad życiem Jezusa nie możemy mówić - patrząc po ludzku - o jakichkolwiek sukcesach. Pozostał sam z Maryją i Janem, kiedy można było się spodziewać wielu wielbicieli i przyjaciół. Z punktu widzenia wiary widzimy, że miłość zwyciężyła i w późniejszych losach byli ludzie wierni Chrystusowi do szaleństwa męczeństwa. W duszpasterstwie można mówić o radościach i rozczarowaniach. Nie brakuje mi powodów do radości, ale i wielu rozczarowań.

Ta świadomość zapewne bardzo pomaga w momencie jakiegoś kryzysu, np. zmęczenia w szkole.

Myślę, że tak. Można ocenić, że człowiek się stara np. żeby dzieci przychodziły na roraty, a przez te cztery lata w tym względzie nie ma żadnej poprawy. Ale myślę, że kiedyś dojdzie do tego, że oni będą lepiej swoje dzieci wychowywali.

Początkowe kazania Księdza były łagodne. Obecne są nieraz mocne. Czy wynika to z oceny sytuacji w Parafii, czy też z tego, że Ksiądz bardziej nas zna, nasze życie duchowe i funkcjonowanie w środowisku?

W tym kontekście można powiedzieć, że pobyt czteroletni dał jakieś poznanie Parafii i kapłan, kiedy wychodzi do ambony porusza się w konkretnych sprawach. Wówczas niektóre rzeczy trzeba bardziej wyakcentować. Bo Słowo Boże ma nas umacniać, a jak wiemy z lektury Pisma jest ono jak miecz obosieczny, a więc musi czasem przekłuć pewne sytuacje, żeby człowiek zobaczył swoje błędy. Ale jest też olejem, który zalewa rany. Dlatego myślę, że niektóre ostrzejsze sformułowania będą tak przyjęte. Sądzę, iż jest to na zasadzie miłującego ojca, który widząc niewłaściwości nie zacznie bić brawa mówiąc, że wszystko jest świetnie. Skoro mówi się raz, drugi, trzeci i bez skutku, to trzeba użyć mocniejszych argumentów, choć zawsze z miłością - szczególnie do tych, którzy zawsze uważają, że i tak wiedzą lepiej. Ludzie z wyczuciem Boga zrozumieją.

Myślę, że kapłani ciągle nam uświadamiają, że nasza wiara jest naszą egzystencją w świecie, że nie może być rozdwojenia między wierzeniem odświętnym, a codziennością.

Oczywiście. Nasze życie powinno być jak gąbka, która ciągle przyjmuje wiarę. Jeżeli chcemy być świadkami, a innej możliwości w chrześcijaństwie nie ma, bo chrześcijanin jest świadkiem Chrystusa, to musimy po prostu żyć Nim na co dzień.

Jak do tego ma się tradycja? Często rozgranicza się wiarę i tradycję.

Tradycja jest przekazywana przez wieki, ale bazuje na żywym Chrystusie, nie na namiastkach wiary! My jesteśmy włączeni w nurt Tradycji Kościoła. Tradycja jest niczym innym jak świadectwem. Gdyby nie świadectwo, to dzisiaj o tradycji nie mielibyśmy pojęcia.

Umiłowanie Eucharystii i adoracja. Ksiądz nie tylko o tym mówi, ale tym żyje. Czy jest lub był jakiś przewodnik w Księdza życiu?

Na pewno takim przewodnikiem jest Jan Paweł II, który umiłował Eucharystię, umiłował kapłaństwo, umiłował Kościół. I tym się przede wszystkim dzielił w swoim życiu. Również mam innych przewodników duchowych jak Benedykt XVI - teologiczny geniusz, Ojciec Rostworowski, o którym wiele pisałem - będę teraz przy jego grobie we Frascati, czy Kardynał François-Xaviêr Nguyên Van Thuan z Wietnamu, który poprzez swoje rekolekcje głoszone Janowi Pawłowi II dzieli się istotą swojego życia jakim jest umiłowanie Chrystusa i Kościoła. Także i inne postacie, które są dzisiaj szeroko znane takie jak ksiądz Jerzy Popiełuszko, Siostra Faustyna, Ojciec Pio. Natomiast bardzo ważną rzeczą jest posiadanie kierownika duchowego, który nas zna, prowadzi nas po ścieżkach duchowych. W czasach seminaryjnych był to ojciec duchowny, teraz jest nim kapucyn.

Ale nie jest to obowiązkiem, żeby kapłan miał przewodnika duchowego?

Obowiązkiem nie jest, ale to konieczność, filar, jeśli ktoś poważnie traktuje swoje życie duchowe. My czasem potrafimy innym pomagać, ale też nam ktoś musi pomóc w rozeznawaniu. Ksiądz ma być ekspertem w sprawach duchowych, ale również sam potrzebuje oceny swoich poszukiwań Boga.

Zawsze mnie ciekawiła sprawa posłuszeństwa danej osoby w jego prowadzeniu. Jesteśmy indywidualistami w dzisiejszym świecie. Czy jest ono wymagane i czy to jest trudne?

Na pewno u podstaw tego posłuszeństwa, jeśli chodzi o kierownictwo duchowe, leży zaufanie do kierownika duchowego. Bez zaufania nie można budować kierownictwa duchowego. Bez posłuszeństwa, kierownictwo duchowe nie miałoby sensu.

Co musimy w sobie odkryć, żeby mieć świadomość, że czegoś Pan Bóg od nas wymaga, oczekuje? Przecież dotyczy to i kapłana i każdego człowieka wierzącego.

Myślę, że najlepszym przewodnikiem duchowym w poszukiwaniu Pana Boga jest przede wszystkim adoracja Jezusa i lektura Pisma św. Jeśli człowiek konfrontuje swoje działanie z tym, co mówi Jezus Chrystus, jeśli nad tym medytuje, zastanawia się, to światło jego sumienia daje mu ten odpowiedni tor.

Czy prawdą jest, że wtedy odczuwamy pokój?

Tak, tak. Pokój jest tego konsekwencją. To jest podstawowy sygnał, że jesteśmy na dobrej drodze. Pokój wewnętrzny to podstawa!

Kiedy i od kogo usłyszał Ksiądz po raz pierwszy o Ojcu Pio?

Przeczytałem książkę o Ojcu Pio i się nim zachwyciłem. To było na pewno w szkole podstawowej. Potem już konkretniej. Spotkałem kapłana z Częstochowy, i on zabrał mnie na tygodniowe rekolekcje do San Giovanni Rotondo. To było międzynarodowe spotkanie poświęcone nie tytko duchowości Ojca Pio, ale również rozeznaniu swojego powołania. I myślę, że ten pobyt, niemalże nad grobem Ojca Pio, miał wielkie znaczenie. To było przed maturą.

Zażyłość z Ojcem Pio ujawniła się w prowadzeniu Grupy Modlitewnej. Kiedy przyszła ta mysi żeby tę grupę założyć?

Grupa powstała 3 lata temu. Pół roku po przybyciu do Parafii dostrzegłem potrzebę tej formy. Ksiądz Proboszcz wyraził wielką radość z tego powodu i tak się stało.

Czy na nowej Parafii istnieje Grupa Modlitewna Ojca Pio?

Istnieje i już wiem, że będę ją prowadził.

Każdy kapłan jest też nauczycielem. Czy nauczanie religii w szkole jest trudne?

W Seminarium również mamy przygotowanie pedagogiczne do pracy jako nauczyciel religii. Rzeczywiście jest to dzisiaj bardzo trudne zadanie. Praca nauczycielska zawsze mi się podobała, ale jest to trudne. Dzisiaj trzeba mieć sposób dotarcia do młodzieży tym bardziej, że przedmiot religii jest dzisiaj bardzo różnie przez nich traktowany. Nie tylko prowadzenie lekcji w sensie przekazywania wiedzy, ale przede wszystkim rolą religii jest doprowadzenie katechizowanego do Eucharystii, do modlitwy. W szkole, gdzie uczyłem, doświadczyłem dużego oporu.

Bardzo łączymy Księdza z posługą w konfesjonale. Ważnym jest, że u nas w Parafii w konfesjonale jest zawsze kapłan. Mimo to wiele osób nie przystępuje do Eucharystii.

Tak, w moim nauczaniu bardzo często podkreślam właśnie konieczność częstego przyjmowania Komunii św. dlatego, gdyż nawet obecność w kościele, ale miesiącami bez Komunii św. jest bardzo powierzchownym doświadczeniem Pana Boga. Bo być w świątyni to nie jest wszystko. Jest to dopiero jakiś grunt, jakiś początek drogi. Eucharystia niedzielna jest fundamentem, bez którego w ogóle nie ma wiary, ale bez Komunii św. jest to wielka powierzchowność wiary. Dlatego Komunia św. daje człowiekowi to zjednoczenie najdoskonalsze na ziemi z Jezusem Chrystusem. Posługa kapłańska w konfesjonale wiąże się z tym, że człowiek przekracza ten próg i widzi niebo na ziemi. O tym pisał Ojciec św. Jan Paweł II w encyklice o Eucharystii, że człowiek już wtedy nie potrzebuje wypatrywania zaświatów, bo on ma to tutaj na ziemi, ten przedsionek. Konfesjonał to podstawowa posługa kapłana.

Czy Eucharystia może zastąpić modlitwę indywidualną?

Nie, nie może. Dlatego, iż modlitwa indywidualna jest jakby dziękczynieniem po Eucharystii, wypływa z niej. Nasz cały tydzień, po Eucharystii niedzielnej, każda modlitwa jest przedłużeniem dziękczynienia za przyjętą Komunię św. I każda modlitwa zmierza do niedzielnej Eucharystii. Dlatego nie można mówić, że komuś lepiej się modli np. w lesie, bo to jest modlitwa piękna, ale jeśli nie jest zakorzeniona w Eucharystii, to jest to fikcja, to jest modlitwa do choinki.

Jak dotrzeć do tych, których me ma w kościele na Eucharystii?

Zwracam uwagę, że to właśnie WY macie być świadkami. To WY idziecie do rodzin, jesteście nauczycielami, idziecie do szkół, jesteście pracownikami urzędów, szpitali itd. Chrześcijaństwo polega na tym, że promieniuje - jeśli nie, to nie ma go w ogóle. A chrześcijanin jest świadkiem.

Ksiądz kiedyś powiedział, że komunizm wywarł takie mocne piętno w mentalności, w myśleniu, że żyjemy w pewnym rozdwojeniu, choćbyśmy tego nie chcieli. A przecież obecne pokolenia żyją w wolnym świecie.

Myślę, że w jakimś sensie tak. Natomiast użyte tutaj zostało pojęcie wolności, która jest często bardzo źle pojęta. Jestem wolny, więc robię, co mi się podoba. Nikt nie będzie się wtrącał w moje życie. Ksiądz na ambonie też, bo nikt nie ma racji, tytko ja mam rację. To często prowadzi do duchowej ruiny, nawet do ruiny człowieczeństwa. Nie potrafimy swojego życia często oceniać w sposób odpowiedni. Ktoś obok mnie może mieć dobre spojrzenie na moje życie, nawet przez jakieś upomnienie. Jeśli ono oczywiście wynika z dobrej intencji, jeśli człowiek kieruje się dobrem. Człowiek, który ma więź z Bogiem może to odpowiednio ocenić.

Jako dziecko respektujemy przykazana, choć ich nie rozumiemy, tak jak respektujemy nakazy rodziców.

Tak, bo wiemy, że to mówi autorytet, którym jest Bóg, a co do przykazań dyskusji żadnej nie ma, bo nikt nie ma prawa dyskutować z Dekalogiem.

Potem uruchamiamy rozum. Jeżeli pojmujemy głębię to żyjemy bardziej świadomie.

Tak, oczywiście. Ale na tym też polega prostota wiary, która jest przepiękna. Wiara prosta jest wiarą, która była od wieków, u naszych ojców. Oni nam to przekazali i myślę, że ta wiara prosta jest podstawą istnienia w świecie. Przez zawierzenie zgłębiamy wiarę. Jeżeli zawierzam, mogę zgłębić, przyjąć albo odrzucić. Co to jest zawierzenie? Panie, Ty jako mój Stwórca, Ty zawsze wiesz lepiej.

Często bywa tak, że moje wyobrażenie o moim życiu nie przystaje do tego co przeżywam, co mi zostaje zadane i wtedy to życie jest ciężkie, a może być odwrotnie. Życie jest ciężkie, ale przyjmuję je jako moją drogę, wtedy paradoksalnie jest ono lekkie.

Oczywiście bywa, że wiele osób popełnia błędy w tej sferze i mówi, że Pan Bóg mnie obdarza złem, a to nie jest prawda, bo Pan Bóg jest źródłem dobra i daje nam tylko dobro. Mamy tutaj problem z wykrzywionym obrazem Boga. Czasem z politowaniem słucham, kiedy mama lub babcia prowadzi dziecko, ono się wywróci i słyszy słowa, że „Bozia cię skarała”. To jest grzech zniekształcania obrazu Boga od najmłodszych lat. Co dziecko pomyśli o Bogu, kiedy dorośnie: tyran! A przecież czasem życie komplikujemy albo sami, albo inni ludzie nam je komplikują. My mamy się w tym odnaleźć poszukując woli Boga. Niosąc swój krzyż razem z Jezusem.

Często spotykamy się z takim stwierdzeniem, że Pan Bóg wkłada na mnie ten krzyż.

Nie. Pan Bóg nie wkłada żadnego krzyża na człowieka, bo krzyż jest złem. Jezus odkupił świat z miłości, ale przez zło. Pan Bóg cierpienia nie chciał. Bóg zaprasza do dźwigania cierpienia, które jest i tak nieuniknione. Ale cierpienie odpowiednio pojęte i krzyż odpowiednio pojęty, w tym kontekście Chrystusowym, w kontekście miłości, daje człowiekowi to, że zupełnie odwracamy optykę patrzenia na krzyż i wtedy człowiek, tak jak św. Paweł mówi, ma udział w dalszym zbawieniu świata razem z Jezusem Chrystusem. Myślę, że jest tu wielki problem złego rozumienia cierpienia. Czasem jest tak w życiu człowieka, że całe życie wierzy w Boga, a później przychodzi cierpienie i się załamuje.

Czy również duchowe?

Tak, może być i duchowe. Powinniśmy patrzeć na cierpienie duchowe, np. brak skupienia na modlitwie, jako na tygiel, który nas przeprowadza do Jezusa. Np. Siostra Faustyna mówiła, że jeśli w zakonie nie byłoby siostry, która cierpi, to trzeba byłoby jej poszukać. Dlatego, bo osoba cierpiąca jest wizerunkiem Jezusa Chrystusa umęczonego. Nie ma człowieka, który w życiu nie będzie cierpiał i chorował. I ważne jest jak my to będziemy przeżywali. Jan Paweł II mówił o tym nie tylko w dokumentach, ale ukazał nam jak chrześcijanin powinien przeżywać cierpienie. Był takim samym człowiekiem jak każdy z nas.

Czy Ksiądz myśli o swojej śmierci?

Tak, ale nie w sensie zadręczania się. Spojrzenie na swoją śmierć - a każdy powinien się nad tym zastanawiać - zmienia spojrzenie na życie, jaki jest cel bycia na ziemi: jest nim wieczność. Jeśli ktoś nie pragnąłby nieba to znaczy, że nie ma wiary.

Jaką książkę Ksiądz ostatnio czytał?

Obecnie czytam książkę ks. Dajczera o Eucharystii oraz książkę o ks. Popietuszce - „Tama”. Sprowadziłem sobie szereg książek o Ojcu Pio do rozszerzenia mojej pracy magisterskiej.

Czy jak ksiądz przeczyta coś ciekawego, to ma ochotę od razu podzielić się z nami z ambony?

Tak, bo wiem, że to będzie owocne. Dzisiaj mamy czas na czytanie tylko bardzo dobrych książek, bo na dobre już nie ma czasu.

Proszę powiedzieć o swoim ostatnim odkryciu, jakimś słowie, myśli, zadziwieniu się czymś.

Takim zadziwieniem była rozmowa z moim znajomym mnichem na temat słów z Biblii, jeżeli chodzi o kapłaństwo. Kapłan jest po to, aby Jezusowi towarzyszył. Pan Jezus mówi w Biblii, że wybrał apostołów po to, aby Mu towarzyszyli. I to jest pierwsze zadanie kapłana. Ja zawsze wiedziałem, że pierwszym zadaniem kapłana nie jest aktywizm, tylko medytacja, modlitwa, ale ostatnio jakoś te słowa zwróciły moją uwagę. Modlitwa, adoracja Najświętszego Sakramentu, to jest właśnie towarzyszenie Jezusowi. Jezus Chrystus pragnie, abyśmy Mu towarzyszyli.

Wakacje, a więc odpoczynek. Jak będzie wyglądał?

Teraz wyjeżdżam na tydzień do Włoch, do klasztoru zamkniętego, gdzie w pejzażu pasma górskiego Monte Lucco będę wsłuchiwał się w lekki powiew głosu Jezusa. Myślę, że to będzie najlepsza forma odpoczynku. Będę też w domu w Nowym Sączu, będę pomagał przy odpuście Przemienienia Pańskiego. Pójdę też w góry, pojeżdżę na rowerze, pobędę w domu rodzinnym. A więc takie zwyczajne wakacje. Chciałbym też w przyszłości przejść i ucałować ziemię po której stąpał Zbawiciel przemierzając uliczki Jerozolimy.

Kiedy Ksiądz odkrył ciekawość życia monastycznego?

Takim odkryciem była wizyta podczas Oazy Ruchu Światło Życie w Krakowie. III stopień polega na tym, że zwiedza się różne kościoły. Byliśmy między innymi u Kamedułów w Krakowie. To było niesamowite miejsce. Betonowy Kraków, a tutaj miejsce na górze, zupełnie wyciszone, mnisi, którzy mało rozmawiają. Powiedziałem sobie, że ja tam muszę wrócić. I rzeczywiście wróciłem na tygodniowe rekolekcje zaraz po przyjęciu święceń kapłańskich. Teraz jestem już co roku w każde wakacje.

Czy Ksiądz zalecałby rekolekcje systematycznie, dla nas wiernych np. coroczne?

Oczywiście, w zależności od różnego stanu, małżeńskiego, czy wolnego, ale żeby był taki czas poświęcony tylko dla Pana Boga w zupełnym oderwaniu się od spraw codziennych. Jest to bardzo owocne. Pamiętajmy, że każdy z nas ma czas na to, co jest dla niego ważne.

Co Ksiądz zapamięta najbardziej ze swojego 4-letniego pobytu w Pustkowie?

Trudno jest ukazać jakąś jedną sprawę. Było bardzo dużo sytuacji, które na pewno pozostaną w moim sercu do końca mego życia kapłańskiego. Mogłem się tutaj wiele nauczyć, spotkać wielu wspaniałych ludzi, szczególnie w grupach, które tworzyliśmy. W pamięci pozostanie też wiele nabożeństw, jak choćby na Górze Śmierci, które są nabożeństwami historycznymi.

Dziękuję za rozmowę

Rozmowę przeprowadziła Zofia

Powrót do strony głównej